
czyli
Podsumowanie konkursu raz jeszcze.
motto: Muzyka zaczyna się tam, gdzie kończą się słowa.
Już blisko 4 tygodnie minęły od zakończenia konkursu Szopenowskiego i wydawać by się mogło, że już puchowym śniegu trenem okryły się wrażenia konkursowe, skupiając uwagę na innych wydarzeniach. Ale to tylko złudzenie. Gorące spory i refleksje jak nigdy dotąd nie ustają w mediach i uwagach słuchaczy. Codziennie w Polskim Radio w II programie jest czas poświęcony na rozważania pokonkursowe, które uważnie notuję w swoim uchu i sercu, porównując je z moimi zawodowymi doświadczeniami. Te uwagi po raz trzeci i ostatni spinam klamrą pamięci, konfrontując je z opiniami zawodowych krytyków i muzyków, znających się oczywiście o wiele lepiej ode mnie na stylu Szopenowskim.

Teraz o moich faworytach.
Zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się u mnie Piotr Pawlak i to nie tylko dla tego, że to Polak ale głównie przez to, że z miejsca skonstatowałam bliskość osobowościową z nim. Młody człowiek, wesoły, ekstrawertycznie wypowiadający się na klawiaturze, wybitna jednostka intelektualna -doktorat z matematyki, dyrygentura, kompozycja, organy. Wszechstronnie utalentowany- nie wiem czy doceniony przez to jury, ale wygląda na to, że nie, skoro utknął na III etapie nie dochodząc do finału (to było jego drugie podejście do konkursu po roku 2021). Z pewnością ujął mnie tym, iż nie ukrywał swojej duchowości, trzymając różaniec ze znakiem krzyża przed wejściem, czego nie zauważyłam chyba u nikogo.

Pawlak miał niezwykle dynamiczny i technicznie trudny materiał do wykonania – porwał mnie utworem ,,Rondo alla Krakowiak F dur z op.13’’. Szopenowska radość i pogoda ducha, doskonała muzykalność, technika i temperament. Rondo alla Krakowiak zwykle wykonywane jest z orkiestrą: tutaj w wersji solistycznej. Utwór na ogół rzadko wykonywany. Reszta programu to utwory techniczne. Technika to jego mocna strona.
Niestety, z niewiadomych powodów jury nie dostrzegło w nim potencjału pianistycznego godnego IV etapu a szkoda…. Szkoda, że nie przyznano mu choćby nagrody specjalnej za to,, Rondo’’. Świetny też był w ,,ANDANTE SPIANATO WIELKI POLONEZ A dur”… odnosiło się wrażenie, że grał dla Boga , zachwycające doznanie.
Ogólnie – III etap to etap najtrudniejszy, najbardziej kondycyjny. Trzeba wykonać sonatę, mazurki, poloneza, utwór dowolny. A więc godzina grania-recital .

Drugi mój faworyt to Adam Kałduński. Podobało mi się jego eleganckie podejście do konkursu, świetny wygląd zewnętrzny, oraz to, że przygotowywał się do konkursu sam, bez opieki prowadzącego. Na szczęście jury zauważyło jego piękne wykonanie Ballady b moll. Ta nagroda widocznie usatysfakcjonowała Adama, pokazując jego dojrzałość i klasę.
Nie będę się rozpisywać o poszczególnych wykonawcach i laureatach nagród, wszędzie o tym pełno w przeróżnych przekazach medialnych. Chcę więc niejako skonkludować cały już konkurs i skupić się na tym co mnie najbardziej zafrapowało.

A więc osobowości- to najwyraźniej oprócz mojego oraz publiczności ulubieńca – zwłaszcza publiczności która była oburzona pominięciem Piotra Pawlaka, ulubienicą była 17-to letnia Thionyao Lyu- Chinka, oryginalna nie tylko pod względem wyglądu – nazwałam ją ,,Gwiazdeczką’’ z powodu gwiazdek we włosach, publiczność okrzyknęła ją Chińską Księżniczką. Niezwykle uzdolniona, dojrzała muzycznie, technicznie, interpretacyjnie młoda pianistka. Wszyscy stawiali na nią na, jako laureatkę I miejsca – zdobyła zaszczytne IV.

Również Dawid Khrikuli to wyjątkowa osobowość z Gruzji. Wielka to niesprawiedliwość, iż nie został w ogóle nagrodzony, jakimś dziwnym trafem w ogóle nie wzięty pod uwagę. To wybitny pianista, indywidualista żyjący w swoim świecie muzyki Szopena, którego przedstawił tutaj w swoim własnym stylu, balansując w świecie fantazji, w głębokiej melancholii, smutku, czasem rzucając się w oczy introwertycznym pojmowaniem otaczających go dźwięków. Odniosłam wrażenie że nie potrafił jak inni przebić się przez konwenanse dźwiękowe rzucającą się skromnością na pograniczu odległych światów tej rzeczywistości konkursowej.
Jednak świat nie zapomniał o nim tak jak o innych uczestnikach, dla których nie znalazło się miejsce w puli nagród w opinii szlachetnego i wielce uczonego jury, co do oceny których można mieć uczucia mieszane.
Ponieważ ciągle wybrzmiewają echa Szopenowskich zmagań to daje się zauważyć nasilające się zainteresowanie pojawiających się informacji, że to właśnie Khrikuli i Prokopowicz mają dostać propozycje szeregu koncertów pokonkursowych. Może więc usłyszymy jeszcze szelesty jesiennej nostalgii ,,BERSEUSE” – kołysanka. Yehudi Prokopowicza.

Co urzeka melomanów, słuchaczy, krytyków ale także i w ocenie jury – jeśli chodzi o styl Szopenowski?
Na pierwszym miejscu z pewnością charakterystyczna Szopenowska Cantylena – czyli śpiewność w prowadzeniu rąk na klawiaturze, frazowanie, oraz charakterystyczne, właściwie nigdzie nie spotykane – wyprzedzenie o odległość mini sekundy – lewej ręki przed prawą…
Ten sposób – to wyprzedzenie o ułamek prowadzenie jednej ręki przed drugą, to swoiste dzieło szopenistyczne, które później niektórzy próbowali naśladować acz z miernym skutkiem bo Szopen, to Szopen i jego nie da się mizernie naśladować.

No i słynne ,,Rubato’’,czyli nierówno, zmienne w tempie… także charakterystyczne „szopenowanie” i to już jest bardziej powszechne u następnych kompozytorów, a także na stałe wchodzące w trend muzyki XX w. – właściwie we wszystkich wariacjach form i instrumentów.
No i słynna technika (pokazana z precyzją w ETIUDACH) wznoszenie się w górę lub opadanie w dół melodii prowadzącej w dwudźwiękach czyli w tercjach małych i dużych, a do tego jeszcze- aby utrudnić – linię melodyczną, niejednokrotnie w chromatycznym przebiegu melodii.
Jeśli już jesteśmy przy interwałach czyli odległościach między dźwiękami – to są to charakterystyczne seksty, tercje, oktawy, rozbudowane ozdobniki, tryle, sekstole, septymole, cały pochód ozdobników i figuracji, bardziej trafiający w wyobraźni dla pianistów lub w ogóle instrumentalistów i do nich właśnie są te moje przekazy.
Styl muzyki romantycznej, ornamentyka pełna sprzeczności uczuć, od zachwytu, poprzez lirykę, dramatyzm a w końcu oczekiwanie na nieubłagany los – o tym już pisałam wcześniej… Sporo kompozytorów następujących po genialnym Polaku podejmowało styl szopenowski i oscylowało tematem (mazurki, polonezy) i charakterem wokół muzyki mistrza, która była dla nich niedoścignionym wzorem (np. Maria Szymanowska czy też Klara Schuman jako kobiety) oraz sporo innych kompozytorów i pianistów.

Maria Szymanowska
Mazurki to chyba jednak najtrudniejsza forma muzyczna choć wydawać by się mogło, że nie tak wielka pojemnościowo, jak np. scherzo, ballada czy koncert. A jednak to one stawiają bardzo duże wymagania przed uczestnikami konkursu, którym to wyzwaniom sprostał Yehuda Prokopowicz, dostrzeżony poprzez nagrodę 3000 tyś. euro, właśnie za mazurki, przyznając, że mu wystarczy taka nagroda za formę, która jest jego umiłowaniem w muzyce Szopena.
Panuje przekonanie, że gdy ktoś potrafi zagrać wszystkie 24 etiudy Szopena, jak to przedstawiali niektórzy uczestnicy to potrafi już zagrać wszystko, nie tylko Szopena. Etiudy z op .10 to mistrzostwo techniki, biegłości, czystości intonacyjnej i wiele jeszcze innych szczegółów muzycznych.
Cóż tam jeszcze nie uszło wyczulonemu uchu i oku byłej pianistki? No sposób wydobywania dźwięków i efekt wybrzmienia dźwięków. Jako wieloletni akompaniator uczniów wszystkich klas dętych Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Tarnowie, miałam pojęcie o wibracji dźwięków wydobywanych z instrumentów dętych (flet, trąbka, puzon, tuba, obój i klarnet) nie wiedziałam jednak ,że taką technikę można również zastosować na klawiaturze.
Otóż nowością dla mnie było wibrato grane 3. palcem na klawiszu (jako najdłuższym i najsilniejszym osadzonym ,,serdecznie’’na dłoni). Ta technika dała się zauważyć u Azjatów szczególnie w prowadzeniu Cantyleny lub ustawieniu dłużej trwającego dźwięku z klawisza. Rzeczywiście, spróbowałam sama tak zagrać i faktycznie można osiągnąć wibracje klawisza z odpowiednią amplitudą i tempem wyprowadzając palec z pozycji wyjściowej.

I jeszcze na koniec o tych czterech fortepianach – myślę, że uważny obserwator i słuchacz z uwagą śledził informacje, na jakim instrumencie będzie grał dany uczestnik. Oczywiście trzeba dużego znawstwa , słuchu absolutnie doskonałego aby wyczuć niuanse dźwiękowe i barwowe poszczególnych czterech fortepianów. To z pewnością sprawa stroicieli, którzy znają budowę każdego instrumentu, technologię drewna, akustykę, prowadzenie dźwięku i jego repetycję.
Instrumentów było cztery: włoski -,,FAZIOLI”, japoński – ,,KAWAI’’, angielski – „STAIWEI’’ i wiedeński -,,BESENTORFER’’. Każdy z nich, to inna barwa dźwiękowa, budowa, choć mają wspólny mianownik w postaci ułożenia strun basowych i wiolinowych, oraz ilości pedałów nożnych odpowiednio podających dźwięk przy naciśnięciu z wymierzoną siłą i długością trwania nogi na pedale. Warto wiedzieć, że każdy z uczestników miał do dyspozycji 15 min. na trafny wybór (sprzętu konkursowego) a przy tym jeszcze niewiele czasu na zgranie choć krótkiego fragmentu koncertu z orkiestrą pod dyrekcją Andrzeja Boreyki.

Myślę, że chyba każdy z wykonawców był wcześniej zaznajomiony z tymi typami instrumentów bo przecież udział w konkursie należał do już doświadczonych (pomimo niekiedy młodego wieku) pianistów, dla których Warszawska Scena Filharmonii Narodowej nie stanowiła widocznego zaskoczenia.
Moim zdaniem wybór instrumentu zależał od osobowości i temperamentu, pod który każdy pianista miał przygotowany 4 lata wcześniej odpowiedni repertuar. Zatrzymam się tylko na dwóch fortepianach aby nie popaść w przesadnie długie rozważania. Włoski ,,FAZIOLI’’instrument nowej generacji charakteryzujący się delikatnym, subtelnym brzmieniem, ciepłem i liryką- bardziej odpowiedni dla kobiet, których tak mało było wśród uczestników, a jeszcze mniej wśród nagrodzonych, choćby dla takiej osobowości jak Dawid Khrikuli.

Martha Argerich
Natomiast angielski, ,STEIWEI’’ to marka od wielu lat dominująca na konkursach Szopenowskich, to instrument o brzmieniu monumentalnym (dla Marthy Argerich czy Ivo Pogorelica – też niezwykle skrzywdzonego przez jury lata temu ). Martha Argerich po usłyszeniu werdyktu jury zrezygnowała z uczestnictwa w komisji i wycofała się na długie lata z funkcji szefowej jury. STEIWEI to długi nośny dźwięk, potężna fasada budowy a także silna repetycja. Dobry dla wykonawców płci męskiej.
Jeśli już jesteśmy w refleksjach z przeszłości, to ja miałam fortepian marki ,,KAPS’’. Angielski , druga marka po Steinwayu. Ten fortepian ofiarowałam Dębickiemu Towarzystwu Muzycznemu – gdzie śpiewałam w Operze Dębickiej w latach 2014 do 2018. Jednak nie zostało to docenione. Fortepian oczywiście po tylu latach używania go przeze mnie wymagał remontu ale nie znalazły się środki na remont – za to były na inne cele… a fortepian po remoncie nadawał by się idealnie do sali koncertowej w Dębickim ,, MORSIE’’. No cóż, byłam do niego przywiązana i chciałam zostawić kawałek swojej duszy w Dębicy gdy z stamtąd odchodziłam.

No i na koniec uwaga na temat wystroju sali Filharmonii Narodowej – owszem był napis XIX Konkurs Szopenowski (specjalnie piszę ,,Szopenowski” w języku polskim bo już najwyższy czas aby nazywać tą imprezę o światowej randze w języku polskim. Szopen był Polakiem i chociaż nazwisko jest francuskie, to jednak może lepiej będzie brzmiało ,, szopenowanie „we wszystkich odmianach, a nie ,,chopinowanie’’ które brzmi sztucznie.

Wracając do wystroju. XIX Międzynarodowy Konkurs Szopenowski w polskim i angielskim języku i nic więcej… ani Flagi Narodowej (choć mogłyby być tak jak dawniej: flagi przedstawicieli innych krajów) ani wizerunku Szopena. Ten brak tożsamości narodowej również został powtórzony na Galii w sali Teatru Wielkiego i Opery Narodowej a do tego nie właściwe oświetlenie ciemnogranatowe tło estrady (kolor wybitnie nie sceniczny). Jakieś dziwne ciemnoniebieskie poświaty, zlewały się z czarnymi, wizytowymi strojami wykonawców (głównie mężczyzn) i tylko dwie czerwone suknie ,nielicznych kobiecych odznaczeń przełamywały symbolicznym kolorem (zabrakło bieli…) i ciemna przestrzeń estrady, jakby pokryta smutkiem z niewydarzonych werdyktów i braku konstruktywnych ocen szacownego jury, chyba niewiele mającego związku z rzetelną oceną i nie dostrzeżeniem naprawdę wartościowych wykonawców nieśmiertelnej muzyki Szopena.
Bożena Kwiatkowska – dyrygent, pianistka i pedagog.
P.S Ten mój upór do pisania Szopen a nie Chopin niech będzie rekompensatą za brak symboli patriotycznych na estradzie Teatru i Filharmonii Warszawskiej podczas trwania tegorocznego Konkursu Szopenowskiego.
24.11.2025

















