Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Zbigniew BRUNO Szulc

Z cyklu znani i nieznani

...w ostatni poniedziałek marca dałeś mi swój rysunek...i chwilę czasu ostatnią... siedziałeś na przeciw mnie młodopolsko niedbały...sączyliśmy wino i słowa...wtedy nieważne...pamiętam na mojej działce kwitły łubiny i pachniało maciejką… kiedy widziałem Cię po raz ostatni...wracałeś jak zwykle...w swoim stroju chocholim...z kolejnego wesela... łudząc się… że można nie zdążyć na swój ostatni pociąg...takim Cię zapamiętałem...najczęściej spotykaliśmy się w redakcji Tarnowskiego Magazynu Informacyjny TeMI... mieszczącej się wówczas nad Tatrzańską...za czasów Krzysia Nowaka i Józia Komarewicza...ja przynosiłem tam swoje wiersze a Ty rysunki... odwiedzałeś mnie także w Solskim, nierzadko z literatem Jasiem Rybowiczem, gdzie wtedy był jeszcze prawdziwy teatralny bufet...a na portierni rządził pan Michał Świerczek...szewc-meliniarz...dziś prawdziwych artystów i portierów już nie ma...po Tobie pozostały śmieszno-straszne rysunki...po mnie może ocaleją słupki wierszy...a pamięć...ta jest zawodna...wszak nikt nie pamiętał o kolejnej rocznicy odjazdu twojego ostatniego pociągu...a było to 28 lipca.34 lata temu... Przypomnijmy: Zbigniew Bruno Szulc zmarł tragicznie w Jamnicy koło Nowego Sącza, w drodze, którą przemierzał niemal codziennie, rozkochany w magii pędzącego pociągu i muzyce wiatru. Być może chciał za bardzo poczuć powiew wolności, wychylił się za daleko i wypadł na tory?

„Niechęć do ogólnie obowiązujących norm, swoboda, a nawet pewna ekstrawagancja w stroju (spięte w kuc włosy, kolczyk w uchu, srebrne sygnety, bransolety i naszyjniki, wytarte spodnie) głoszenie niekonwencjonalnych haseł i poglądów, duża ekspresja, uczyniła zeń jedną z ciekawszych, jeżeli nie najciekawszą postać w tarnowskim środowisku dziennikarsko - plastycznym. W jego niewielkim mieszkaniu - pracowni w Brzesku przy ul. Kościuszki 65, niemal co noc, kłębił się tłum przyjaciół i znajomych. Wszyscy oni toczyli do białego rana zażarte rozmowy na aktualne i nurtujące ich tematy plastyczne, prowadzili dyskusje o sprawach ludzkich, a także po prostu pili piwo. Wśród odwiedzających nie brak było zwykłych naciągaczy, którzy pragnęli za bezcen nabyć co ciekawsze i wartościowsze prace artysty. A "Bruno" ulegał im - zbyt cenił siebie i swoją sztukę , by droczyć się i targować z nachalnymi pseudokupcami.” – tak opisywał Jerzy Wyczesany brzeskiego artystę Zbigniewa Szulca „Bruno”, który swoją niestereotypową formą życia szokował wszystkich.

Urodził się w Okocimiu 26 kwietnia 1954 roku w rodzinie Eugeniusza i Stanisławy Zydroń. Ukończył szkołę podstawową w Brzesku, a następnie Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika.  Już w liceum zdradzał zainteresowanie przedmiotami humanistycznymi, plastyką i muzyką. Jego talent artystyczny został szybko zauważony przez nauczycieli liceum i powierzyli Zbyszkowi ilustrowanie kroniki szkoły, wykonywanie scenografii do wielu imprez. Grał w szkolnym zespole muzycznym na perkusji. Po ukończeniu liceum zdawał na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, lecz nie został przyjęty. Po wielokrotnych próbach w Krakowie zdawał do Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, jednak bez powodzenia. Bez żadnej opieki artystycznej i bardzo, w tamtych czasach, wymaganych świadectw, pozostał artystą amatorem, co wcale nie przeszkodziło Szulcowi w przemierzaniu wybranej drogi. Rysował bardzo ostre karykatury, tworzył grafiki i malował. W trakcie nauki w Pomaturalnym Studium Geologicznym w Krakowie poznał Wojtka Belona i Andrzeja Sikorowskiego, co zapewne spowodowało inicjację artystyczną brzeskiego plastyka.

Po powrocie do rodzinnego miasta zajął się wykonywaniem szyldów reklamowych, ale praca dekoratora sklepów nie przynosiła Szulcowi żadnej satysfakcji. Nie umiał pomieścić się w małym Brzesku ze swoją rozbudowaną osobowością i może dlatego przeniósł swoje działania do pobliskiego Tarnowa. Od końca lat 70-tych związał się artystycznie i towarzysko z sekcją plastyczną Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy przy tarnowskim MAK -  Młodzieżowa Agencja Kultury – tworząc jednocześnie Klub Twórczy Brzeska Piwnica. Zbyszek był jej duszą, organizował w niej wystawy malarstwa, grafiki i rysunku, a także koncerty muzyczne. Stał się również jednym z głównych przedstawicieli tarnowskiej bohemy lat 70-80. Zaprzyjaźniony z Józefem Komarowiczem, Janem Głuszakiem, Andrzejem Lenartowiczem i Stanisławem Potępą, bardzo szybko przeniósł swój niepowtarzalny styl do ówczesnej mekki artystycznej, Tarnowskiej Piwnicy. Jego dziełem był także wystrój plastyczny klubu, w tym niestety niezachowana do dzisiaj polichromia wnętrza, utrzymana w surrealistycznym klimacie. W tym czasie zżył się z innymi "piwniczanami": Jerzym Gardzielem "Grubym" i Waldemarem Pączkiem.

W 1981 roku cztery linoryty Szulca (pejzaż, bez tytułu, Jakaś prośba i Kontemplacje) weszły do antologii wierszy tarnowskich poetów "Jesteś moją utkaną". W rok później, głośnym echem odbiła się zorganizowana przez Zbyszka w "Tarnowskiej Piwnicy" aukcja jego grafik i rysunków, z której cały dochód artysta przeznaczył na budowę pomnika Matki Polki. Karykatury, rysunki i grafiki Zbyszka publikowano lub przedrukowywano w wielu czasopismach: Płomienie, Prometej, Metalowiec Tarnowski, Zarzewie, Kontakty, Twórczość Robotników, Radar, Student, Szpilki, Karuzela, Magazyn Polski, Okolice, Tygodnik Chełmski oraz TeMi - Tarnowski Magazyn Informacyjny, w którym miał stałą rubrykę i z czasem został redaktorem graficznym tego pisma. Dla tejże gazety wykonywał ponadto okolicznościowe winiety, przerywniki a także ilustrował bajki TeMika - dodatek pisma dla dzieci. Szulc brał udział w wielu wystawach plastycznych, m.in. Plastyka Ziemi Brzeskiej, Człowiek w Warszawie, Galeria na kółkach, Prace plastyków amatorów z województwa tarnowskiego. W jego brzeskiej pracowni plastycznej spotykali się niemal wszyscy artyści z okolicy. Szulc był pierwszym „dzieckiem kwiatem” Brzeska, a jednocześnie jego wizytówką. W Tarnowie zaś honorowym gościem Tarnowskiej Piwnicy i „bratem łata”.

Tupot jego słynnych drewnianych sabotów znany był niemal wszystkim mieszkańcom ulicy Krakowskiej, których budził o piątej rano śpiesząc na dworzec, by odbyć swoją codzienną wędrówkę. Znali Szulca wszyscy kolejarze i nawet nie podchodzili by sprawdzić czy ma bilet – nigdy nie miał. Nie przywiązywał się do pieniędzy. Swoje prace rozdawał wśród przyjaciół i brał co łaska, bo jak twierdził, pieniądze śmierdzą na odległość. Swoje artystyczne życie dzielił pomiędzy dwoma piwnicznymi klubami – Tarnowską Piwnicą i Brzeską. „Z biegiem lat Szulc wypracował własny, charakterystyczny styl zarówno w rysunku satyrycznym jak i w grafice. Poczesne miejsce w jego twórczości zajmuje właśnie rysunek . "jak rysuję - wspominał na kartkach notatnika - naprawdę odpoczywam (...) ponadto jestem chłonny tematów i niezmordowany". Jak dużą wagę przywiązywał do rysunku świadczą zanotowane słowa: "...mogę żyć bez dziewczyny, ale nie bez ołówka (...), ba, mogę nie pić, ale muszę mieć ołówek i papier" – napisał Jerzy Wyczesany.

  

Ryszard Smożewski,  literat i dziennikarz, niegdyś dyrektor Tarnowskiego Teatru im. L. Solskiego ulokował twórczość satyryczną Szulca obok takich sław jak Andrzej Mleczko, Edward Lutczyn, Andrzej Krauze. Rysunki satyryczne Zbyszka cechuje niezwykła trafność w oddaniu komicznego, a nawet wręcz wisielczego humoru, chociaż sam sprawiał wrażenie człowieka żyjącego w innym świecie, zagubionego pomiędzy realną rzeczywistością, a marzeniami. Są one niepowtarzalne, kreślone z niezwykłą odwagą , zażartością i gorzką refleksją na temat tego, co wówczas działo się dookoła. Zbyszek nie ulegał stereotypom, dlatego bardzo żywo reagował na zmiany zachodzące w rzeczywistości, naśmiewał się z ówczesnych decydentów i ich nowomowy. Nic więc dziwnego, że większość prac satyrycznych Szulca nie straciła nic ze swej ostrości i aktualności. O niezwykłej sile oddziaływań  artysty, świadczyć może fakt, że jego twórczość wywarła olbrzymi wpływ na wielu karykaturzystów, którzy posługując się taką samą kreską co Zbyszek, starali się go naśladować. Ba, nawet do dnia dzisiejszego ukazują się w czasopismach rysunki  będące kopiami prac Zbyszka, a nawet jego oryginalnymi pracami, w których miejscu sygnatury autora widnieją podpisy rzekomych ich twórców.

 Zbigniew Bruno Szulc zmarł tragicznie w Jamnicy koło Nowego Sącza dnia 28 lipca 1985 roku. Zginął w drodze, którą przemierzał niemal codziennie, rozkochany w magii pędzącego pociągu i muzyce wiatru. Być może chciał za bardzo poczuć powiew wolności, wychylił się za daleko i wypadł na tory?  Pochowany został na cmentarzu komunalnym w Brzesku. Tuż po śmierci ukazał się zbiorek jego rysunków satyrycznych pt. "Protestuję!", a w 1990 tomik ” Peerelek” Wystawa pośmiertna prac Zbyszka odbyła się w 1991 roku w miejskim Ośrodku Kultury w Brzesku, a wystawa rysunków satyrycznych, tamże w 1993 roku.

(za Jerzy Wyczesany – zbyszek.brzesko.com.pl)
 Ryszard Zaprzałka, Jerzy Reuter