Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

"Powstanie Pokoleń" - ???

Powstanie Pokoleń czyli jakie? które? Styczniowe, Listopadowe... Powstanie Warszawskie było tylko jedno. Tak w imię poprawności polityczno-liberalnej z listkiem figowym patriotyzmu w tle, nazywa się nowa świecka tradycja wspólnotowego śpiewania powstańczych piosenek, organizowana m.in. przez Biuro Wystaw Artystycznych w Tarnowie 1 sierpnia mająca upamiętniać kolejną już 74 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. O godz. 18.30 w Parku Strzeleckim, przed Pałacykiem BWA będzie można usłyszeć m.in. „Pałacyk Michla”, „Warszawskie dzieci” „Warszawianka” oraz inne piosenki żołnierskie i patriotyczne. To wielopokoleniowe śpiewanie – uczestnicy otrzymają bezpłatne śpiewniki, uświetnią członkowie Sekcji Rekonstrukcji Historycznej im. 16. Pułku Piechoty w umundurowaniu wzorowanym na strojach powstańców. Nieco wcześniej, bo o godz. 17, rozpoczną się oficjalne, łączne, obchody 74. rocznicę Akcji „Burza” Armii Krajowej i wybuchu Powstania Warszawskiego, na które zapraszają: prezydent Tarnowa, Roman Ciepiela oraz Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Po mszy św. w kościele księży filipinów odprawionej w intencji ojczyzny oraz poległych i zmarłych żołnierzy Armii Krajowej, przy Grobie Nieznanego Żołnierza odbędzie się rocznicowa akademia. Przysłowiową wisienką na tym organizacyjno-populistycznym torcie wydaje się być, zwoływane na godz.16.30, po raz pierwszy w Tarnowie, przez Tarnowski Obóz Narodowy i kibiców piłkarskich Unii Tarnów zgromadzenie na Placu Sobieskiego, podczas którego jego organizatorzy będą przeprowadzać akcję informującą o Powstaniu. Punktualnie o godz. 17:00 minutą ciszy zostaną uczczeni polegli Powstańcy, którzy przez 63 dni walczyli o wolność. Byli wśród nich także kapelani wojskowi w liczbie 150., z których podczas Powstania zginęło 40. Pierwszym, który poległ tuż po rozpoczęciu Godziny „W”, był ksiądz Tadeusz Burzyński; dziś jest kandydatem na ołtarze. Dominikanina Michała Czartoryskiego i pallotyna Józefa Stanka beatyfikował Jan Paweł II. Jan Zieja wciąż zawstydza ewangeliczną prostotą życia.  Zawsze w cieniu. Zawsze potrzebni. Wreszcie docenieni. Wszyscy dopiero dziś odzyskują miano bohaterów. Niektóre ich sylwetki przypomina wydana w tym roku prekursorska książka cenionego reportażysty Stanisława Zasady "Duch 44. Siła ponad słabością".

Gdy kapituluje Starówka, żal za grzechy i rozgrzeszenie stają się cenniejsze niż życie. Generał Antoni Chruściel „Monter” „poleca wprowadzenie w oddziałach jednolitych modlitw porannych i wieczornych”. Wśród ruin nie milkną nabożeństwa. W pierwszą niedzielę Powstania na Powiślu mszę celebruje kapelan oddziału „Konrad”.

Autor  książki Stanisław Zasada stworzył porywające portrety dziesięciu kapelanów Powstania Warszawskiego, księży, którzy towarzyszyli powstańcom roku 1944 i sami walczyli. Ich życiorysy są dowodem na to, jak potężna jest siła Ducha. Nawet w obliczu klęski. Poruszająca historia tych, którzy dodawali odwagi i nadziei setkom tysięcy warszawiaków. 

Pisząc o ludziach walczących w Powstaniu Warszawskim, zbyt nachalnie eksponujemy ich heroizm. Chętnie podejmujemy spory o sens Powstania, zderzając romantyczne, desperackie wołanie o nadzieję w beznadziejności z chłodnym racjonalizmem Jasienicy lub Cata-Mackiewicza. Ta książka nie jest o populistycznej chwale bohaterów ani o namiętnych sporach o polityczny, historyczny, militarny sens walki, ale o zwyczajnie rozumianej obywatelskiej i kapłańskiej powinności wobec wspólnoty - mówi dr Marek Lasota, historyk, dyr. Muzeum Armii Krajowej w Krakowie.

"Jak wyglądała powstańcza msza?" - "Tygodnik Powszechny" zapytał księdza Wacława Karłowicza 60 lat po Powstaniu.

Odparł: "Normalnie. Co prawda nie było ołtarza, lecz stół przykryty zwyczajnym obrusem, który dali ludzie, i odprawiało się Mszę. Kielich i monstrancję mieliśmy".

Ksiądz Karłowicz zawsze myślał, jak w czasie mszy uchronić wiernych przed atakiem. "Kiedy odprawiałem, dbałem o to, by ludzie nie stawali w jednym miejscu, tylko rozrzuceni przez szerokość ulicy, żeby w razie uderzenia pocisku nie było masakry" - opowiadał "Tygodnikowi Powszechnemu".

Na msze przychodzili powstańcy i cywile. Często można było zobaczyć rannych z powstańczych szpitali, niektórych bez nóg, bez rąk.

6 sierpnia, w pierwszą niedzielę Powstania, na Powiślu odprawiał mszę ojciec Czartoryski, kapelan oddziału "Konrad". Było jeszcze w miarę spokojnie. Ołtarz ustawiono na podwórzu przy ulicy Smulikowskiego. Przyszli żołnierze i okoliczni mieszkańcy, nastrój był odświętny.

Sanitariuszka Krystyna Wiśniewska-Zotkiewicz "Gejsza" tak to zapamiętała: "Było to dla nas wielkie, wzrusza­jące i podniosłe wydarzenie. Oto na kawałku wolnej ojczyzny mogliśmy prawdziwie po katolicku, z Bogiem, przeżyć pierwszą niedzielę Powstania. Ojciec Michał wspaniale pomógł nam uświadomić sobie wagę tych przeżyć".

I dalej: "Dzięki ojcu Michałowi było nam lżej w czasie trudnych chwili i po nich, mieliśmy odwagę przed tym, co nas czekało, i wiarę w słuszność naszego wyboru, bo walczyliśmy o wolną Polskę z błogosławieństwem Bożym".

Ale powstańcy nigdy nie zapominają, że toczy się walka. Nawet gdy się modlą. Ksiądz Jan Zieja, pseudonim "Rybak", pamięta z Mokotowa taki obrazek: odprawia przy ulicy Gra­żyny, w pobliżu trwają zaciekłe walki. Wszyscy żołnierze idą do komunii. Zieja kończy mszę i chce im pobłogosławić, ale gdy odwraca się od ołtarza, sala jest pusta - wszyscy pobiegli walczyć. "Cały bezsens naszej walki staje mi się sensem, kiedy Ojciec podnosi Hostię i Kielich" - powie do księdza Józefa Warszawskiego porucznik Andrzej Romocki "Morro", do­wódca kompanii "Rudy" w batalionie "Zośka".

Kończy się msza. Żołnierze śpiewają Boże, coś Polskę ze zmienionym refrenem: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie". Dodają zwrotkę: "Jedno Twe słowo, wieczny nie­bios Panie, z prochów nas znowu podnieść będzie zdolne, a gdy zasłużym na Twe ukaranie, obróć nas w prochy, ale prochy wolne".

Generał Tadeusz Bór-Komorowski pamięta mszę w hal­lu PKO u zbiegu Świętokrzyskiej i Jasnej. Była tam kwatera Komendy Głównej AK. "Bór" wspomina:

"Żołnierze klęczeli dokoła w modlitwie, kiedy nagle po­jawiły się nad nami bombowce niemieckie. Ściany trzęsły się do fundamentów i miałem wrażenie, że lada chwila cały strop ugodzony następną bombą runie nam na głowy. Za każdym nowym poszumem lecącej bomby ludzie mimo woli kurczyli się w sobie, pochylając głowy.

Spojrzałem na księdza stojącego u ołtarza. Odprawiał nabożeństwo, jakby to było w najzacniejszym kościółku. Za jego przykładem obecni na mszy przestali zwracać uwagę na niebezpieczeństwo i modlili się spokojnie dalej, mimo coraz bliższych i coraz gwałtowniejszych wybuchów".

Generał doda:

"Wspominam ten epizod jako przykład zachowania się księży, którzy nie tylko do ostatka pełnili swe obowiązki, ale zawsze świecili przykładem w spełnianiu swych zadań".

Źródło: www.deon.pl

Ryszard Zaprzałka