Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Dworki, których nie ma...

Na terenie miasta Tarnowa zachowały się tylko dwa klasycystyczne dworki. Jeden przy ul. Batorego 19 i drugi przy ul. Konarskiego 15. Oba są, a raczej były - szczególnie ten przy ul. Batorego, po którym zostały jeno stare fotografie - typowymi przykładami dworków podmiejskich, budowanych w pierwszych dekadach XIX w. Już od czasów barokowych na terenie miasta budynków w typie dworkowym było bardzo dużo, znajdowały się m.in. przy pl. Kazimierza Wielkiego, aczkolwiek poza wspomnianymi dwoma żadne nie zachowały się do dnia dzisiejszego. W dworku przy ul. Batorego, tuż przed końcem XIX w., mieszkało małżeństwo Kostasiów. Tadeusz Kostaś był majordomusem u Sanguszków, natomiast jego żona znaną w Tarnowie akuszerką. Ostatnią mieszkanką domu przy ul. Batorego była pani Weryńska-Grylowa, której nie było stać na remont budynku.  Jeszcze do niedawna właściciele dworku przy ul. Batorego chcieli go sprzedać za ok. 400 tys. zł aliści miasto nie było tym zainteresowane. Atrakcyjność działki położonej w centrum miasta sprawiła zapewne, że znany tarnowski przedsiębiorca Tadeusz Żońca - właściciel m.in. hoteli Cristal Park i Dworu Prezydenckiego w Zgłobicach postanowił to, co z dworku pozostało odbudować, a raczej wybudować od nowa reprezentacyjną jego atrapę. A po zabytkowym dworku nie pozostało nawet liczące ponad 100 lat drzewo - świadek jego historii, które wycięto jakis czas temu... No cóż, zamiast ratować i leczyć lepiej wyburzyć i wyciąć.   

Według projektu, zatwierdzonego ponoć przez konserwatora zbytków, na parterze nowego dworku mają powstać biura, a na poddaszu mieszkania. Konserwator nie wykluczył też kawiarni, ale w tej chwili właściciel przyznaje, że nie wie co się tam ostatecznie znajdzie.

Więcej szczęścia miał dworek przy ul. Konarskiego, który jest w dobrej kondycji, ponieważ znajduje się w nim siedziba Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Ma też bardzo ciekawą historię, silnie związaną z dziejami miasta. Zbudowano go we wsi Zabłocie (taką nazwę nosi obecnie dzielnica, gdzie znajduje się dworek), która rozciągała się po obu stronach potoku Wątok. Wiadomo, że na początku XIX wieku część tego terenu była zakupiona przez Sanguszków, jednak dokładna historia z tamtego okresu nie jest znana. W drugiej połowie XIX wieku posiadłość ta była własnością Antoniego Kopaczyńskiego, a następnie (drogą spadku) rodziny Nideckich. Już po I wojnie światowej dworek ten nabyli Józef i Helena Czajkowie oraz Jan Sworzeń. W połowie lat 70. XX wieku odsprzedano go skarbowi państwa i obecnie pełni funkcję siedziby WUOZ.

Dworek ma charakter klasycystyczny. Chociaż pierwotnie był zrobiony z drewna (ściany drewniane są wciąż zachowane w narożniku południowo-wschodnim) to obecnie jest murowany z cegły. Korpus główny budynku jest usytuowany na planie prostokąta, parterowy. Od strony północnej zobaczyć można nowszą przybudówkę, której układ wnętrz jest amfiladowy, a także znajdujący się za głównym budynkiem niewielki dziedziniec. Tym, co przechadzając się ul. Konarskiego, można zauważyć na pierwszy rzut oka, jest niewielki portyk na froncie. Wsparty jest on na czterech doryckich kolumienkach dźwigających niewielki trójkątny szczyt.

Niestety jego dramatycznym przeciwieństwem był dworek przy ul. Batorego, a raczej to co z niego stało jeszcze do niedawna na tej działce. Jak dowiadujemy się z jego karty w rejestrze zabytków (utworzonej 6. września 1980 r.) już w roku 1959 stan jego uszkodzenia to ok. 20%. Pierwotne przeznaczenie budynku to "dworek przedmiejski", a w latach, gdy tworzono kartę był to po prostu budynek mieszkalny. Od początku istnienia znajdował się w rękach prywatnych, co nie zmieniło się do dzisiaj. Pierwsze informacje z lat 60. mówią, że dom ten zamieszkiwała p. Zofia Weryńska, która jednocześnie była jego właścicielką (od czasu zakończenia II wojny światowej). W rubryce historia obiektu czytamy: "Obecnie budynek jest własnością jej córki - p. Danuty Gryl."

Był to dworek parterowy, w którym, jak dowiadujemy się z karty, było pięć izb mieszkalnych, jedno inne pomieszczenie i jedna piwnica. Czytamy: "Rozkład pomieszczeń mieszkalnych symetryczny względem centralnie umieszczonej sieni wejściowej, tzn. po obydwóch stronach leżą izby wraz z alkierzami. Ściany są zrobione z cegły, a stropy i wiązania dachu z drewna, zaś jego powierzchnia to 160 m2. Mieści się przy zbiegu czterech ulic: Chopina, Rogoyskiego, Batorego i Sowińskiego, a oddalony jest od Rynku i Starego Miasta o ok. 250 m." Z karty w spisie dowiadujemy się, że jest on usytuowany "w środku niewielkiej działki o kształcie zbliżonym do trapezu prostokątnego", a także, że "północna część działki jest zadrzewiona, a przed domem od południa jest niewielki ogródek". Każdy, kto kiedykolwiek spacerował ul. Batorego wie, że fasadę tego dworku tworzyły dwie kolumny. Opis w karcie ewidencyjnej tak opisuje front budynku: "Dominantę fasady stanowi umieszczony na osi symetrii ganek osłaniający drzwi wejściowe. Dwie kolumny niosące daszek ganku posiadają gładkie okrągłe trzony, a u góry zakończone są skromnymi głowicami z plintami podpierającymi architraw zakończony gzymsem". W rubryce stan zachowania czytamy, że budynek jest w złym stanie technicznym, ponieważ ściany są zawilgocone, występuje grzyb, a okna są zniszczone. W cytowanej karcie, umieszczono też najpilniejsze postulaty konserwatorskie, czyli osuszenie ścian, naprawę pokrycia dachu, wymianę stolarki okiennej oraz renowację elewacji. Ostatnio stan zabytkowego dworku był wręcz katastrofalny ponieważ zawaliła się część dachu (nikt w nim już nie mieszkał) - oskarżając obecne władze miasta o ewidentny grzech zaniechania. Swój udział w tej bdowlanej hekatombie miał także, mieszkający po sąsiedzku,  znany i ustosunkowany tarnowski lekarz, który skonfliktowany z właścicielką dworku przez lata skutecznie blokował jakiekolwiek próby ratowania tego zabytku.

Ryszard Zaprzałka
zdjęcia -   Stanisław Siekierski