Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Antoni Sypek: Wujek

Ryszard Zaprzałka: Taką perełkę znalazłem w swoim archiwum.

Wujek Jasiu był starym kawalerem. Nie interesowały go kobitki, ani też chłopcy. Szeptano w kamienicy, że w czasie walk u generała Maczka, czołg wujka Jasia najechał na minę, czy też został trafiony granatnikiem. Załoga ocalała, ale wujek został ranny w słabiznę... Czytam prace tarnowskich historyków. To spłodzą Encyklopedię, w której tacy ludzie jak mój wujek mają swoje biogramy. Pojawiają się Szkice Historyczne, pojawia się nadal Rocznik Tarnowski, a w nich niezmiennie o zamku na górze św. Marcina, o hetmanie, o rabacji, o średniowieczu, o lokacji miasta, o okresie międzywojennym, o czasach galicyjskich. To już wszystko dawno zostało napisane i przebadane. Działają w Tarnowie uczelnie wyższe, ludzie robią licencjaty, magisteria, piszą jakieś prace. Nikt nie odwiedza Oddziału IPN w Krakowie, czy w Rzeszowie. Nie powstają żadne książki o nieodległych przecież czasach. Nie pisze się o ofiarach stalinizmu, ani komunizmu w Tarnowie. Nikt nie publikuje rezultatów kwerend w IPN, nadal wokół nas działają szumowiny, beneficjenci tamtych czasów, nadal nie możemy poznać, kto w Tarnowie zachował honor, kogo w Tarnowie zmuszano, kto zaś lojalnie i gorliwie donosił na kolegów. Cisza, jak makiem zasiał. Nie ma lokalnego Cenckiewicza, ani Nowaka, czy Żaryna.

Młodzi się boję, inni są sprytni i nie chcą się wychylać, starzy z reguły byli umoczeni lub nie mają już siły. Kto ma to robić, jak nie młodzi. Nie ułożą sobie życia, póki nie rozliczą czasów, w których ich ojcowie działali. Muszą w końcu zadać pytanie: Coś robił w tamtych latach? Niech sobie nie myślą, że bez tych pytań umrą w IV RP. Umrą w III RP, tej z wiadomą gazetą z Czerskiej, z wiadomymi stacjami telewizyjnymi, tej z Dziadzią i Bulem, Kwachem i Gromosławem, zbrodniczym, zdradzieckim starcem Jaruzelskim, okrągłym stołem i magdalenką, tej wyszydzającej wartości i symbole narodowe, tej szczającej na krzyż na Krakowskim Przedmieściu, tej wyśmiewającej i kpiącej z ludzi zabitych - choćby symbolicznie - w katastrofie nad Smoleńskiem, tej z hańbiącego, pełnego pogardy Szkła Kontaktowego. Jak tak patrzę na ludzi ze złamanymi charakterami w tamtych czasach, na sługusów bolszewii, na cwaniaków rozpoczynających karierę w PRL, jak patrzę na te całe IPN, teczki osobowe, ubeków i jak patrzę na to, co dziś wyrabiają fałszywi politycy, dziennikarze sprzedajni, celebryci, tzw. autorytety, Salon, władza, to mnie już nic nie dziwi i czytam Wierną rzekę, tam już to było, albo sięgam po książki o czasach saskich, czy też czasach sprzedajnego króla Stasia. Już wiem, skąd się brali owi zdrajcy, donosiciele, kapusie, karierowicze. Naród zdrajców i bohaterów.

Państwo M. mieszkali pod nami, na parterze. Pani Hanka zajmowała się domem i synem, starszym od nas o parę lat. Mąż pani Hanki w 1945 r. miał swoją bandę, złożoną z tarnowskich kryminalistów i szabrował na Ziemiach Odzyskanych. Pod koniec lat 40. złapano go i wsadzono na parę lat do więzienia.

Z rodziną państwa M. mieszkał brat męża pani Hanki, czyli wujek Jasiu, jak nazywaliśmy go w kamienicy. Wujek Jasiek miał przedwojenną maturę, w czasie II wojny znalazł się na Zachodzie i walczył u generała Maczka, w legendarnej 1. Dywizji Pancernej, był czołgistą. Bił się w Normandii, pod Falaise, wyzwalał Belgię i Holandię. Po zakończeniu wojny dał się skusić propagandzie komunistycznej, a może tęskno mu było za rodzinnym Tarnowem, i powrócił do Polski. Zamieszkał w naszej kamienicy z bratem, bratową i bratankiem. On spał w kuchni, oni w jedynym pokoju. Wszystkie mieszkania w naszej kamienicy składały się z pokoju i kuchni. Solidna przedwojenna kamienica, której żydowski właściciel pewnie zginął w getcie tarnowskim.

Wujek Jasiu był starym kawalerem. Nie interesowały go kobitki, ani też chłopcy. Szeptano w kamienicy, że w czasie walk u generała Maczka, czołg wujka Jasia najechał na minę, czy też został trafiony granatnikiem. Załoga ocalała, ale wujek został ranny w słabiznę, co zakończyło się podobno pozbawieniem go męskości, stąd bezżenny stan i brak zainteresowania płcią odmienną.

Wujek był niezmiennie elegancki, dzieci z kamienicy i okolicznych domów za nim przepadały. Zawsze miał dla nich dobre słowo, dropsy, kawałek czekolady, jabłko, często wyciągał drobne monety i je nam wręczał. Zagadał, pogłaskał, pożartował, opowiedział coś ciekawego. Lubił się napić, co ja mówię, pił jak mops. Nikt nigdy jednak nie widział go zalanego w trupa. Głowę do alkoholu miał jak prawdziwy czołgista. Wracał z pracy do domu podchmielony, wówczas w zakładach pracy pito solidnie. Po zjedzeniu obiadu podanego przez szwagierkę drzemał w miarę możliwości w owej kuchni. Wieczorkiem, a raczej późnym popołudniem, elegancki i odświeżony, udawał się na plac Kazimierza do restauracji Pod Palmą, później za moich czasów nazywała się Myśliwska. Jeszcze dawniej była to knajpa Kuziory, a jeszcze dawniej Kaempfa i nazywała się Pod Palmą.

Miał tam swój stolik i kilku kolegów z frontu, podobnych jak on maczkowców, jeden zresztą do śmierci chodził po Tarnowie w owym czarnym berecie, charakterystycznym dla pancerniaków. Wspominali i pili, zakąszając nieustannie. Reszta towarzystwa przy sąsiednich stolikach parzyła na nich z szacunkiem. Niektórzy po paru kielichach zwracali się do nich z toastem pijackim, szanowali ich, to było widać. Tak płynęły lata. Zapomniałem dodać o niedzieli. Wujek w niedzielę pił już od rana, po sumie, w owej knajpie. Wracał taksówką na obiad. Po obiedzie i drzemce wujek znów gościł na placu Kazimierza., to było solidne, niedzielne picie.

Dochodzę do epilogu. Wujek gdy wrócił z Anglii, był może 1946 lub 1947 r., znalazł pracę w jednej z dużych firm w Tarnowie. Pracował na bardzo odpowiedzialnym stanowisku, przez lata był kadrowcem. Nie muszę tłumaczyć, kim był w zakładzie kadrowiec. Teraz, kiedy na starość wspominam tamte czasy, domyślam się wszystkiego. Wujek Jasiek musiał zostać złamany przez UB i zwerbowany. Tych, co wracali z Armii Polskiej z Zachodu, czekał los nie do pozazdroszczenia. Nieraz szli do paki, przez lata meldowali się na ubecji, pracy nigdzie nie mogli znaleźć. Bezpieka i stalinizm czuwali. Na dodatek wujek miał brata kryminalistę, tego u którego pomieszkiwał, bandziora z wyrokiem w czasach stalinizmu. Coś tu nie gra. Tacy ludzie, jak wujek Jasiu, nie zostawali kadrowcami, nie było uproś.

Na emeryturę wujek przeszedł w latach 70. Nadal elegancki i nadal mieszkał z bratem i szwagierką. Pił trochę mniej, bowiem do pracy już nie chodził. Pani Hania była zadowolona, zawsze dwie pensje to było coś. Powodziło się M. dobrze i mama często pod koniec miesiąca u pani Hani pożyczała parę groszy. Wujek zmarł chyba w 1980 r., na raka.

Wujek Jasiek pozostał w mojej pamięci. Wiele zrozumiałem, nie mnie go oceniać. Nie wiem co zrobiliby ci, na których donosił. Nie mam żalu, wiem, że był słaby, że alkohol zrobił swoje, wiem, że ubecy sprytnie go podeszli, zastraszyli i zwerbowali. Jestem tylko spokojniejszy, że coś wokół naszej kamienicy się oczyściło. Chciałbym, aby moje miasto także się oczyściło, aby ktoś się zawstydził, zaczerwienił, być może poszedł w ekspiację i przeprosił, zwyczajnie przeprosił. Wówczas z czystym sercem możemy sobie składać życzenia: spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, szczęśliwego Nowego Roku.oraz Wielkanocy...

Z cyklu – zapiski starego baciara…

Antoni Sypek