Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

DAMASZEK EUROPY

Tarnów to miasto niezwykłe – z arcyciekawą historią i świetną architekturą. Na świat przyszło tu wielu niezwykłych ludzi. I aż trudno uwierzyć, że tak piękne miejsce może być tak źle zarządzane. Na początku października br. w tygodniku TEMI pojawił się artykuł pt. “Czy Tarnów zbankrutuje?” Sam tytuł mówi wiele o lokalnej władzy – zbiurokratyzowanej do kwadratu i bez jakiejkolwiek sensownej wizji rozwoju miasta. Jedyne na co było ich stać przez ostatnie kilkanaście lat to idiotyczne hasło “Polski biegun ciepła”. Ja mam swoje: TARNÓW. DAMASZEK EUROPY. Zaś w poniedziałek 4 listopada w pierwszym programie TVP, tuż po głównym wydaniu dziennika w programie ALARM wyemitowano bardzo krytyczny materiał o Tarnowie z podkreśleniem ogromnego zadłużenia miasta wyliczonego na 330 milionów złotych… I znów o Tarnowie głośno w całej Polsce, tyle, że nie o taką promocję miasta chodzi.

TARNÓW. DAMASZEK EUROPY

Używam go konsekwentnie od 2016 roku – pisze na portalu www.merytoryczny.pl Dawid  Hallmann, kiedy to przeczytałem artykuł o uchodźcach z Syrii, którzy woleli wrócić do Damaszku, niż żyć w Tarnowie. Swoją drogą miasto było wówczas tak przekopane, że analogia do przyfrontowego krajobrazu nasuwała się sama. Od jazdy samochodem można było dostać białej gorączki. Co najgorsze nie było alternatywy, bo kolej też nieźle psuła krew. Dworzec był tak przekopany, że dojście na perony zajmowało 10 minut dłużej niż zwykle. Oczywiście najpierw trzeba było swoje odstać w kilometrowej kolejce…

W Damaszku Europy liczą się tylko dwie ulice – Krakowska i Lwowska. Pierwsza prowadzi do Krakowa, druga do Lwowa. Lwów nie stanowi problemu bo tak się składa, że jest zagranicą. W dodatku za ukraińską. Gorzej z Krakowem. To właśnie tam ucieka większość mieszkańców. Dlatego mądrzy władcy Damaszku Europy wybrukowali ulicę Krakowską felerną kostką z Chin. Kostka pęka, trzeba ją ciągle wymieniać, to zaś sprawia, że trwa permanentny remont. Rzecz jasna ma to na celu zablokowanie ruchu i zniechęcenie do ucieczki. Idea ciągłej naprawy zawiera również aspekt poprawy jakości życia i bogacenia się. Oczywiście tych, którzy naprawiają. Bo przecież nie robią tego za darmo.

Damaszek Europy nie lubi turystów. Turysta przyjedzie i wyjedzie. Taka jego natura. Dlatego w 2007 stworzono hasło mające odpowiednio ograniczyć liczbę przyjeżdżających: POLSKI BIEGUN CIEPŁA. Promowanie się zabytkami i kulturą mogłoby jeszcze kogoś przyciągnąć. Dlatego tęgie głowy od promocji ogłosiły całemu światu, że Damaszek Europy ma największą liczbę ciepłych dni w roku, najwyższą średnią roczną temperaturę i najdłuższy okres wegetacji roślin. “Przyjeżdżajcie wegetować, albo nie przyjeżdżajcie wcale!” – zdają się wołać włodarze miasta. Nic więc dziwnego, że logo Damaszku Europy to wyciągnięty środkowy palec.

W lutym 2016 roku w Damaszku Europy otwarto ArtSquat. Moje zdziwienie było ogromne, bo rok wcześniej tworząc w Rzeszowie “Królestwo Bez Kresu” (nieformalne centrum kultury w duchu poezji Zbigniewa Herberta) wiele razy powtarzałem, że w Tarnowie coś takiego nie ma prawa wypalić. A tu proszę. Powstało i działało bardzo prężnie. Były wystawy, koncerty, spotkania… Ciągle coś. I już miałem zamiar odszczekać swoje słowa, gdy nagle końcem grudnia okazało się, że ArtSquat zostanie zamknięty. Bez wsparcia miasta nie starczało na czynsz, a miasto wspierać nie chciało. Cóż, już wtedy miałem na to odpowiednie określenie:

TARNÓW. DAMASZEK EUROPY.

“Damaszek Europy” to stan umysłu, który skutecznie uniemożliwia wykorzystanie ogromnego potencjału miasta. Problem tkwi w dużej mierze w głowach urzędników. Idealnie obrazuje to przykład Džukiego – Słowaka, który późną jesienią 2016 roku zrobił sobie tour po południowej Polsce. Istotnym elementem trasy było uliczne granie. Wysłał więc zapytania do dwóch miast oddalonych od siebie o 80 km.

Rzeszów powitał go z otwartymi ramionami:

W odpowiedzi na pismo elektroniczne z dnia 11 listopada br. informuję, że na terenach będących własnością Gminy Miasto Rzeszów nie wprowadzono ograniczeń dla artystów ulicznych ubiegających się o możliwość prezentowania swojej twórczości.

 Niezależnie od powyższego niezbędne jest każdorazowe przestrzeganie zasad porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli. Jednocześnie zachęcam Pana do zwiedzenia naszego pięknego miasta.

Z Damaszku Europy przyszła następującą odpowiedź:

W odpowiedzi na Pana e-mail z dnia 21.11.2016 r. dotyczący możliwości występu muzycznego w pasie drogowym uprzejmie informuję, iż stanowi to zajęcie pasa drogowego na prawach wyłączności i wymaga uzyskania zezwolenia zarządcy drogi (w formie decyzji administracyjnej) zgodnie z art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (Dz. U. z 2016 r. poz.1440). Zezwolenie takie wydawane jest na wniosek zajmującego pas drogowy. Zgodnie z dyspozycją § 1 ust. 2 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 1 czerwca 2004 r. w sprawie określenia warunków udzielania zezwoleń na zajęcie pasa drogowego (Dz. U. z 2016 r. poz. 1264) wniosek ten powinien zawierać: imię i nazwisko oraz adres lub nazwę i siedzibę podmiotu występującego o zajęcie pasa drogowego, cel zajęcia pasa drogowego, lokalizację i powierzchnię zajętego pasa drogowego oraz planowany okres zajęcia pasa drogowego. Do wniosku o wydanie zezwolenia na zajęcie pasa drogowego na prawach wyłączności należy, zgodnie z § 1 ust. 3 wyżej wymienionego rozporządzenia, załączyć:

1. szczegółowy plan sytuacyjny w skali 1:500 lub 1:1000 z zaznaczeniem granic i podaniem wymiarów planowanej powierzchni zajęcia pasa drogowego,

 2. zatwierdzony projekt czasowej organizacji ruchu, jeżeli zajęcie pasa drogowego wpływa na ruch drogowy lub ogranicza widoczność na drodze albo powoduje wprowadzenie zmian w istniejącej organizacji ruchu pojazdów i pieszych.

 Wnioski o wydanie zezwolenia na zajęcie pasa drogowego rozpatrywane są w terminach określonych w art. 35 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2016r. poz. 23 z późn. zm.), tj. niezwłocznie, nie później niż w ciągu miesiąca od dnia wszczęcia postępowania (złożenia kompletnego wniosku do Zarządu Dróg i Komunikacji w Tarnowie).

 Informuje ponadto, iż w myśl art. 40 ust. 3 tej ustawy za zajęcie pasa drogowego pobiera się opłatę. Opłatę ustala, w drodze decyzji administracyjnej, właściwy zarządca drogi przy udzielaniu zezwolenia na zajęcie pasa drogowego (art. 40 ust. 11). W myśl art. 40 ust. 4 ustawy o drogach publicznych opłatę za zajęcie pasa drogowego na prawach wyłączności ustala się jako iloczyn liczby metrów kwadratowych zajętej powierzchni pasa drogowego, stawki opłaty za zajęcie 1 m2 pasa drogowego i liczby dni zajmowania pasa drogowego, przy czym zajęcie pasa drogowego przez okres krótszy niż 24 godziny jest traktowane jak zajęcie pasa drogowego przez 1 dzień.

Wysokość opłat ustaliła Rada Miejska w Tarnowie uchwałą z dnia 16 października 2008 r. Nr XXVI/375/2008 w sprawie stawek opłat za zajmowanie pasa drogowego na cele niezwiązane z potrzebami zarządzania drogami lub potrzebami ruchu na terenie miasta Tarnowa (Dz. Urz. Woj. Małop. z 2008 r. Nr 807, poz. 5844). Przykładowo stawka za zajęcie 1 m2 chodnika za każdy dzień zajęcia wynosi 2,00 zł.

Uzyskanie zezwolenia na zajęcie pasa drogowego nie zwalnia z przestrzegani przepisów odrębnych związanych z Pana zamierzeniem.

Czy trzeba coś dodawać? Raczej nie. Można tylko jeszcze raz powtórzyć:

TARNÓW. DAMASZEK EUROPY.

Pamiętam Tarnów sprzed 15 lat. Odwiedziłem wówczas to miasto po raz pierwszy. Tętniło życiem. Największe wrażenie zrobiła na mnie sprawcza moc pewnego happeningu z 1989 roku. Zakończył się on manifestem. Żądania dotyczyły ulicy Wałowej. By nie jeździły po niej samochody. By rosły kwiaty. By ludzie byli uśmiechnięci. 15 lat później stałem na Wałowej zamienionej w deptak i widziałem, że wszystko się spełniło. Oto miałem przed oczami miasto otwarte na różne pomysły, w którym sztuka wyszła do ludzi. I to mnie ujęło.

Minęło 15 lat. Z tamtego Tarnowa pozostały głównie budynki. Większość ludzi, których wtedy poznałem wyjechała. Uciekli nawet uchodźcy z Syrii. Doszli do wniosku, że mimo wszystko w Damaszku będzie im lepiej. Stąd też często określam Tarnów mianem “Damaszku Europy”. Choć bardziej adekwatne określenie to raczej “Daugavpils Południa”. W 2014 roku w tym łotewskim mieście (w polskiej historiografii znanym też jako Dyneburg) obserwowałem dokładnie to samo zjawisko co w dzisiejszym Tarnowie. Exodus. Jeśli więc ktoś uwielbia robić zdjęcia zupełnie pustym ulicom, to polecam oba miasta. Nadają się do tego idealnie.

Oczywiście są znaczące różnice między Tarnowem a łotewskim bliźniakiem. Z Dyneburga przepędził mieszkańców kryzys. W Damaszku Europy kryzysem jest każda kolejna władza. Wystarczy posłuchać prezydenta miasta, Romana Ciepieli. “To jest moja teza, ale chcę ją mocno zarysować i wygłosić. Według mnie Tarnów znajduje się w najlepszym w swoich dziejach okresie” – tymi słowami zwrócił się do radnych w czerwcu 2019 roku.

Teza Ciepieli jest dość odważna, ale nie trzeba sięgać do czasów urzędowania Tertila (1907-1923), aby ją podważyć. Lepsze czasy pamięta każdy kto mieszkał w tym mieście przed 2006 rokiem, kiedy to rządy rozpoczął Ryszard Ś., obecnie pensjonariusz jednego z zakładów karnych. Ponoć jeszcze lepiej było przed 1999 rokiem. To wtedy zlikwidowano województwo tarnowskie. Tarnów stracił na znaczeniu, stając się jednym z wielu miast województwa małopolskiego.

I tak oto Kraków stał się nie tylko dysponentem ogromnych środków, ale również swoistym wentylem bezpieczeństwa. To tutaj ląduje większość niezadowolonych ze swego losu tarnowian. Dlatego też jakikolwiek “ruch oporu” jest w Damaszku Europy mało prawdopodobny. Nikt nie ma ochoty kopać się z koniem. Są prostsze rozwiązania. Na przykład bilet w jedną stronę za 12 złotych.

A trzeba wiedzieć, że tarnowski koń jest wytrzymały. Choć w istocie to nie koń, tylko królik, jego krewni i znajomi, którzy tworzą niezniszczalny, ponadpartyjny układ. Konsekwencje takiego stanu rzeczy są fatalne. Kompetencje w zasadzie nie mają znaczenia. Liczą się tylko znajomości. To z kolei prowadzi to patologii w urzędach i sytuacji, w której uliczny grajek na zapytanie, czy może zagrać na Wałowej, otrzymuje 2 strony A4 wymogów formalnych, które musi spełnić.

Mimo niesprzyjających warunków w Tarnowie nie brakuje osób kreatywnych, z chęciami do działania. Część z nich wchodzi w układ, co wiąże się z jego afirmacją lub przynajmniej wyłączeniem jakiejkolwiek krytyki. Pozostali “robią swoje” na peryferiach, własnym sumptem, bo na większe wsparcie magistratu nie mogą liczyć.

Jaskrawym przykładem jest Art Squat, czyli “pierwszy, artystyczny coworking w Małopolsce”, otwarty 19 lutego 2016 roku. Było to przedsięwzięcie Fundacji Promocji Artystycznej Aspiranci, której udało się stworzyć miejsce tętniące życiem. Przez 10 miesięcy odbyło się ponad 100 wydarzeń – wystaw, koncertów, warsztatów. Piszę w czasie przeszłym, bo Art Squat zawiesił działalność pod koniec 2016 roku. Powód? Brak środków.

Art Squat był miejscem tworzonym przez mieszkańców dla mieszkańców. Działania cieszyły się sporym zainteresowaniem. Nie był to kolejny tarnowski projekt-wydmuszka realizowany tylko po to, by wydać pieniądze. Być może to właśnie przesądziło o śmierci tej inicjatywy. No bo jak długo można łatać dziury z własnych oszczędności? Z drugiej strony będąc poza układem trudno było liczyć na pomoc miasta. Wpisuje się to zresztą w tarnowską mentalność urzędniczą. Po co wspierać kogoś, kto pokazuje, że nie potrzebne są żadne etaty, by promować kulturę? Zresztą zawsze lepiej dać “swoim”…

Niestety konsekwencje takiego podejścia są katastrofalne. Miasto zamiast wspierać proste, kompaktowe rozwiązania wychodzące od mieszkańców, wydaje miliony złotych na nieprzemyślane inwestycje. Art Squat nie mógł liczyć na pomoc, mimo iż był prostą receptą na kilka problemów. Dwa najważniejsze to: brak oferty dla młodych ludzi i wyludnienie centrum miasta. Ulica Wałowa daleka jest od wizji przedstawionej w manifeście z 1989 roku. Co prawda nie ma samochodów, ale ludzi też nie uświadczysz. Ot, kononowiczowskie: nie będzie niczego.

Art Squat mógł to zmienić. Pierwotnie miał bowiem znajdować się w kamienicy przy Wałowej 25, która była własnością miasta. Mówiło się o tym głośno latem 2015 roku. Wałowa miała dzięki temu ożyć. Ostatecznie jednak nic z tego nie wyszło. Inicjatywa ruszyła w prywatnym mieszkaniu przy Rynku. I mogłoby się zdawać, że po 10 miesiącach prężnego działania tej otwartej pracowni zmieni się nastawienie tarnowskiego magistratu, że ktoś w końcu zrozumie, że to takie inicjatywy wpływają na poziom życia w mieście. Niestety w urzędniczych głowach ani drgnęło.

Oddanie Wałowej 25 organizacjom pozarządowym na działalność kulturalną było rozwiązaniem najlepszym z możliwych. Miasto wybrało jednak inną drogę. W kwietniu 2018 roku kamienica została zburzona w celu wyeksponowania znajdującej się za nią półbaszty. Zniszczono tym samym jeden z bardziej charakterystycznych zakątków Tarnowa – przejście między Wałową a Kapitulną. Nie to jednak jest najgorsze. Otóż w miejsce dawnego budynku postawiono betonowo-szklany kloc, w którym ma powstać Multimedialne Centrum Artystyczne za 20 milionów złotych.

Wyeksponowanie bastei jest kwestią dyskusyjną. Koncepcja ta ma swoich zwolenników i przeciwników. Niemniej postawienie nowoczesnego budynku, który w żaden sposób nie pasuje do zabytkowej zabudowy jest jakimś urbanistycznym koszmarem. Przypomina to rozwiązania stosowane w wielu miastach na zachodzie Polski, gdzie po wojnie w miejsce zburzonych kamienic budowano “plomby”. Sęk w tym, że mamy 2019 rok a nie głęboki PRL. Poza tym wyburzono kompatybilną ze strukturą miasta kamienicę i postawiono niepasujący do otoczenia architektoniczny gniot. Jest to o tyle istotne, że to właśnie spójność historyczna, coś co intuicyjnie nazwalibyśmy “klimatem”, jest jednym z największych atutów Tarnowa. Drugim jest kapitał ludzki. Nie brakuje tu ludzi z pasją i świetnymi pomysłami. Problem w tym, że Tarnów nie ma im nic do zaoferowania. Przykład Wałowej 25 pokazuje to idealnie. Zamiast oddać kamienicę organizacjom społeczno-kulturalnym magistrat wolał zburzyć ją i postawić koszmarny, nikomu nie potrzebny pawilon za 20 milionów złotych.

Przeglądając archiwalne artykuły na temat Art Squatu trafiłem na wypowiedź jednej z wolontariuszek. Dzień przed otwarciem dzieliła się z mediami swoim entuzjazmem: “To jest najlepszy dowód na to, że w Tarnowie coś się dzieje i można zrobić wielki hałas, pokazać, że młodzi ludzie chcą i mają siłę i nie muszą tak naprawdę uciekać z Tarnowa, jeśli są zdolni, kreatywni i twórczy”. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie ma jej już w Damaszku Europy. Modna ostatnio koncepcja wyludnienia jest w Tarnowie realizowana wręcz wzorcowo. Jeszcze trochę i ostatni zgasi światło.

Źródło:
Dawid Hallmann www.merytoryczny.pl