Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

79 lat temu...

12 września 1941 roku w lesie, w podtarnowskiej wsi Pogórska Wola rozstrzelano Helenę Marusarzównę. Dziś upamiętnia to miejsce skromny pomnik, przez wiele lat zaniedbany i apomniany. Przed II wojną światową była znakomitą narciarką, sześciokrotną mistrzynię Polski w konkurencjach alpejskich. Kiedy wybuchła wojna, od razu przystąpiła do struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Była m.in. kurierem tatrzańskim. Z Polski, przez Słowację, na Węgry, do Budapesztu, gdzie znajdowała się baza kurierska, przeprowadzała żołnierzy, ochotników i wielu innych ważnych dla podziemia ludzi. Aresztowana i torturowana niczego nie zdradziła, nikogo nie wydała. W chwili śmierci miała 23 lata. Ostatnich kilka miesięcy życia spędziła w celi śmierci tarnowskiego wiezienia. 17 lat później, w 1958 roku przyjechał do niej, i w jakiejś mierze po nią, jej brat Stanisław Marusarz, również legendarny narciarz i skoczek. Oprócz ziemi, fragmentów kości wziął także sosnową gałązkę, bo ona szumiała nad grobem niezłomnej pięknej Heleny. Szkoda, że w mnogości imprez i wydarzeń ostatnich dni, m.in. finału TNF i premiery w teatrze, zupełnie zapomniano o tej ważnej rocznicy. Szczególnie w aspekcie szeroko rozumianej edukacji, wszak, jak przypominał  Jan Zamoyski „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…”

Był jesienny, pogodny dzień. Słonce grzało, ale na przywiędłej trawie rano błyszczała zimna rosa. Pracująca samotnie w polu kobieta z niepokojem rozglądała się za nadjeżdżającym samochodem. Mieszkanka Pogórskiej Woli miała poważny powód do niepokoju: pobliski lasek oddalony zaledwie kilkadziesiąt metrów od jej roli hitlerowcy wybrali na miejsce egzekucji skazańców z tarnowskiego wiezienia. Idąc rano w pole, zauważyła w lasku świeżo wykopany dół. Wiedziała co to oznacza – będzie egzekucja. Dół był tym razem większy... Kiedy przybyli Niemcy, zobaczyła sześć wyprowadzanych z samochodu kobiet. Ustawione dwójkami ruszyły. Odeszły śpiewając maryjną pieśń. Za chwilę rozległ się tępy terkot serii z karabinów maszynowych. Pośród zamordowanych 12 września 1941 roku kobiet, była Helena Marusarzówna.

Była podhalańska góralka z krwi i kości. Oboje rodzice wywodzili się ze sławnych rodów: Jan Marusarz i Helena Tatar, córka Szymona, jednego z pierwszych członków Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Helena była piątym z kolei z sześciorga dzieci małżeństwa – miała dwóch braci i trzy siostry. Chłopcy – Stasiek i Janek, od najmłodszych lat pokochali dwie deski i tą miłością zarazili resztę rodzeństwa. Z talentu i pasji, którymi już obdarzona przyszła na świat, narodziła się wspaniała zawodniczka.

Najpierw poznało ja Zakopane, a później pokochała cała Polska. Helena była bowiem nie tylko fenomenalną narciarką, ale niezwykłej urody kobietą. Trzeba jednak powiedzieć, że sukces nie wziął się ot tak, znikąd. Podglądając braci wiele się od nich nauczyła już jako kilkulatka, a później wraz z nimi wybierała się na coraz to trudniejsze trasy.

W owym czasie Kornel Makuszyński, pisarz i bywalec Zakopanego, zainicjował narciarskie zawody dla dzieci, podczas których Helcia zdobywała pierwsze zawodnicze szlify. Narty miała wtedy jeszcze bardzo proste, zrobione dla niej przez brata. Kiedy po zakończeniu siedmioklasowej szkoły powszechnej, dzięki braciom, zapisana została w poczet członków Sekcji Narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, zaskoczyła wszystkich – nie tylko poziomem jaki prezentowała, ale wyrobioną kondycja i wytrwałością w ciężkich treningach.

Tak Marusarzówną wspomina Helena Hajdukiewicz: „Pewnego razu dowiedziałyśmy się, że zakończono budowę kolejki na Kasprowy Wierch. Poszłyśmy wiec z Helcią na zapowiedziane otwarcie. Poszłyśmy – to lekko powiedziane. Od samych Kuźnic z nartami na ramieniu wspinałyśmy się na Kasprowy krok za krokiem. Wiatr gwizdał, jakby się wszystkie górskie złe moce przeciwko nam sprzysięgły. Gdy po trzech godzinach tej jakże morderczej wspinaczki dotarłyśmy na szczyt, spotkało nas rozczarowanie, bo z powodu halnego uroczystość odłożono. Pocieszyłyśmy się natychmiast wspaniałym szusem na niezawodnych nartach, hen w dół, przez Hale Goryczkową”.

 Był to rok 1936 i wtedy właśnie rozpocząć się miało największe pasmo sukcesów polskiej zawodniczki. W latach 1935 i 1936 nosiła tytuł mistrzyni Polski w konkurencjach alpejskich, w 1937 roku była najlepsza w biegu zjazdowym. Sukcesy te mogłaby potwierdzić podczas organizowanych w Zakopanem międzynarodowych zawodów FIS. Los nie był jednak wówczas łaskawy ani dla organizatorów – śniegu jak na lekarstwo, ani dla Heleny Marusarzówny, która w 1939 roku leczyła kontuzje.

Ostatnim, jak na ironię, występem Heleny był udział w niemieckich zawodach w Feldbergu. Była doskonała, zajęła drugie miejsce: „Gnała na tych «zubkowych» hickorowych nartach, że tylko kurzyło pomiędzy bramkami. Nie potraciła ani jednej. Jechała pięknie. Burza oklasków, nieustające owacje wśród kibiców wystarczyły już za oficjalną ocenę” – pisał kolega z reprezentacji Jan Kula.

Wszystkich wówczas uderzyło prawdziwe oblicze faszystowskich Niemiec – wspomnienia te były poważnym bodźcem o bezwarunkowym wstąpieniu do konspiracji, kiedy Niemcy zajęli już Zakopane. I rzeczywiście, Hela wraz z kolegami narciarzami i swoim rodzeństwem, rozpoczęła działalność konspiracyjną. Była silna, doskonale znała Tatry – została wiec kurierem. Z Polski, przez Słowację, na Węgry, do Budapesztu, gdzie znajdowała się baza kurierska, przeprowadzała żołnierzy, ochotników i wielu innych, którym pozostanie na terenie okupowanego kraju, groziło śmiercią. Z powrotem do Polski trafiały broń, pieniądze, poczta.

1940 roku, z końcem marca, słowaccy żandarmi schwytali Helenę Marusarzównę i jej dwóch towarzyszy. Kurierów przekazano gestapo. Mężczyzn skierowano do Auschwitz, Helena przez półtora roku była przesłuchiwana w kolejnych więzieniach – najpierw w Muszynie, potem w Nowym Sączu, na koniec w Tarnowie. Podczas przesłuchań Niemcy poddawali ją ciężkim torturom – mimo to nie wyjawiła żadnych nazwisk, nikogo nie wsypała. Wyrokiem sądu specjalnego skazana na śmierć, została rozstrzelana. Miała 23 lata.

Po ekshumacji w 1957 roku jej szczątki spoczęły na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem.

Ryszard Zaprzałka