Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

20 lat temu zmarł Zbigniew Herbert

Jego wiersze wyrastały ponad poetycką biegłość, dosięgały szczytów, Herbert to bez wątpienia Parnas poezji nie tylko polskiej, ale i światowej. Nie ulega kwestii, że Herbert powinien być uhonorowany nagrodą Nobla. Poeta zasłużonej nagrody nie otrzymał. No cóż, Salon nie nagradza tych, którzy smagają go batem słowa... Jedynie my możemy Go nagrodzić. My, Polacy. Stosując w życiu proste zasady, które dostaliśmy w wierszu „Przesłanie Pana Cogito” – iść wyprostowanym, gdy inni na kolanach; być odważnym, gdy innych toczy robak strachu!

28 lipca 1998 roku w Warszawie zmarł Zbigniew Herbert, jeden z najważniejszych poetów polskich XX wieku, pisarz o wielkim dorobku, wyjątkowym autorytecie artystycznym i moralnym; autor m.in. cyklu "Pana Cogito", "Raportu z oblężonego miasta", "Martwej natury z wędzidłem", "Barbarzyńcy w ogrodzie". "Każdy kraj ma w ciągu całej swojej historii zaledwie kilku takich poetów, których słowa stają się własnością języka przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Tak stało się z poezją Herberta jeszcze za jego życia" - pisał Czesław Miłosz. Gdy Zb. Herbert w wielu 73 lat umierał w jednym ze stołecznych szpitali, nad miastem szalała burza. Przypadek sprawił, że ostatni tomik poety, który ukazał się na krótko przed jego odejściem, nosi tytuł "Epilog burzy". Dzisiaj, 20. lat po śmierci poety, ogłoszono rok Zbigniewa Herberta, którego głównym celem jest prawdziwa popularyzacja jego twórczości i przywróceniej jej należnego miejsca w polskiej kulturze, poprzez m.in. konferencje, audycje, koncerty, wystawy i spektakle teatralne. Jedną z takich imprez jest rozpoczynający się w niedzielę 29 lipca VIII Letni Festiwal Kultury Polonia Cantans we Wrocławiu, który potrwa do piątku 5 sierpnia. Do udziału w nim zaproszomy został m.in. znany w całej Polsce Teatr Nie Teraz z Tarnowa,  który w piątek 3 sierpnia godz. 19.00. w kościele NMP na Piasku na Ostrowie Tumskim pokaże swój legendarny spektakl pt. „Ballada o Wołyniu” w reżyserii Tomasza A. Żaka.

 

To pierwszy w Polsce spektakl sceniczny, który opowiada o ludobójstwie na polskiej ludności Kresów Wschodnich w latach II Wojny Światowej, dokonanym przez nacjonalistów ukraińskich. Ten niezwykle trudny temat, przez cale dziesięciolecia przemilczany, a obecnie niestety nadal zakłamywany, obchodzi jednak setki tysięcy Polaków: wciąż żyjących świadków tamtych wydarzeń, ich rodziny i ludzi zainteresowanych prawdą historyczną. Scenariusz spektaklu korzysta z wątków legendarnej książki wielkiego polskiego pisarza Włodzimierza Odojewskiego „Zasypie wszystko, zawieje” (za zgodą autora). Wykorzystywane są także oryginalne świadectwa osób, które przeżyły Zagładę Polaków na Kresach oraz stare pieśni, w tym starą melodię ukraińską ze współczesnymi słowami Bogny Lewtak-Baczyńskiej. To porażające historie Polaków, którzy zginęli tylko i wyłącznie dlatego, że byli Polakami...

„Nocą 28 lutego 1944 r. Huta Pieniacka została otoczona przez dwa bataliony 4. pułku SS-Freiwilligen-Division Galizien, złożone z ukraińskich ochotników służących pod komendą Niemców. Polska samoobrona, wiedząc o tej akcji, postanowiła nie prowokować okupantów i ich ukraińskich sojuszników.  Mężczyźni z bronią ukryli się w lesie, pozostawiając we wsi głównie kobiety, dzieci i mężczyzn w podeszłym wieku. Liczono, że po dokonanej rewizji mieszkańcy nie będą poddani większym represjom. Niestety, nad ranem wieś najpierw została ostrzelana z broni maszynowej i moździerzy, a następnie weszły do niej formacje policyjno-wojskowe. Część mieszkańców spędzono na cmentarz i tam rozstrzelano, pozostałych zgromadzono w kościele i stamtąd wyprowadzano po kilkanaście osób, które zamykano w okolicznych chatach i stodołach, po czym te zabudowania podpalano. Próbujących uciec mordowano w bestialski sposób. Cały dobytek mieszkańców wsi zrabowano. Według ustaleń IPN, do tej eksterminacji przyłączył się kureń UPA oraz paramilitarne bojówki złożone z ukraińskich cywilów. Wracających z akcji esesmanów w sąsiedniej wsi Pieniaki przywitała brama triumfalna wystawiona przez ludność ukraińską. W Hucie Pienaickiej zamordowano 1200-1500 osób – mieszkańców wsi oraz przebywających tam wówczas uciekinierów przed bandami UPA. Dzisiaj po tej polskiej miejscowości nie ma dzisiaj nawet śladu, nie pozostał nawet kamień na kamieniu” -  podkreśla Tomasz Antoni Żak, reżyser spektaklu i twórca TNT. I dodaje, że „Ballada o Wołyniu jest wciąż jedynym spektaklem teatralnym poświęconym Zagładzie Polaków na Kresach”, jest także „swego rodzaju wehikułem czasu, mostem do ludzi dobrych prawdziwie kochających Polskę”.

Zbigniew Herbert przyszedł na świat we Lwowie. Rok przed wybuchem wojny rozpoczął naukę w Gimnazjum im. Kazimierza Wielkiego. Wiosną 1944 roku, uciekając przed kolejnym wkroczeniem sowietów do Lwowa, rodzina Herbertów przeniosła się do Krakowa. Herbert uzyskał dyplom tamtejszej Akademii Ekonomicznej, uczęszczał też na zajęcia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, które kontynuował na Wydziale Prawa i Filozofii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dyplom uzyskał w 1949 roku.

W 1950 roku przeniósł się do Warszawy. W tym samym roku debiutował na łamach tygodnika "Dziś i jutro". Początkujący poeta drukował swoje wiersze pod pseudonimami Patryk oraz Stefan Martha. W Warszawie żył w bardzo trudnych warunkach, przez kilka lat dzielił powierzchnię małego mieszkania na Wiejskiej z dwunastoma sublokatorami. Współpracował z "Tygodnikiem Powszechnym", "Słowem Powszechnym", współredagował miesięcznik "Poezja". W roku 1956 wydał swój debiutancki zbiór wierszy "Struna światła".

"Herbert nie ma jeszcze trzydziestu lat, jest szczupły, niewysoki, trochę słabowity. Wygląda uczniakowato, ubiera się biednie i przeciętnie, ale schludnie, ma małą zabawną twarz o zadartym, pełnym pogody nosie i ładne, jasne, uśmiechnięte oczy. (...) Oczywiście, klepie biedę przykładową, zarabiając kilkaset nędznych złotych jako kalkulator-chronometrażysta w jakiejś spółdzielni inwalidów. Pogoda, z jaką Zbyszek znosi tę mordęgę po ukończeniu trzech fakultetów, przypomina hagiograficzne przypowieści z pierwszych wieków chrześcijaństwa" - pisał Leopold Tyrmand w "Dzienniku 1954".

W latach 60. Herbert, fascynujący się kulturą śródziemnomorską, zaczął podróżować - jeździł do Włoch i Grecji, a także do Niemiec, Francji i Holandii. Te wyprawy zaowocowały tomami esejów, takimi jak "Barbarzyńca w ogrodzie" (1962) i "Martwa natura z wędzidłem" (1993). Poeta wydawał też kolejne tomiki: "Hermes, pies i gwiazda" (1957), "Studium przedmiotu" (1961), "Napis" (1969), "Pan Cogito" (1974), które spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem.

Josif Brodski w przedmowie do włoskiej edycji poezji Herberta pisał o nim: "W wierszu wykłada swoje racje nie przez podwyższanie temperatury, lecz przez jej obniżanie: aż do stopnia, w którym jego wersy, jego strofy - niczym metalowy parkan w zimie - zaczynają parzyć przy dotknięciu".

Herbert angażował się też w działalność opozycyjną. W grudniu 1974 roku podpisał tzw. List 15, żądający udostępnienia Polakom zamieszkałym w ZSRR kontaktu z polską kulturą. W grudniu 1975 roku, wobec projektowanych zmian w konstytucji, a zwłaszcza planowi wpisania do niej kierowniczej roli PZPR i wieczystej przyjaźni z ZSRR, podpisał "Memoriał 59". Wiersz "Przesłanie Pana Cogito" z 1974 roku stał się swoistym hymnem tworzącego się ruchu opozycyjnego.

Pan Cogito, bohater słynnego cyklu z 1974 r. i wielu wierszy późniejszych "jest szarym człowiekiem, czytelnikiem gazet i bywalcem brudnych przedmieść; z drugiej strony jednak jest odbiciem świadomości potocznej, ale jej się nie poddaje, szukając oparcia w pamięci o utraconym dziedzictwie ludzkości" - pisał Stanisław Barańczak. "W latach 80. nieomal zapomniano, iż Pan Cogito nie walczył z komunistami, nie strajkował, nie konspirował, nie uczestniczył w manifestacjach, lecz starał się uporać z problemem samodzielnego, nie determinowanego przez historię określenia swej postawy, oraz że jego bohaterstwo wykluwało się z przezwyciężenia powszechnego oportunizmu i tkwiącej w nim samym nijakości" - przypominał Piotr Matywiecki.

O wydanym w 1984 roku tomie Herberta "Raport z oblężonego Miasta" Stanisław Barańczak pisał: "Poeta, który choć w jednym wierszu zawarł formułę zbiorowego losu ludzi swojej epoki, może już mówić, że spełnił zadanie swojego życia. A tu jeden tomik przynosi tego rodzaju wierszy-formuł co najmniej kilka...".

W 1986 r. środowisko pisarzy zbulwersował wywiad Zbigniewa Herberta, który znalazł się w książce Jacka Trznadla "Hańba domowa" - zbiorze wywiadów z polskimi pisarzami na temat postaw twórców w okresie stalinizmu. Wypowiedź Herberta zawierała krytykę kolegów pisarzy zaangażowanych niegdyś w komunizm, m.in. Jerzego Andrzejewskiego, Kazimierza Brandysa, Tadeusza Konwickiego.

Na początku lat 90. Herbert zdystansował się wobec środowiska "Gazety Wyborczej", zarzucając jej redaktorowi naczelnemu Adamowi Michnikowi torpedowanie działań zmierzających do dekomunizacji i przeprowadzenia lustracji w Polsce oraz sprzyjanie postkomunistom. W listopadzie 1994 r. Herbert udzielił "Tygodnikowi Solidarność" wywiadu, który zainaugurował jego stałą współpracę z tym pismem. Poeta zaostrzył w nim jeszcze oskarżenia z "Hańby domowej": "Za to zatarcie różnic (między PRL-em a III RP) odpowiedzialne są nie tylko nowe elity, ale te dawno utworzone. Ich hierarchia utrzymuje się do dziś. Są to elity zawodowe, nawet po śmierci: elity trupów" - mówił poeta.

W wywiadzie dla "Tygodnika Solidarność" Herbert skrytykował też ostro swego przyjaciela, Czesława Miłosza, zarzucając mu konformizm i tchórzostwo. Pisał m.in.: "Jest człowiekiem rozdartym, o nieokreślonym statusie narodowym, metafizycznym, moralnym. (...) Ogłosił się obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego", co "zwalnia od wszelkich obowiązków wobec aktualnej rzeczywistości".

Przede wszystkim jednak Herbert przypomniał swoją kłótnię z Miłoszem sprzed lat: "Był to 1968 czy 1969 rok. Powiedział mi - na trzeźwo - że trzeba przyłączyć Polskę do ZSRR. Ja na to: "Czesiu, weźmy zimny tusz i chodźmy na drinka". Myślałem, że to żart lub prowokacja. Lecz gdy powtórzył to na kolacji, gdzie byli Amerykanie, którym się to nawet spodobało - wstałem i wygarnąłem. Takich rzeczy nie można mówić - nawet żartem" - wspominał Herbert.

Zdzisław Najder uważa, że sporu Herberta z Miłoszem "nie można sprowadzać (...) do owego niefortunnego żartu, na który podobno pozwolił sobie Miłosz". Zdaniem Najdera, samo wydarzenie było tylko pretekstem dla ujawnienia różnic między poetami - odmiennej oceny II RP, tradycji polskiej martyrologii, Powstania Warszawskiego, wobec których Miłosz bywał krytyczny. Miłosz w krótkim oświadczeniu dla "Rzeczpospolitej" nazwał pomawianie go o chęć przyłączenia Polski do ZSRR "złośliwością".

W ostatnich latach życia, bardzo już chory na astmę, Herbert nie rezygnował z uczestniczenia w życiu politycznym. W roku 1994 zainicjował zbiórkę pieniędzy na pomoc dla pogrążonej w wojnie z Rosją Czeczenii, a także napisał list otwarty z poparciem dla nieuznawanego przez Moskwę prezydenta Czeczenii Dżochara Dudajewa. W 1995 roku Herbert skierował do ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsy list domagający się rehabilitacji płk. Ryszarda Kuklińskiego.

Poniżej publikujemy ostatni wywiad ze Zbigniewem Herbertem przeprowadzony przez młodego poetę Rafała Vobożila.

Kiedy postanowiłem przeprowadzić wywiad z wybitnym polskim poetą, Zbigniewem Herbertem, twórca Pana Cogito był już bardzo chory. Po długiej hospitalizacji powrócił na krótko do domu. Miałem uzasadnione wątpliwości, czy będzie w stanie mnie przyjąć. Na szczęście zastałem Herberta w dobrej formie i świetnym humorze.

Rafał- Dziękuję, że zgodził się Pan udzielić mi wywiadu. To dla mnie zaszczyt. 

Herbert- Ależ Rafałku… Stanowimy prawie rodzinę, a ja jestem dla Ciebie takim trochę „przyszywanym” wujkiem. 

Rafał- Dziękuję, to miłe.

H- Posłuchaj Serdeńko! Twoja prababcia Zosia i moja mama były kuzynkami, a poza tym najlepszymi przyjaciółkami. Jeszcze we Lwowie, kiedy zostałem uczniem najpierw gimnazjum, a potem liceum im. Kazimierza Wielkiego, byłem biedny jak mysz kościelna. Nie stać mnie było na kawiarnie. Ciocia Zosia mieszkała w pobliżu, na ulicy Głębokiej. Zachodziłem więc do ciotki, a twojej prababci, na herbatę z pysznym ciastkiem. Znałem Twoją babcię Jadzię i przyjaźniłem się z Twoim wujkiem Zbyszkiem, bratem Jadzi.

R- A co było potem?

H- Wybuchła wojna. Przeżyłem okupację sowiecką, następnie niemiecką. W końcu znowu przyszli Rosjanie i wszyscy musieliśmy uciekać do Krakowa. Na szczęście, jeszcze we Lwowie na tajnych kompletach uzyskałem maturę.

R- Czy Kraków okazał się szczęśliwym miastem?

H- Kraków pod wieloma względami przypominał Lwów. Stopniowo rozwijałem swoje umiejętności. Studiowałem prawo, filozofię i ekonomię. Pisałem eseje i wiersze, gdyż od małego pasjonowała mnie literatura. Tworzyłem „do szuflady”,  ponieważ trudno było cokolwiek opublikować. Brak internetu i takich możliwości jak obecnie nie sprzyjały młodym poetom.

R- A jak wyglądało życie w Krakowie?

H- Ludzie byli trochę zastraszeni komunistycznym terrorem. Obawiali się aresztowań. Emigranci ze Lwowa starali się integrować. Stare przyjaźnie przetrwały. Mieszkańcy byli na ogół serdeczni i gościnni. Tak poznałem między innymi Twojego tatę. Często odwiedział z ciocią Zosią moja mamę. Miał wtedy cztery, może pięć lat. Uwielbiał  domowe konfitury, które moja mama smażyła. „Wcinał”, aż mu się uszy trzęsły.

R- Co stanowiło przełom w biografi Zbigniewa Herberta?

H- Uzyskałem stypendium. Miałem więc z czego żyć. Podróże do Anglii, Francji, Stanów Zjednoczonych czy Meksyku otworzyły moją duszę na świat. Pisałem jak szalony, dużo, ale nie zawsze mądrze. Wiele prac musiałem w późniejszym okresie poprawiać.

R- Czy istnieje jakiś ulubiony wiersz, szczególnie bliski sercu?

H- Jest wiele utworów, które darzę sentymentem, np. wiersze nawiązujące do mitologii greckiej i rzymskiej, czy cały cykl z Panem Cogito. Jest  jednak jeden, który codziennie wspominam - to „Dom”

Dom ponad porami roku

Dom dzieci, zwierząt i jabłek

Dom był lunetą dzieciństwa

Dom był skórą wzruszenia

R- Proszę mi powiedzieć - jak to możliwe, że największy polski poeta powojenny, Zbigniew Herbert, nie otrzymał Nagrody Nobla, a dostali ją Czesław Miłosz i Wisława Szymborska?

H- Nie wiadomo, czy na Nobla zasłużyłem!? Noblem nie uhonorowano też Radeusza Różewicza.

R- Nie chce mi się wierzyć, że nie ma jakiegoś logicznego wyjaśnienia ...

H- Widzisz Rafałku - nie oczekuj, że świat potraktuje Cię sprawiedliwie. Często decydują układy. Ja zawsze byłem poetą patriotycznym, a taka postawa w obecnych czasach nie jest w modzie. Pozostałem nieugięty, a Miłosz był spolegliwy. Jawił się kosmopolitą, co ułatwiało wybór. Szymborską zaś popierały środowiska żydowskie, które mają duże wpływy we współczesnym świecie. Nie przepadam za Miłoszem, uważam jednak, że dobrze się stało, że Nobla otrzymali Polacy. Szkoda mi tylko Różewicza, czy mojego krajana, urodzonego we Lwowie Adama  Zagajewskiego.  Oni zasłużyli na takie wyróżnienie.

R- Czy Zbigniew Herbert czymś jeszcze nas zaskoczy?

H- Chciałbym napisac coś o „Solidarności”, idei, króra obudziła nadzieję. Tylko nie wiem, czy zdążę... Śmierć zagląda w oczy, więc jak tu pisać o nadziei... Dziękuję Ci Serdeńko, żeś mnie odwiedził. Chciałbym, abyś poszedł w moje ślady. Będziesz pisać wiersze?

R- Obiecuję, że będę!

H- Pamietaj, „trzymam Cię za słowo”!

Rafał Vobożil

Źródła: promienista.waw.pl  i e-teatr.pl