Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Czy na tym targowisku kupię opowieść?

Pyta w swojej recenzji książki Rocha Urbaniaka ,,Papiernik. Targowisko opowieści” - Agnieszka Winiarska.

Chyba nie myśleliście, że wszystkie opowieści świata rodzą się w wyobraźni tego, który je spisuje? Albo, że przyśnią się w ciemną noc i pokornie pozwolą zapisać na kartce papieru? Podobno jest zupełnie inaczej, o czym przekonuje czytelników Roch Urbaniak w swojej najnowszej książce ,,Papiernik. Targowisko opowieści”, która ukazała się ostatnio nakładem wydawnictwa TADAM. Czy jest to pozycja, która na polskim rynku wydawniczym ma szansę przetrwać dłużej niż czas promocji prowadzonej intensywnie przez blogerów, którzy co rusz zachwycają się ,,Papiernikiem”? Zapraszam do lektury!

Niemal każdy potwierdzi, że są takie historie, które zostają w czytelniku na zawsze. Czasami jest to bajka o dwóch siostrach i piecu, innym razem wspomnienie czytanych przez ojca fragmentów ,,Opowieści z Narni”. Mamy w sobie historie, które nas inspirują, rozbudzają wyobraźnię, albo tak zwyczajnie, w trudnych momentach stanowią pocieszenie. Mogą być słodkim wspomnieniem dzieciństwa lub koluszkiem niezbędnym do wybudowania łańcucha pokoleń, swoistego mostu kulturowego łączącego odmienne wrażliwości. Z ilustracjami jest podobnie i warto temu zagadnieniu poświęcić chwilę.

Wyobraźnia pokolenia

Jeżeli są tutaj osoby wychowane na ilustracjach Jana Marcina Szancera to jest nas więcej. Jeśli jednak niektórzy czytelnicy nie wiedzą o kim mowa, może ilustracja do bajki Jana Brzechwy ,,Akademia Pana Kleksa” pomoże im w odświeżeniu pamięci.

Szancer to artysta dzisiaj nieco zapomniany, ale jeszcze kilkanaście lat temu znał go niemal każdy. Nic dziwnego, jego ilustracje przez kilkadziesiąt lat zdobiły książki, które czytali wszyscy – od opowiastek dla najmłodszych, przez baśnie Andersena, aż po literaturę dla dojrzałych czytelników. Rysunki Jana Marcina Szancera to nie tylko artystyczny majstersztyk, feeria barw i wizualny rozmach. To także prawdziwy popis wyobraźni. Zmienna perspektywa czy zaskakujące rozwiązania formalne to tylko niektóre z charakterystycznych cech warsztatu rysownika. Dzieła Szancera są mocno zindywidualizowane przez co zapadają w pamięć, poruszają wrażliwość i opowiadają o samym rysowniku niekiedy więcej, niż sam mówił. Myślę, że Roch Urbaniak ma szansę stać się ilustratorem swojego pokolenia. Tylko czy jest to w ogóle możliwe w świecie, gdzie popularność rysunku nie jest uzależniona od talentu jego twórcy?

,Papiernik. Targowisko opowieści”

W warstwie wydawniczej, a przede wszystkim ilustratorskiej ,,Papiernik” zachwyca. Już okładka sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z opowieścią napisaną z rozmachem. Okładkowy obraz jest chyba najpiękniejszy ze wszystkich zamieszczonych w ,,Papierniku”. Dryfujący okręt powietrzny, wokół którego fruwają morskie potwory, przywodzi na myśl poczucie wolności, jakąś błogość, którą powinniśmy w sobie pielęgnować. Ona ma nam dać bezwarunkowe szczęście. W obrazach Urbaniaka zdecydowanie dominuje ta tematyka. Często ,,akcja” jego ilustracji dzieje się właśnie tam, gdzieś daleko i wysoko – między chmurami, w jakimś zawieszeniu albo kosmosie.

Ilustratorska warstwa jest najmocniejszą stroną ,,Papiernika”. Widać, że Urbaniak opowiada swoje historie zdecydowanie poprzez obraz, a nieco mniej przez słowo. Wyobraźnia malarza, klimat, który tworzy w swoich dziełach, a także zaskakujące barwy, kształty i rozwiązania artystyczne, sprawiają, że obcowanie z jego dziełami to czysta przyjemność. Urbaniak zabiera nas w krainy absolutnie surrealistyczne, gdzie to, co znamy albo co ,,przecież już kiedyś widzieliśmy” miesza się z jego własną wizją świata i tym samym dowiadujemy się, jak ubogie może być nasze myślenie i jak wiele ,,przestrzeni” (dzięki takim ilustracjom) może się jeszcze w nas odnaleźć.

W warstwie narracyjnej opowiadania Rocha Urbaniaka zasługują na duży plus. Czytając ,,Targowisko…” można odnieść wrażenie, że opowieści snują się niespiesznie, zupełnie tak, jakby opowiadający zdecydował, że ofiaruje nam swój czas i skłoni byśmy i my znaleźli dłuższą chwilę na to, aby wysłuchać jego historii. Musze jednak przyznać, że Urbaniak bardziej dotarł do mnie poprzez swoje ilustracje aniżeli stricte opowiadania. W tekstach brakuje lekkości w kreowaniu przestrzeni. Obrazy literackie przypominają mi (mówiąc językiem sztuki) raczej szkice aniżeli dokończone dzieła. W związku z tym po lekturze pozostaje lekki niedosyt – brak mi tego rozmachu, tej wirtuozerii, którą uraczył mnie malarz w swoich dziełach, ale to dla nas, czytelników wcale nie musi być zła wiadomość. Nic tylko oczekiwać, aż Urbaniak dogoni słowem to, co tworzy farbami, bo obrazów to ja poproszę jeszcze. W nieograniczonych dawkach najchętniej.

Bardzo oryginalny jest zamysł koncepcyjny ,,Papiernika”. Oto czytelnik dowiaduje się, że raz na kilka lat do małego miasta położonego gdzieś na pustyni przybywają Papiernicy, czyli osoby, które zbierają opowieści rozsiane po całym świecie. To tam, na targowisku u Papierników zaopatrują się (za rozsądną cenę) poeci i pisarze. To tam wszystkie nazbierane przez wieki historie mogą znaleźć nowego właściciela. Pomysł wspaniały, rozbudzający wyobraźnię. Fascynujące jest to, że gdyby przyjąć słowa Papiernika, na swoich odbiorców czekają setki, tysiące historii, które zdarzyły się naprawdę i jeszcze nikt o nich nie usłyszał. Czekamy zatem, żeby je usłyszeć!

Właściwie trudno powiedzieć, czy Roch Urbaniak będzie w stanie dotrzeć do Was poprzez swoje opowiadania i nie jestem pewna, czy nie zginą one w gąszczu opowieści dla dzieci. Z drugiej strony nie do końca są historie tylko dla najmłodszych. Dla wszystkich mogą być wspaniałą lekcją, że nie należy zrezygnować z wolności i marzeń.

Nie mam za to wątpliwości, że Roch Urbaniak trafi do Was przez obrazy. Pod tym względem jego książka to arcydzieło.

Agnieszka Winiarska (www.kulturanacodzień.pl)