Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Literatura nigdy nie była dla każdego

Powiedziała przed rokiem, dokładnie w poniedziałek 7 maja tegoroczna polskojęzyczna laureatka Literackiej Nagrody Nobla - wrocławska pisarka Olga Tokarczuk, podczas jubileuszowej edycji „Spotkań z Humanistyką”, w auli PWSZ w Tarnowie. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w mieście zwasalizowanym przez PO. Wszystko za sprawą gościa, który uświetnił kolejną odsłonę Spotkań. Była nim jedna z najpopularniejszych i najbardziej poczytnych polskich pisarek. Olga Tokarczuk, laureatka wielu prestiżowych nagród (m.in. NIKE i  Bookera), mająca od lat ugruntowaną wysoką pozycję w panteonie polskiej literatury współczesnej, a teraz, jak się okazuje także światowym. I to pomimo bardzo kontrowersyjnego, często niełatwego odbioru swoich książek i zdecydowanie lewicowych - obecnie "niepoprawnych politycznie" konotacji.  Autorka 17 powieści, tłumaczonych na ponad 20 języków, m.in.: „Biegunów”, „Ksiąg Jakubowych”, czy wydanych kilkanaście dni wcześniej (18 kwietnia) „Opowiadań bizarnych” przyjechała do Tarnowa na zaproszenie Instytutu Humanistycznego PWSZ otwierając swoim spotkaniem cykl imprez przygotowanych z okazji 20-lecia powstania tarnowskiej uczelni. To ciekawe spotkanie poprowadzili: profesorowie Teresa Wilkoń i Andrzej Borowski oraz Piotr Nadolnik. Szkoda tylko, że nikt wówczas nie zwrócił uwagi na tarnowski wątek, jednej z najgłośniejszych (głównie z powodów poza literackich) powieści O. Tokarczuk „Księgi Jakubowe” (ponoć nagrodzone Noblem dzieło nie zostało jeszcze przełożone na angielski!), w której przywraca swoją narracją niesłusznie zapomnianą, związaną z Tarnowem postać wybitnej poetki czasów saskich E. Drużbackiej – „Sarmackiej Muzy” i Polskiej Safony”, którą obecnie przypomina jeno skromna uliczka poniżej popularnego Burku. Ps. A ja, podobnie jak wicepremier i minister kultury Piotr Gliński, nie doczytałem do końca ani Biegunów, ani Ksiąg Jakubowych, i to nie tylko z powodu ich objętości... No, cóż - literatura nigdy nie była dla każdego.

"Miło i spokojnie będę odpoczywała pod cieniem skrzydeł Protektorki mojej" – pisała Elżbieta Drużbacka o Barbarze Sanguszkowej. Małżonka Pawła Karola Sanguszki, pierwszego z rodu właściciela miasta Tarnowa, była serdeczną przyjaciółką i dobrodziejką wybitnej poetki czasów saskich, „Sarmackiej Muzy”, „Polskiej Safony”. Dziś o poetessie, która „utrzymała honor poezji polskiej”, jak miał się o niej wyrazić Ignacy Krasicki, przypomina tarnowianom przecznica ul. Narutowicza, położona pomiędzy „Gazami”, a „Wodociągami”, skromna uliczka Drużbackiej. Szlachcianka pochodząca najprawdopodobniej z Wielkopolski, która całe swoje życie spędziła na dworach magnackich  Sieniawskich, Branickich, Czartoryskich, Krasickich, Sanguszków, u jego kresu związała się z Tarnowem.

Czasy w jakich żyła, nie sprzyjały bynajmniej emancypacji kobiet. Wiek XVIII uzależniał kobietę od mężczyzny, wyznaczając drogę małżeństwa lub życia konsekrowanego. O życiu na własny rachunek nie mogło było mowy, nie pozwalały na to stosunki społeczne i konwenanse. Kobieta w żaden sposób nie była przygotowana do poradzenia sobie bez męskiego towarzysza. Elżbieta Drużbacka nie łamała w tym względzie zasad panujących we współczesnej sobie epoce. Przyszłego męża poznała najpewniej przebywając na dworze Elżbiety z Lubomirskich Sieniawskiej. Już jako skarbnikowa żydaczowska (żona skarbnika żydaczowskiego – Kazimierza Drużbackiego), prowadziła życie jak każda inna „standardowa” kobieta ze swych sfer, jednocześnie potrafiąc obok obowiązków dnia codziennego, dać upust talentowi. Co więcej, ilość i różnorodność literackiej spuścizny jaką pozostawiła, musi świadczyć nie tylko o wszechstronnym talencie, ale również silnym charakterze, który pozwalał jej na kultywowanie pasji i... profesji, zdominowanej wówczas przez mężczyzn.

A trzeba zauważyć, że Drużbacka swój talent potrafiła zmyślnie i pożytecznie „zagospodarować”. Tworząc w szerokiej palecie form literackich, od epistoł, poprzez wiersze, również satyryczne i moralizatorskie, potrafiła nie tylko zdobyć licznych czytelników, ale i mecenasów – układając panegiryki na ich cześć. W ówczesnej epoce naturalną praktyką było sporządzanie odpisów utworów i przekazywanie ich sobie w danym towarzystwie – w taki też sposób „krążyły” po dworach utwory Drużbackiej.

Przychylność opiekunów, czy tez mecenasów stała się dla Elżbiety Drużbackiej niezwykle ważna, w momencie, kiedy została wdową. Po śmierci męża przez niedługi okres czasu prowadziła majątek w ich ostatnim miejscu zamieszkania – Rzemieniu, ostatecznie jednak decydując się na przekazanie go w ręce rodziny.

Jak dokładnie doszło do wyboru Tarnowa na miejsce zamieszkania w latach starości, nie sposób dziś wyjaśnić. Decyzja miała na pewno związek z bliską znajomością, jaka łączyła Elżbietę z Barbarą Sanguszkową. Fundatorka tarnowskiego klasztoru bernardynek znana była z pobożności oraz serca czułego na potrzeby ubogich. Było ponadto regułą tamtego czasu, iż zasobne rody łożyły na cele dobroczynne i utrzymywały niejednokrotnie spora liczbę krewnych, czy nawet osób spoza kręgu rodziny, które nie były w stanie poradzić sobie samodzielnie.

Być może to właśnie owa nić przyjaźni, wytworzona przez kilka lat spotkań i korespondencji, przyciągnęła Drużbacką do Tarnowa. W liście do Barbary Sanguszkowej pisała: „Jaśnie Oświecona Mościowa Xiężno y Dobrodziko moya. Wczoraj powróciłam tu z Tarnowa, dokąd umyślnie jeździłam dla oglądania gniazdka mego, które mi łaskawość J. O. W. X. Mości Dobrodzika zesłała a jak miło y spokojnie będzie odpoczywała pod cieniem skrzydeł Protektorki moyey...”

Sprowadziwszy się już na dobre do Tarnowa, Elżbieta zamieszkała w kompleksie klasztornym sióstr bernardynek. W obrębie zabudowań, ale poza klauzulą, funkcjonowały pomieszczenia przeznaczone właśnie dla kobiet, które niejako dożywotnio spędzały czas przy zgromadzeniu, nie przyjmując ślubów zakonnych. Wstępując do III (świeckiego) zakonu reguły św. Franciszka, mogła dopóki pozwoliło jej zdrowie wyjeżdżać do krewnych i przyjaciół, uczestniczyć w wydarzeniach towarzyskich, nieraz też podróżować towarzysząc przełożonej zgromadzenia.
Życie wystawiło Drużbacką na liczne próby; śmierć męża, kochanej córki, wnucząt, ciosy te łatwiej było, jako osobie głęboko wierzącej, przetrwać w zgromadzeniu zakonnym, o czym pisała z westchnieniem rozpoczynając wiersz „Panie, dobrze nam tu...”

Umierając 14 marca 1765 roku pozostawiła po sobie literacką spuściznę, która nie ma precedensu w polskim osiemnastowiecznym pisarstwie kobiecym: poematy, wiersze religijne, moralizatorskie, satyryczne, panegiryki, a nawet erotyki... Z jednej strony przytoczone wyżej słowa Krasickiego, z drugiej zdanie Seweryny Duchińskiej, świadczą o wartości zapomnianej poetki: „Myśl zdrowa i czerstwa, szczere uczucie i prawda, wylewające się z jej duszy w pełnym prostoty słowie, styl jak naówczas poprawny, czysty a dosadny, głęboka pobożność, zamiłowanie w swojskich obyczajach i obrazach, na koniec wszechstronna a niepospolita nauka: oto zalety Drużbackiej (...) Nie znając obcych języków, ani obcych wzorów nasza Elżbieta czerpała natchnienie wprost z niewieściej duszy, miłującej gorąco Boga a prawdę...”

Monidło noblistki wykonane przez Krystynę Piotrowską.

Choć nie istnieje żaden namacalny dowód, świadczący o dokładnym miejscu pochówku Elżbiety Drużbackiej, najprawdopodobniejszą wersją jest ta mówiąca o złożeniu zwłok poetki na cmentarzu przyklasztornym. Ów mieścił się w przybliżeniu pomiędzy dzisiejszym kościołem pobernardyńskim, murami miejskimi i ciągnął w kierunku obecnej ulicy Szerokiej i Bernardyńskiej. W nieco ponad sto lat po śmierci Drużbackiej, na mocy edyktu zaborczego władcy, cesarza Józefa II, wszelkie cmentarze przykościelne miały być zniesione. Podobny los spotkał również cmentarz bernardyński, a wkrótce koleje dziejów w znaczący sposób przekształciły dawne zabudowania klasztorne, zamazując ich pierwotny układ.
 
Odwiedzając kościół bernardynów, w refektarzu, nieco na uboczu, obejrzeć można portrety fundatorów kościoła, Barbary i Pawła Karola Sanguszków, o których sporządzenie miała zadbać wdzięczna poetka Elżbieta Drużbacka.

Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia – Artur Gawle

Zdjęcie na głownej stronie - Olga Tokarczuk: na sobotnim marszu równości we Wrocławiu

PS. Nagroda dla Olgi Tokarczuk to pierwszy literacki Nobel dla Polaka od 23 lat, gdy w 1996 r. otrzymała go Wisława Szymborska. Pisarka odbierze Nobla podczas ceremonii wręczenia nagród 10 grudnia w Sztokholmie. Otrzyma wtedy trzy rodzaje nagród: dyplom Nobla, medal Nobla oraz dokument potwierdzający wysokość nagrody Nobla, która wynosi 9 mln koron szwedzkich, czyli ok. 3,5 mln zł. Każdy dyplom Nobla to wyjątkowe dzieło sztuki, stworzone przez czołowych szwedzkich i norweskich artystów i kaligrafów. Z kolei medale Nobla są wykonywane ręcznie w 18-karatowym złocie pochodzącym z recyklingu.