Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Literacka szarlotka

Anna Morawiec gościem w Tarnowie

Jednym z gości, którzy przybyli 9 lutego na wydarzenie literackie, jakim stał się poetycki pojedynek Maksymiliana Tchonia i Withkacego Zaborniaka – Czarny czwartek była pani Anna Morawiec. Artystka z Olesna jest autorką książki zatytułowanej – „Szarlotka czyli co się robi, żeby nie robić tego co powinno się robić” wydanej drukiem w 2016 roku przez Wydawnictwo w Podwórku dzięki mecenatowi Miasta Gdańska. Radio Gdańsk natomiast wyemitowało klimatyczne, prezentujące wybór tekstów z tomiku, słuchowisko, a także ciekawy wywiad z autorką, która w trakcie rozmowy opowiedziała słuchaczom w pełen zaraźliwego humoru oraz dystansu sposób o sobie i swojej artystycznej działalności. Z tego powodu pragnę zachęcić tutaj nie wyłącznie do lektury zbioru pani Anny Morawiec, ale również do zapoznania się z dotyczącym jej twórczości (również pozaliterackiej) materiałem Radia Gdańsk.

Nie tylko wysmakowany tytuł…

Wyróżniony nagrodą główną w Konkursie Literackim Miasta Gdańska im. B. Faca za 2015 rok zbiór Anny Morawiec ma bowiem również wyjątkowo gustowną zawartość. Rozpoczyna się następującym cytatem:
„i wreszcie z tej wody w ustach
z całego morza pokory
wypłynie łódka z szaleńcem”

Autor: Beata Kieras

Tom zatytułowany – „Szarlotka…” stanowi literaturę ambitną – intelektualną oraz egzystencjalną. Opartą mianowicie na dostrzeżeniu, a także przekazaniu czytelnikowi ukrytej w naszych powszednich dniach niezwykłości, magii „zaplątanej” w chwile rodem „z kadru” dnia codziennego, a dni te przecież zdaje się cechować bardziej „nieoszlifowana” proza właśnie aniżeli „magnetyczna” poezja. Prezentowane w zbiorze utwory należą poza tym do literatury refleksyjnej, rozważającej konkretne tematy w kontekście piękna i uroku tego co ulotne. Ponadto teksty te, o czym informuje nas już podtytuł książki, stanowią owoc momentów kontemplacji „wyrwanych” z  czasu przeznaczonego na obowiązki, a także efekt odnalezienia choćby chwili na spojrzenie na świat ze spontanicznym zadziwieniem dziecka. Proza poetycka i liryka pani Anny Morawiec częstokroć dotyczą kwestii „świata” kobiet, w dodatku w różnych ich rolach czy na rozmaitych etapach życia. Opowiada również o przyrodzie oraz o zdziwieniu, jakie może ona w nas budzić, a także o zachwycie nad naturą. Poetka pisze poza tym wiele na temat przedmiotów, nadając im często wręcz jakiś indywidualny, nowy „sens”. Zróżnicowane tematycznie utwory łączy wspólny początek – „Na przykład”, podobnie jak klasyczną baśń zwykły rozpoczynać słowa – „Dawno, dawno temu”, odsyłając tym samym czytelnika do wiedzy niejako empirycznej, płynącej z doświadczenia i sprawdzalnej, paradoksalnie – chociażby tylko w tworzonym przez każdego odbiorcę własnym świecie fantazji.

Słowa – spoiwo

Słowa te mogą być również uznane za pewnego rodzaju spoiwo, które łączy literackie „ciasto” tytułowej szarlotki... Natomiast część wierszy ma konwencję w mniejszym lub większym stopniu właśnie baśniową. Prezentowane przez autorkę obrazy z kolei często nie są jedynie malownicze, ale są one także – konkretniej już rzecz ujmując – „pejzażowe”. Zmieniają ponadto sposób spoglądania czytelnika na „opatrzoną” już przecież otaczającą nas rzeczywistość… Co więcej – zdobywają się również na niebanalne przecież połączenie: współczesności z pierwotnością, prozy życia z jego poezją, swojskości z metafizyką. Stają się w ten sposób więc różnego rodzaju „literackim pomostem”. Niektóre z przedstawianych spostrzeżeń czy doświadczeń są groteskowe, natomiast inne – nieco surrealistyczne. „Szarlotka…” stanowi więc literaturę wolną od egocentryzmu autora, który, mimo że zaangażowany w tworzenie jej poprzez obserwację, następnie – artystyczną analizę swoich spostrzeżeń i – finalnie już – spisywanie ich, pozostaje jakby z boku, w cieniu, zachowując tym samym dystans wobec samego siebie. Książka poetycka pani Anny Morawiec pełna jest przeplatanego momentami lekką ironią humoru. Autorka podaje w niej przykłady, dzięki czemu nie staje się ona osobą, która narzuca czytelnikowi swoje poglądy, a w zamian za to skłania go „jedynie” do refleksji, w taki sposób jak powinno dziać się właśnie w wypadku twórców Sztuki. – Naprowadza, edukuje, ale nie nakłania czytelnika do przejęcia swojego spojrzenia na świat, można powiedzieć więc, że nigdy nie stawia się ponad odbiorcą. Niniejszy zbiór generalnie stanowi „paletę” prozy poetyckiej, chociaż znajdują się w nim także, skonstruowane głównie w minimalistycznej oraz niezmiernie lekkiej formie, przykłady bardzo lirycznej poezji. Artystka stosuje poza tym, w ramach swojego niezwykle starannego warsztatu literackiego, bardzo ambitną grę; a mianowicie – nietuzinkową zabawę słowem i jego znaczeniem. Twórczość Anny Morawiec ma zatem wiele wspólnego z intelektualną oraz przesyconą artystyczną wrażliwością i literacko okazałą Poezją, której reprezentantem jest zarówno Maksymiliana Tchoń, jak również Withkacy - Witold Zaborniak.

Kilka słów refleksji

„Artystą jest ten, kto z rozwiązania potrafi uczynić zagadkę.” Autor: Karl Kraus

Na koniec przekażę tutaj kilka przemyśleń pani Anny Morawiec. Będą stanowić one piękną, osobistą, a ponadto również, w pełni literacko dopracowaną, retrospektywną refleksję artystki na temat wieczorku poetyckiego – Czarny czwartek, dzięki której możemy dowiedzieć się nie tylko o wrażeniach, jakie pozostały w jej pamięci po tym spotkaniu ze Sztuką oraz jej twórcami; ale również o podejściu autorki do przeżywania kontaktu z „rewirem” metafizyki, jaki stanowi przecież Poezja:

„Rzadko bywam na wieczorach poetyckich – mam zbyt wiele obowiązków zawodowych i prywatnych,  a spotkanie z poezją jest przeżyciem intymnym.
Jechałam więc na Czarny Czwartek do Tarnowa i wiedziałam o nim jedynie tyle, że poezję Withkacego trochę znam, a teksty Maksymiliana usłyszę tam po raz pierwszy.
Teraz, kiedy zastanawiam się nad refleksją z wieczoru poetyckiego obu Panów, mogę śmiało powiedzieć, że:
tak, był to wieczór intymny i – przede wszystkim – bezpretensjonalny.
Rozmawiali oni ze sobą, czytali wiersze, odpowiadali na pytania z widowni i nie zauważyłam żadnej szpady, i ani jedna kropla krwi nie popłynęła po podłodze Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie, która nas gościła. Całość ciepło i uważnie poprowadził Zbigniew Mirosławski.
Czwartek okazał się jednak dniem w całkiem pogodnych barwach.
Wróciłam do domu z płytą i trzema książkami poetyckimi. Staram się je czytać powoli i dokładnie, ponieważ pośpiech rzadko chadza w parze z poezją.”

Justyna Babiarz