Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Dariusz Marcinek o czasie zastygłym

Piątek ów upłynął mi w cieniu śmierci - pisze Katarzyna Cetera. To pewnie moja osobista sprawa, niemniej jednak przez soczewkę świadomości przemijania, poezji – zwłaszcza tej, którą tworzy Dariusz Marcinek – doświadcza się inaczej. Mimo zmęczenia do biblioteki jednak dotarłam – prosto z pracy i w ostatniej chwili – ale dotarłam. I zatonęłam po uszy: w marzeniu, w przeszłości, w świecie, którego dawno już nie ma. Mówiły do mnie już nie tylko słowa wybrane przez poetę do opisania świata, ale także jego muzyka – czasem przemyślana i celowo zaaranżowana, czasem improwizowana. Daje się w niej słyszeć brzmienia arabskie, katalońskie, czasem renesansową frazę, czasem też echa niemal folklorystyczne. O tym piątkowym wieczorze, który spędziłam 24 marca w siedzibie Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Juliusza Słowackiego w Tarnowie, chciałabym Państwu opowiedzieć.

Dariusz Marcinek jest Poetą nie tylko w takim sensie, że pisze wiersze. On żyje poezją, oddycha nią, myśli. Nie bywa poetą, ale poetą jest. Ta jego specyficzna wizja świata, człowieka i przyrody widoczna jest w każdym napisanym i wypowiedzianym słowie, w każdym dźwięku, który usłyszymy. Jest Poetą, który gra na strunach naszych emocji poruszając je palcami swoich przeżyć i doświadczeń. I tym muśnięciem chyba dotyka Istoty.

Widywałam już Darka jako twórcę muzyki. Po raz pierwszy jednak miałam możliwość wysłuchania utworów poetyckich Dariusza Marcinka. Jego twórczość znana mi była dotychczas jedynie wyrywkowo, dopiero teraz dane mi było poznać większy fragment dorobku tarnowskiego artysty. Oto znalazłam się w świecie, który sama pamiętam z dzieciństwa. To dom w podtarnowskiej wsi, w której jest i komórka, i malowany na biało kredens, i studnia, i strych, i nawet ogród. Dariusz oczywiście identyfikuje to miejsce po swojemu – ja jednak dokładnie pamiętam studnię, kredens i strych w zalasowskim domu moich Dziadków, którzy już od dawna nie żyją. A i dla mnie – podobnie jak dla Darka – za stodołą zaczynał się Eden /Ogród/. I niewiele zmienia fakt, że ogród mojej babci wcale nie był za stodołą właśnie.

Przenosi nas Dariusz w magiczne miejsca, tak zaczarowane, tak silnym czarem zamknięte przed niewtajemniczonymi, że w nich nawet Bóg […] śnił o rajskim ogrodzie i pierwszych ludziach. /Komórka/. Ten świat jest eteryczny, wyciszony. Równoprawne są w nim duchy, diabeł mieszkający na dnie studni, Babka i Dziadek. Spotkamy tam jednak również Ropuchę, Pająki, Koty. Do nich należy ten świat. Podmiot liryczny jest wobec niego zewnętrznym – wspominającym, opisującym, ale nieuczestniczącym obserwatorem.

Czas, o którym pisze Darek, to „czas zastygły”. Co prawda różny od Miłoszowego, tego z czołgami, wojną w tle, inspirowanego niespożytą energią młodego poety. Świat podtarnowskiej wsi jest bezpieczny, spokojny, żaden jego element nie stanowi zagrożenia dla podmiotu lirycznego: ani Cyganka – chociaż jesień szła wtedy ku Cyganom i babka bała się, że ślad przemijania na mnie zostanie /Cyganka/ – ani nawet diabeł na dnie studni: – Dziadek nie pozwalał mi się zbliżać do bielonej wapnem studni, ostrzegał przed mieszkającym na jej dnie czartem. Ten diabeł nie był chyba taki zły, skoro woda w studni była czysta /Studnia/.

Przestrzeń, którą Dariusz Marcinek opisuje w tworzonym od 2008 roku cyklu wierszy zatytułowanym POWROTY jest bliski, oswojony, „swój”. Niestety – po tym świecie pozostały tylko wrażenia, wspomnienia. W tym zakurzonym mikrokosmosie pojawiają się – poza podmiotem lirycznym, wobec niego zewnętrznym – pojawia się także Córka: Pokazuję córce rumuńskie 25 bani z wybitym traktorem i kłosami zboża i snuję tę opowieść o białym kredensie w kuchni mojej babki. /Kredens/.

Pomostem pomiędzy życiem a śmiercią, pomiędzy światem realnym i magicznym, pomostem między przeszłością a przyszłością jest wrażliwość poetycka Dariusza Marcinka. I na tym pomoście dane nam było się z nim spotkać.

Katarzyna Cetera

Dariusz Marcinek – urodzony w Tarnowie (rocznik 1977), ukończył polonistykę, pracował jako nauczyciel, księgarz, obecnie projektuje meble. Pisze, gra, fotografuje. Mąż Kasi (od trzynastu lat), ojciec Marysi (od lat dziesięciu).

Zdjęcia - MBP /FB/