Niezależny autorski portal internetowy poświęcony kulturze i sztuce miasta i regionu, na bieżąco monitorujący to, co w kulturalnej trawie piszczy.​

Niezależny autorski portal internetowy poświęcony kulturze i sztuce miasta i regionu, na bieżąco monitorujący to, co w kulturalnej trawie piszczy.

ŚWIĘTA

podzielmy
się
płatkiem
śniegu
obdarujmy
gałązką
jemioły
zaś
w
naszych
sercach
niech
zakwitnie
gwiazda
betlejemska

Ryszard S.

Aniołowie
Nocy
Wigilijnej

 

kloszard
szukający
w śmietniku
gwiazdki
                z
ludzkiego
nieba

 

blokers
z kumplem
bejsbolem
i
przyjaciółką
kosą
czekający
                na
Mędrców
Ze wschodu

 

rumuńska
żebraczka
                  z
dzieciątkiem
zbierająca
na wódkę
dla swojego
Józefa

 

wszyscy oni
wędrują do
naszego
Betlejem
tylko czy
znajdą
             tam
miejsce

choćby
w szopie

 

Ryszard S.

______________________________

 *   *   *

 

puste miejsce
przy stole
siano opłatek
nasze role
w jasełkach

 

takie same
co roku

 

przed wigilią
życzenia
zwykłe polskie
wzruszenia
i nadzieje

 

takie same
co roku

 

sztuczna
choinka anioły
kolędy z płyt
nawet rozmowy
z bliskimi

 

takie same
co roku
a my…

 

Ryszard S.

______________________________

*   *   *

 

każdy
ma swoje
Betlejem
i gwiazdę
która
           go
prowadzi

 

każdy
ma swój
Nazaret
pełen
beztroski
i
zachwycenia
światem

 

każdy
ma swoją
Jerozolimę
która czeka
na niego
w znaku
krzyża

 

Ryszard S.

______________________________

Previous
Next

______________________________

Perun:

Z premedytacją nie oglądam TV.

Telewizor u mnie siedzi w pudle już piąty rok. W ten wyjazdowy weekend miałem przykrą przyjemność zapoznać się z repertuarem różnych stacji korzystając z zastanego odbiornika TV. Po takiej przerwie dostrzega się znaczące różnice i niestety regres kultury.
To, co zobaczyłem i posłuchałem tak bardzo mnie przeraziło i tak bardzo mną wstrząsnęło, że obawiam się, że nie dam rady opisać tego odczucia. Przestraszyłem się zdając sobie sprawę z tego jaka masa rodaków jest karmiona szambem.
Do tej chwili mam wykrzywione usta z wielkim niesmakiem po obejrzeniu fragmentów programów informacyjnych, a także popularno-rozrywkowych. To jest kompletne dno szambowozu!!!
Dziennikarze – błaźni, aroganci, klakierzy i ignoranci, którzy kilkadziesiąt lat temu nie zdaliby matury.
Politycy “polemizujący” w TV – takie typy spotykaliśmy w XX wieku w zieleni miejskiej lub w PGR-ach.
Naukowcy – kilku karierowiczów żądnych kasy za udział w reklamach.
Ludzie kultury i sztuki – kompletny brak.
Gdzie się podziały programy, w których wykształceni, z nieprzeciętną inteligencją, kulturalni redaktorzy dawali wzór szlachetnej osobistej i społecznej postawy? Gdzie wywiało autorytety – ludzi nauki, kultury i sztuki?
W zamian mamy głupkowate seriale lub programy, w których zestaw nieokrzesanych prymitywnych i wulgarnych osób, siedząc na kanapie przed TV, żłopiąc piwo i pierdząc, mówi- “ocenia”, co jest fajne, a co niefajne, kształtuje opinię widzów. Ogląda ich podobno 70-90% społeczeństwa, które ma teraz potwierdzenie, że to jak żyją i jak się zachowują jest w porządku (jest OK i COOL!).
SKANDAL!!!  SKANDAL!!!   SKANDAL!!!
Misja kulturalna programów telewizyjnych rozmyła się gdzieś już dawno temu i nie wiadomo, czy powróci.
Jest zgoda społeczeństwa na to wszystko.
Najważniejsze w państwie osoby muszą znać ten stan rzeczy – aprobują to nie wyrażając jakiegokolwiek sprzeciwu.
Ludzie – zróbmy coś z tym, bo intelekt naszego narodu umiera na naszych oczach i na nasze życzenie!
Jesteśmy otumaniani repertuarem TV oraz coraz większą ilością dostępnego oficjalnie i legalnie alkoholu (dorosłe i mądre osoby korzystają z umiarem, ale ile takich jest? Albo ta młodzież popisująca się przed rówieśnikami?)
Jak kiedyś kolonizatorzy rozpijali rdzennych mieszkańców Ameryki, tak dziś poprzez alkohol i tragiczny poziom intelektualny programów morduje się bezkrwawo Polaków!
Alkohol sprzedawany na stacjach benzynowych!!!
To świadectwo NARODOWEGO KRETYNIZMU, UPODLENIA I PONIŻENIA, którego doczekaliśmy się w XXI wieku.
Do tego dochodzi skrajnie fatalna polityka wewnętrzna i zewnętrzna rządu, która doprowadziła do tego, że Polacy są skłóceni nawet ze swoimi najbliższymi, a żaden z sąsiadów już nas nie lubi.
Rzucą jeszcze więcej kiełbasy na grilla, puszek piwa i małpeczek w popularnych sklepach, pokażą w TV zawody pływackie w moczu i będzie można podzielić się Polską jak resztką kilkudniowej pleśniejącej pizzy!!!
Kulturalna Polsko gdzie jesteś?!
Mądry Polaku przed szkodą gdzie jesteś?!
P.S.
Pominąłem opis kilku programów.
To się w głowie nie mieści, to nie przechodzi przez usta, ani przez klawiaturę.
O mechanizmach manipulacji też nie wspominam. To zagrożenie jest/powinno być dla wszystkich oczywiste.
Niezmiennie polecam lekturę – Gustav le Bon, “Psychologia tłumu”

Piotr Barszczowski (fb)

BOŻENA KWIATKOWSKA przedstawia swoje obrazy i wiersze

O TYM I OWYM 229

Dekalog Polaka

“…Jam jest Polska, Ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z ktorej wzrosłeś.

Wszystko, czymś jest,
po Bogu mnie zawdzięczasz.

 

1. Nie będziesz miał ukochania
 ziemskiego nade mnie.

2. Nie będziesz wzywał imienia Polski
 dla własnej chwały,
 kariery albo nagrody.

3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania
 majątek, szczęście osobiste i życie.

4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją,
 jak matkę rodzoną.

5. Z wrogami Polski walcz wytrwale
do ostatniego tchu, do ostatniej kropli
krwi w żyłach twoich.

6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem.
Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.

7. Bądź bez litości dla zdrajców
imienia polskiego.

8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj,
że jesteś Polakiem.

9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.

10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce,
poniżając Jej wielkość i Jej zasługi,
Jej dorobek i Majestat.

 

Będziesz miłował Polskę
pierwszą po Bogu miłością.
Bedziesz Ją miłował więcej
niż siebie samego”.

Zofia Kossak-Szczucka

PITAVALE - 113

wg. Jerzego Reutera

Miłość w teatrze

To nie tylko sceniczne dramaty, pisane przez wielkich dramaturgów, to także zwykła proza życia, schowana gdzieś głęboko za tajemniczymi kulisami, w garderobach, pracowniach i emocjach, jakże ważnych dla każdego artysty. To raczej zrozumiałe, że życie na scenie musi przenosić się gdzieś głębiej i odciskać swoje piętno na dniu codziennym uczestników tego niecodziennego dell`arte. Pan elektryk z tarnowskiego teatru był młodym i bardzo przystojnym mężczyzną, a mało tego, był nad wyraz ambitny i rządny wejścia na scenę w jakiejś wyrazistej pozie, by zaimponować wszystkim. Jednak pozostałoby to w sferze nocnych marzeń, gdyby do naszego teatru nie została zatrudniona młoda, tuż po studiach, piękna aktorka. A byla tak powabna, że skupiała na sobie gorący wzrok wszystkich mężczyzn i zadrosne spojrzenia kobiet. Elektryk – tak go nazwiemy, by nie urągać jego pamięci – zakochał się od pierwszego wejrzenia, co było zawsze widoczne na oświetlanej przez niego scenie i rozpoczął powolne eksponowanie przed wybranką swoich wdzięków.

Pitaval 113

Bravo Maestro po raz 16.

czyli

spełnione marzenia.

Tradycyjnie ostatnie dni wakacji w Kąśnej Dolnej upłyną przy dźwiękach największych dzieł muzyki kameralnej. Tegoroczny festiwal Bravo Maestro organizowany przez Centrum Paderewskiego, w jedynej tak zachowanej na świecie rezydencji światowej sławy pianisty i kompozytora, wielkiego polskiego patrioty i filantropa – odbędzie się w dniach 26-28 sierpnia.

 

Wydarzenie zainauguruje mistrzowski recital wokalny znakomitej mezzosopranistki Małgorzaty Walewskiej. Doskonale znana szerokiej publiczności artystka wystąpi z towarzyszeniem pianisty Tarasa Hlushki. W programie m.in. utwory: Stanisława Moniuszki, Fryderyka Chopina i Mieczysława Karłowicza.

Drugiego dnia estradą Sali Koncertowej Stodoły zawładnie Opera Śląska w Bytomiu, która wykona wersję koncertową najsłynniejszego i najbardziej rozpoznawalnego utworu Carla Orffa, czyli „Carmina Burana” w opracowaniu na głosy solowe, chór, dwa fortepiany i zespół instrumentów perkusyjnych. Wystąpią soliści: Ewelina Szybilska (sopran), Adam Sobierajski (tenor) i Jacek Jaskuła (baryton), pianiści: Mirella Malorny i Grzegorz Biegas oraz Chór Opery Śląskiej w Bytomiu. Artystów poprowadzi dyrygent Maciej Tomasiewicz.

 

Finał festiwalu to oczywiście uwielbiany przez melomanów Maraton Muzyczny, podczas którego prym w tym roku wiedzie muzyka filmowa. Dzieła najsłynniejszych kompozytorów, takich jak Ennio Morricone, Carlos Gardel, Astor Piazzolla czy Michał Lorenc w nietuzinkowych aranżacjach wykonają wspaniali soliści i kameraliści: Katarzyna Duda (skrzypce), Joanna Monachowicz (obój), Janusz Wawrowski (skrzypce), Michal Zaborski (altówka), Karol Marianowski (wiolonczela), Robert Morawski (fortepian) i Klaudiusz Baran (akordeon / bandoneon). Podczas Maratonu wystąpi również Yehuda Prokopowicz – laureat Konkursu o Nagrodę im. Anny Knapik w ramach festiwalu Tydzień Talentów 2022. Słowo o muzyce podczas wszystkich festiwalowych wieczorów wygłosi Regina Gowarzewska.

 

Poniżej publikujemy obszerne fragmenty interesującego wywiadu z gwiazdą pierwszego dnia festiwalu Małgorzatą Walewską przeprowadzonego przez Zofię Stopińską.

 

Cena za spełnione marzenia.

 

XVI Festiwal Muzyki Kameralnej BRAVO MAESTRO w Kąśnej Dolnej rozpocznie 26 sierpnia o g. 18.00 mistrzowski recital Małgorzaty Walewskiej, wybitnej polskiej mezzosopranistki. W 1991 roku, jeszcze jako studentka, rozpoczęła współpracę z Teatrem Wielkim – Operą Narodową w Warszawie. W latach 1996-1998 występowała na deskach wiedeńskiej Staatsoper. Debiutowała w Metropolitan Opera w Nowym Jorku jako Dalila w Samsonie i Dalili Camille’a Saint-Saënsa, a także na deskach Royal Opera House w Londynie, gdzie wcieliła się w rolę Azuceny z opery Trubadur Giuseppe Verdiego. Od 2015 roku pełni funkcję dyrektora artystycznego Międzynarodowego Festiwalu i Konkursu Sztuki Wokalnej im. Ady Sari w Nowym Sączu. Właśnie wydała książkę “Moja twarz brzmi znajomo”, wywiad-rzekę, w którym barwnie opowiada nie tylko o swojej drodze zawodowej. W Kąśnej Dolnej wystąpi z towarzyszeniem pianisty Tarasa Hlushko. W programie mistrzowskiego recitalu znajdą się dzieła Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki, Ignacego Jana Paderewskiego i Mieczysława Karłowicza.

 

Muzyka zawsze była obecna w Pani domu rodzinnym, czy będąc dzieckiem chciała Pani grać na jakimś instrumencie albo śpiewać?

Odkąd sięgam pamięcią, śpiewałam, a jak nie śpiewałam, to gwizdałam. Z dziadkiem najczęściej śpiewaliśmy dwie piosenki Ta Dorotka, ta malusia i A ja nie chcę czekolady. Jak już potrafiłam obsługiwać gramofon, to nauczyłam się wszystkich piosenek z bajek dla dzieci i tekstów Orkiestry z Chmielnej. Z wielkim upodobaniem słuchałam także Violetty Villas. W domu mama puszczała płyty słynnych śpiewaków operowych: Bogny Sokorskiej, Jana Kiepury i Bernarda Ładysza.

 

 

Kiedy postanowiła Pani uczyć się śpiewu i zostać śpiewaczką?

To był moment, kiedy stałam w sali gimnastycznej ze świadectwem maturalnym w ręku i zdałam sobie sprawę, że jestem dorosła. Zrozumiałam, że muszę się określić, co chcę w przyszłości robić. Wtedy podjęłam decyzję. Chcę śpiewać. Bez przygotowania, nic nie wiedząc na ten temat, poszłam do Akademii Muzycznej przy ulicy Okólnik. Po protekcji mojego licealnego wychowawcy dopuszczono mnie do egzaminów wstępnych. Miałam niecałe dwa tygodnie na przygotowanie. I choć okazało się, że operowa emisja głosu różni się od tego, jak śpiewałam do tej pory, postanowiłam przystąpić do egzaminu. Poszłam do Akademii i udałam się na pierwsze piętro i pod Salą imienia Henryka Melcera cierpliwie czekałam na swoją kolej. Zaśpiewałam Zasmuconej Mieczysława Karłowicza i Dalibógże Stanisława Moniuszki. Pierwszy, liryczny utwór zabrzmiał lepiej, ale w drugim nie potrafiłam zapanować nad dźwiękiem. Nie łudziłam się, że zostanę przyjęta.

 

Miała Pani ogromne szczęście być uczennicą i studentką prof. Haliny Słonickiej i ukończyła Pani studia z wyróżnieniem w 1994 roku.

Zaczęłam od szkoły średniej na Bednarskiej. Trafiłam do nauczycielki, która doceniała mój potencjał, barwę i dużą skalę, ale nie potrafiła mną pokierować. Wiedziała natomiast, że marzę o studiach i zasugerowała mi przejście do klasy profesor Haliny Słonickiej, która uczyła w Akademii Muzycznej, a od nowego roku szkolnego miała także prowadzić klasę śpiewu w szkole przy Bednarskiej. Pod koniec nauki w pierwszej klasie szkoły średniej, dowiedziałam się, że w pałacu Ostrogskich odbywać się będzie Konkurs Moniuszkowski, a w jury będzie między innymi profesor Halina Słonicka. Postanowiłam wziąć udział w tym konkursie i szczęśliwie przeszłam do drugiego etapu. Kiedy już było wiadomo, że nie zakwalifikowałam się do kolejnego, profesorka podeszła do mnie i powiedziała: „Dziecko, masz piękny głos, ale śpiewać nie potrafisz”. Ja zaś rezolutnie odpowiedziałam: „To proszę mnie nauczyć”. Zaraz po konkursie złożyłam w szkole podanie o przeniesienie mnie od nowego roku szkolnego do jej klasy. Ale dopiero w trzeciej klasie szkoły średniej zaczęłyśmy się zastanawiać, co dalej. Wspólnie zdecydowałyśmy, że skończę szkołę średnią, a dopiero potem spróbuję raz jeszcze zdać na Akademię. Niewiele już pamiętam z kolejnych egzaminów wstępnych oprócz jednego telefonu późnym wieczorem. Usłyszałam głos profesorki, która pytała mnie, jak się czuję, a później oznajmiła mi, że dostałam się i jeśli chcę się nadal uczyć u niej, to muszę napisać podanie. Natychmiast napisałam.

 

Profesor Halina Słonicka przygotowywała Panią do międzynarodowych konkursów wokalnych. Pierwszym był konkurs we Wrocławiu, w którym otrzymała Pani II nagrodę. Ta nagroda zaowocowała współpracą z Teatrem Wielkim w Warszawie, która rozpoczęła się jeszcze w czasie studiów.


Jako laureatka tego właśnie konkursu miałam zaśpiewać koncert w filharmonii w Szczecinie. Profesorka zdecydowała, że jestem już gotowa, aby zaśpiewać publicznie dwie arie: Mon coeur s’ouvre a ta voix, słynną arię Dalili z Samsona i Dalili Camille’a Saint-Saënsa i arię Joanny Da, czas nastał z Dziewicy Orleańskiej Piotra Czajkowskiego. Na próbie był obecny dziennikarz z lokalnego radia. Nagrał ją, a jej fragment był potem transmitowany jako reklama koncertu. Tę reklamę usłyszał dyrektor artystyczny Teatru Wielkiego – Opery Narodowej maestro Andrzej Straszyński. Dowiedział się, że studiuję u profesor Słonickiej i zadzwonił do niej. Profesorka przekazała mi, że szuka mnie dyrektor Opery Narodowej. Ustaliłyśmy, że mam poprosić o nuty, aby sprawdzić w klasie, czy proponowana partia jest dla mnie osiągalna, a potem zadecydujemy, co dalej. Podczas spotkania dyrektor Straszyński zaproponował mi rolę Azy w Manru Ignacego Jana Paderewskiego. Nie znałam tej opery, ale powiedziałam, że proszę o nuty, przeanalizujemy je wspólnie z panią profesor i niedługo dam odpowiedź. Maestra przeglądnęła je w pół godziny i zdecydowała, że dam radę. Cyganka Aza była moim scenicznym debiutem.

 

Proszę jeszcze opowiedzieć o udziale w Konkursie Luciana Pavarottiego. Jak się Pani o nim dowiedziała?

W Akademii zawsze wisiały informacje o różnych konkursach, ale to maestra wybierała te, w których powinnam startować. Konkursy wokalne zwykle trwają około dziesięciu dni, a ten trwał bardzo długo. W tym czasie zdążyłam zajść w ciążę i wziąć udział w pięciu międzynarodowych konkursach. Pierwszy etap odbył się w listopadzie 1991 roku w Warszawie. Półfinał był podzielony na część europejską w Modenie i amerykańską w Filadelfii, również w Filadelfii w październiku 1992 roku odbył się finał. Z Polski do Modeny pojechała nas czwórka: Piotr Beczała, Teresa Borowczyk, Rafał Songan i ja. Luciano Pavarotti osobiście słuchał wszystkich, siedząc w loży królewskiej, rozmawiał z nami, dodawał otuchy, był serdeczny i wyrozumiały. Na wyniki trzeba było czekać dość długo, ale śledziła je mieszkająca w Mediolanie moja serdeczna przyjaciółka Beata Bednarska. Po paru miesiącach zadzwoniła do mnie i powiedziała, że jadę do Filadelfii na finały. Wtedy już byłam w ciąży i okazało się, że w momencie wylotu do Stanów będę pod koniec szóstego miesiąca. Jak przyszło oficjalne zaproszenie, zadzwoniłam do organizatorów z pytaniem , czy mój stan nie będzie przeszkodą. Odpowiedzieli, że jeżeli mogę przylecieć, to oni zapraszają. Spędziłam w Ameryce prawie miesiąc. Podobnie jak w Modenie, maestro Pavarotti był bardzo cierpliwy i wyrozumiały i niektórych przesłuchiwał po kilka razy. Sam finał był podzielony na dwa etapy. Po pierwszym wszyscy, którzy przeszli do ścisłej czołówki, pozostali na scenie. Pavarotti wszedł między nas i stanął obok mnie. Porównywaliśmy, czyj brzuch jest większy i śmialiśmy się, że wygrał tę konkurencję.

 

Kiedy i gdzie rozpoczęły się występy w zagranicznych teatrach operowych?

W 1994 roku pojechałam do Bremy zaśpiewać Ciecę w Giocondzie Amicarego Ponchiellego. Nie miałam wtedy jeszcze trzydziestu lat, a grałam staruszkę. W ciągu kilku następnych sezonów wracałam do Bremy, żeby zaśpiewać ponad dwadzieścia spektakli Giocondy. Miałam tam też propozycję stałego kontraktu, ale w tym samym czasie otrzymałam zaproszenie do opery w Wiedniu. Wybrałam Wiedeń. Był to wielki zwrot w mojej karierze. Śpiewałam z Placidem Domingiem, Lucianem Pavarottim, Dimitrijem Chworostowskim, Thomasem Hampsonem, Renatem Brussonem, Berndem Weiklem, Editą Gruberovą. Tam też poznałam Romana Polańskiego, Márthę Eggertt, a także Marcela Prawego, osobistego sekretarza naszego wielkiego śpiewaka – Jana Kiepury.

 

Chyba jeszcze możemy polecić bardzo interesującą, wydaną w tym roku książkę „Moja twarz brzmi znajomo”, która jest wywiadem-rzeką albo rozmową dwóch przyjaciółek. Z Małgorzatą Walewską – pierwszą damą polskiej opery rozmawia Agata Ubysz. Jestem zafascynowana tą książką i czytam ją po raz drugi z wielkim zainteresowaniem.

Pyta Pani, czy jeszcze możemy? To nie jest jakaś sezonowa opowieść, że tylko latem albo, że już niemodne. To historia zwykłego dziecka z przeciętnej, polskiej rodziny, które miało odwagę realizować swoje marzenia. Jednak na drodze do celu było dużo fascynujących, czasem dramatycznych przygód i niezwykłych ludzi. Zawód śpiewaka operowego jest dość wymagający. Kiedy widzowie oglądają spektakl, nie zadają sobie pytań ile na przykład lat pracy stojący na scenie artysta ma za sobą, aby tak śpiewać, jak śpiewa. Cieszę się, że mogłam nieco uchylić rąbka tajemnicy mojej profesji.

 

Już niedługo, bo 26 sierpnia zainauguruje Pani Festiwal Muzyki Kameralnej „Bravo Maestro”, organizowany przez Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. Ciekawa jestem, czy kiedyś była Pani w tym cudownym miejscu?

Nigdy nie byłam w Kąśnej Dolnej, ale mam wielki sentyment do patrona festiwalu, Ignacego Jana Paderewskiego. Konkretnie do Manru, jedynej opery, jaką skomponował. Specjalnie dla Państwa, w hołdzie naszemu Wielkiemu Polakowi nauczyłam się jego pieśni Gdy ostatnia róża zwiędła. Pierwszym człowiekiem, który chciał mnie zaprosić na festiwal „Bravo Maestro”, był mój kolega z programu Twoja Twarz Brzmi Znajomo, nieżyjący już Paweł Królikowski. Opowiadał z pasją o tym miejscu i o ludziach, którzy tam pracują. Nie mogę się doczekać spotkania z Państwem.

 

Za: Zofia Stopińska /Klasyka na Podkarpaciu/

Na podstawie materiałów organizatorów – R.Z.

Zobacz również:

BOŻENA KWIATKOWSKA część IV

czyli często miałam”pod górkę”…   To kobieta, która urodziła się z batutą w dłoni… To jedna z najbardziej wyrazistych osobowości tarnowskiej kultury, o iście renesansowych horyzontach, kobieta instytucja, a przy tym osoba bardzo ciepła i

Czytaj więcej....

Maraton Festiwalowy

  czyli równolegle filmowy Vitae Valor, Jazz Contest i patriotyczny Viva Polonia.   Od 6 do 11 listopada w mateczniku tarnowskich melomanów, dworku Ignacego Jana Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, wielkiego pianisty i kompozytora, polityka i

Czytaj więcej....
Previous
Next

 

  jak
  Babcia
  przy
  furtce
  stoi

 

  cierpiąc
  na
  zawroty
  historii

 

  Ryszard S.

MALOWANIE SŁOWEM

Ryszard Smagacz

Tryptyk Katyński część I

 

Część I

 

            1940 – 2010 Katyń

to

dla Polaków

ziemia

święta i przeklęta

wojenna

dwie daty

dwie listy

ale

od

teraz

pamięć jedna

 

wtedy

bezimienny guzik

z orzełkiem

teraz

obrączka

z imieniem

prezydenta

 

wtedy

strzały w tył głowy

i milczący las

wokół

teraz

salwy honorowe

Zygmunt i Wawel

i pokój

także my

jakby

nie ci

sami

oby

 

CZYTAJ DALEJ

 

Zapowiedź:

maj – czerwiec 2003 Peregrynacja z kopią Veraikonu: Nowy Sącz, Stary Sącz, Just, Rożnów, Tropie, Jamna, Lipnica Murowana,  Nowy Wiśnicz, Szczepanów, Zabawa, Zawada, Tarnów 
grudzień 2010 – Hotel Tarnovia

maj 2011 – Warszawa – Muzeum Niepodleglości

kwiecień 2012 – Warszawa – Więzienie na Rakowieckiej
lipiec 2013 – Synagoga – Dąbrowa Tarnowska
październik 2014 – Warszawa Żoliborz – Dom Pielgrzyma “Amicus”
listopad 2014/2015 – Tuchów, Ołpiny /Wymarsz/
sierpień 2015 – Ołpiny
luty 2016 – Warszawa – Galeria Porczyńskich
marzec 2016 – Tuchów klasztor
październik 2016 – Tarnów Ratusz
październik 2017 – Tuchów – Kraków – Warszawa

listopad 2018 – Opole

Spektakl teatralny w wykonaniu adeptów TNT

Arkadia – Sybir – Powrót do nieswojego domu

kwiecień 2019

Listopad 2019

Ośrodek Praktyk Artystycznych – Dom Ludowy Maszkienice

Lipiec 2020

Ośrodek Praktyk Artystycznych – Dom Ludowy Maszkienice

Pierwsza premiera online – grudzień 2020

dworek M. Konopnickiej w Żarnowcu

8 wrzesień 2022 – Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu
14 wrzesień 2022 – Gliwice

10 wrzesień 2022 – Suchowola koło Białegostoku
16 wrzesień 2022 – Strachocina koło Sanoka

PREMIERA

28 września 2022, Łomża

_______________________

SPOTKANIA

_______________________

więcej na www.nieteraz.pl 
www.tarnowskikurierkulturalny.pl