Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Zaduszki

Czas zadumy nad kruchością życia. Dla wierzących czas modlitwy za dusze gdzieś tam obecne. Pochylamy się nad grobami bliskich i tych którym nie ma kto zapalić znicza. Wielkie, maleńkie, stare i nowe, komunalne, wyznaniowe, wojskowe, polskie, łemkowskie, ukraińskie, austriackie, radzieckie, choleryczne. Nikt nie potrafi zliczyć ile cmentarzy i cmentarzyków jest na polskiej ziemi. Mam nadzieję, że na każdym nawet tym najbardziej zapomnianym zabłyśnie w Dzień Święta Zmarłych choćby jedno światełko. Wiara w powrót dusz na ziemię zrodziła szereg wierzeń i zwyczajów, których celem było przyjęcie i ugoszczenie zmarłych przodków odwiedzających swoje domostwa i groby w dniu Zaduszek. Pomimo tego, że święto to wprowadził Święty Odilon już w 998 r. a Papież Sylwester II ostatecznie zatwierdził w roku 999 to w Polsce pojawiło się ono dopiero na przełomie XIV/XV w.

W dawnej obrzędowości słowiańskiej, duszom zmarłych przodków poświęcone były cztery święta w roku, których namiastkę znaleźć możemy w dzisiejszych obrzędach Wielkanocy, Zielonych Świątek, Zaduszek i Bożego Narodzenia. Kościół katolicki by zlikwidować ślady pogańskiego kultu, ustanowił jako święto zmarłych dzień Wszystkich Świętych a następnie Dzień Zaduszny.
W dniu Zadusznym dusza wedle wierzeń opuszcza zaświaty, by nakarmić się i ogrzać. Dlatego też na grobach należy palić otwarty ogień gdyż "dusze do tego ognia przychodzą i się grzeją." Ciekawym obyczajem był zakaz bielenia domów, obowiązujący przez cały tydzień poprzedzający Zaduszki a wiązało się to z wiarą, że w ciągu tego tygodnia, dusze odwiedzają miejsca gdzie żyły, wchodzą w szpary domów, a potem niepostrzeżenie odchodzą i nie wolno było im przeszkadzać.
Bieląc ściany można było zachlapać wapnem szczelinę i uwięzić w niej duszę.
W powiecie gorlickim w dzień Zaduszny nie wybierano się w podróż, ponieważ wierzono, że dusze zmarłych wędrują po świecie i straszą napotkanych na drodze.

Był też zwyczaj, że pozostawiano w kościele trumnę, mszał i stułę po to by nieżyjący księża mogli o północy odprawić mszę w obecności dusz nieżyjących mieszkańców parafii. Należało w tym czasie omijać kościół gdyż każdego, kto się w nim znajdzie mogło spotkać nieszczęście.
Znana była też tradycja uczt zaduszkowych spożywanych na cmentarzach, ale ona nie wytrzymała próby czasu. Zanikł też zwyczaj noszenia na groby pożywienia dla dusz, który był formą uczt zaduszkowych.
Był też zwyczaj praktykowany np. w Humniskach koło Brzozowa, że w dzień Wszystkich Świętych bogaci gospodarze wydawali obiady dla dziadów i żebraków, a głównymi potrawami był barszcz i pierogi z kapustą. Obdarowywano też żebraków specjalnie na ten dzień przygotowywanymi wypiekami. Przeważnie były to "bochnoczki" z chleba, lub inne pieczywo.
Dziad- żebrak był symbolem duszy, zaś ofiara posiłku wspartego dziadowską modlitwą wspomagała dusze cierpiące w czyśćcu. Zwyczaj ten wziął początek z bardzo odległych czasów, gdy Zaduszki połączone były z wizytą żywych na cmentarzu. Odbywały się w ten sposób, że rodziny usiadłszy na grobach swoich bliskich rozkładały żywność, jedząc i pijąc symbolicznie częstowali zmarłych.
"Dzień Zaduszny bywa pluśny, niebo płacze a ubogich chlebem raczą, rozdając jałmużnę za duszyczki różne".
To przysłowie było popularne w Polsce jeszcze w drugiej połowie XIX wieku.
Profesor Jan Bystroń tak pisał o Dniu Zadusznym: "Dzień Zaduszny poświęcony pamięci wszystkich zmarłych, ożywiał wspomnienia o dawno już nieżyjących, był to jak gdyby, przegląd tych, którzy odeszli, jak również tych, którzy niepewni dnia i godziny, modlili się za zmarłych."
Taka idea przyświecała naszej kulturze od niepamiętnych czasów a Kościół powiadał: "wiernym Twoim Panie życie się nie kończy, ale się odmienia". Te słowa mają wiernych podtrzymywać na duchu.

Wierzono, że "uroczystości zaduszne są uprzywilejowaną porą wróżb i odgadywania przyszłości, bo nasuwają możność wykorzystania wieszczej siły zmarłych".
Wierzono również, że należy unikać w tym dniu rozstajnych dróg mostów i młynów gdyż można tam spotkać dusze potępione.
Dobrze, ze przetrwał zwyczaj troski o groby zapomniane przynajmniej podczas tego jesiennego święta, chociaż nikt już nie wierzy, że dusza ludzka, o której grobie w tych dniach zapomniano, upomni się o należny jej szacunek pokazując się żywym.
Ks. Jan Twardowski pisał: "śmierć zawsze daje głębsze spojrzenie". Przekraczając bramę cmentarną w te listopadowe dni pamiętajmy, że są to dni szczególnej łączności z naszymi bliskimi, tymi którzy odeszli z tego świata na drugi brzeg. Pomimo że zgasły imiona zmarłych, to zawsze będą świecić ich czyny. Niech te czyny rozświetlą zapalone przez nas znicze.

Cmentarze przybierały różne formy i przechodziły różne koleje losu. Cmentarz oraz sposób grzebania zmarłych odzwierciedla zawsze stosunek poszczególnych społeczeństw czy grup wyznaniowych do śmierci. Cmentarz to również nośnik zjawisk kulturowych oraz zapis obyczajowości ludzi i ich materialnej kondycji.
W starożytności dzięki balsamowaniu ciał dokonywano swoistej sekcji zwłok i wiedza o ludzkim ciele przestawała być tematem tabu. W zderzeniu ze statusem materialnym zmarłego i wiarą w życie pozagrobowe a także kultem ciała uzasadnionym wydaje się budowanie piramid czy katakumb przez starożytnych Rzymian.
O sposobie pochówku mówią również ewangeliczne zapisy. Opis pogrzebu Jezusa jest zawarty najpełniej w Ewangelii św. Jana, który był naocznym świadkiem śmierci i pogrzebu Jezusa. Jezusa pochowano zgodnie z żydowskm rytuałem. Złożono Go w składającym się z dwóch części grobie o długości 2. 07 i szerokości 1. 93 metra wydrążonym w zboczu skały. Ciało Chrystusa owinięto w płótno z wonnościami przyniesionymi przez Nikodema.
Dane archeologiczne i źródła historyczne jedynie w ograniczonym zakresie są w stanie przybliżyć przebieg ceremonii pogrzebowej u dawnych Słowian. Ciało zmarłego śmiercią naturalną przebywało prawdopodobnie przez pewien czas w domu. Ubierano go w najlepsze szaty, nakładano klejnoty a następnie owijano białym płótnem.


Często ciało wynoszono przez okno lub podnoszono belkę podłogową i pod nią wynoszono zmarłego. Innym zwyczajem było umieszczanie na progu topora albo innego ostrego przedmiotu po to by odciąć zmarłemu drogę powrotu. Ciało przenoszono w procesji żałobnej na położony w pobliżu osady cmentarz i tam palono je. Słowianie wierzyli w oczyszczającą moc ognia.
Zmarły aby przejść w zaświaty musiał zostać oczyszczony. Przechodził ze sfery skalanej do sfery świętej z profanum do sacrum. Palono go często w pozycji siedzącej przywiązanego do siedziska, które spalało się razem z nim.
Ówczesne pochówki słowiańskie mogły odbywać się na szczytach pagórków i wzniesień na drzewach i słupach a także na sztucznych stożkowych nasypach. Do dziś na ziemiach polskich odkrywane są cmentarze z grobami w formie małych kurhanów. Odkryto kilka lat temu taki nagrobek w miejscowości Muszkowice na Dolnym Śląsku.


Zmarłym wkładano do grobów pożywienie na drogę w zaświaty. Świadczą o tym odnajdowane w grobach kości zwierząt, zwłaszcza bydła, rzadziej ptaków.
Resztki pokarmów mogą również świadczyć o ucztach jakie odprawiano na cmentarzach. Znajdowane na cmentarzyskach potłuczone naczynia znalazły się tam zapewne zdaniem archeologów w związku z ucztami. Przynoszono w nich pożywienie. Po zakończonej uczcie były one tłuczone.
Uczty pogrzebowe stanowiły ważną część słowiańskiego obrzędu pogrzebowego. Były sposobem czczenia zmarłych i utrzymywaniem więzi pomiędzy zmarłymi a żywymi członkami rodziny i społecznością plemienną.
W okresie reformacji i renesansu nastąpiło zróżnicowanie obrzędów pogrzebowych. Wewnątrz kościołów chowano dostojników kościelnych, fundatorów, rycerzy, książęta. Ściany kościołów stawały się kaplicami grobowymi. Można mówić o formowaniu się prywatnego kultu zmarłych. Pociągało to za sobą zmianę charakteru obrzędowości pogrzebowych.
Pogrzeby ludzi bogatych i zasłużonych nabierały charakteru widowisk i manifestacji natomiast biedotę chowano w mogiłach często zbiorowych chaotycznie sytuowanych w większości bez jakichkolwiek trwałych elementów nagrobkowych. Cmentarze usytuowane były w obrębie kościołów.
Ludzie dążyli w miarę rozwoju miast do posiadania indywidualnych grobów. Cmentarze przykościelne stawały się za ciasne i dlatego w połowie XVIII wieku zaczęto zakładać nekropolie poza murami miast. Wymagało to jednak przełamania barier bowiem dotychczas poza murami miast grzebano ofiary zaraz morowych, przestępców straconych podczas egzekucji, samobójców, włóczęgów, kuglarzy czy aktorów.

W dzień Święta Zmarłych zatrzymajmy się i pochylmy nad mogiłami Tych, którzy znaleźli się "po drugiej stronie życia".
Niech słowa Wisławy Szymborskiej "Umarłych wieczność dotąd trwa dokąd pamięcią im się płaci" będą przypomnieniem, że pamięć o zmarłych odradza żywych.

Tadeusz Mędzelowski