Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

35 lat temu...

Niedawno obchodziliśmy 72 rocznicę Jego urodzin, a już wkrótce minie kolejna 35 rocznica  – wszyscy mówią: śmierci, ale prawdopodobnie jest to rocznica jedynie uprowadzenia (bunkier oprawców na zdjęciu wyżej) ks. Jerzego Popiełuszki - komentuje znany dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński. Przypomnijmy: Jerzy  Popiełuszko (ur. 14 września 1947 w Okopach, zm. 19 października 1984 we Włocławku) to charyzmatyczny kapelan warszawskiej „Solidarności”, obrońca praw człowieka w PRL, zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (jeden z nich, Jan Pękala, po wyjściu z więzienia mieszkał w Tarnowie), błogosławiony i męczennik Kościoła katolickiego. Pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego. W 2015 roku  przeszedł w stan spoczynku prokurator, który badał tę sprawę dwukrotnie – Andrzej Witkowski. Dwa razy w kluczowym momencie odsuwano go od śledztwa, więc go nie dokończył. Niszczono go i szykanowano. Przez lata stał się jednak zwornikiem wiedzy na ten temat. To człowiek-instytucja, jeśli chodzi o wyjaśnienie tej zbrodni. Badał ją od 1990 r. Zbudował cały zespół śledczy, w skład którego wchodziło kilku prokuratorów, kilku policjantów, kilku biegłych, którzy robili kwerendy archiwalne. Całe ustalenia tej 12-osobowej grupy pokazywały jednoznacznie, że ks. Jerzy Popiełuszko nie został zamordowany 19 października 1984 roku. Został wtedy uprowadzony, ale jego męczeństwo było większe niż nam się wydaje, nowe fakty poniżej. W całej tej sprawie nie chodzi „tylko” o wyjaśnienie męczeństwa  bohaterskiego kapelana Solidarności. Chodzi także o to, że na kanwie tej zbrodni zawierano rozmaite pakty i układy. Już 30 października 1984, jak pokazuje notatka, do której dotarł prokurator Witkowski, doszło do spotkania Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka, Mieczysława Rakowskiego, Czesława Kiszczaka i Wojciecha Jaruzelskiego. To była pierwsza rozmowa o tym, co należy robić... W dniu oficjalnego wydobycia zwłok księdza Popiełuszki – bo naprawdę wydobyto te zwłoki, bestialsko zmasakrowane 4 dni wcześniej – jego rzekomi przyjaciele siadają do jednego stołu z tymi, którzy wydali na niego wyrok śmierci. Straszna historia, która dotąd nie znalazła pointy.

Czytaj więcej...

Polska pod krzyżem

„Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!”

Tak nazywa się ogólnopolski modlitewny szturm do nieba, którego kulminacją jest trwająca właśnie narodowa modlitwa pokutna. Data nie jest przypadkowa - 14 września to liturgiczne święto Podwyższenia Krzyża Świętego. W programie głównych uroczystości na lotnisku koło Włocławka gdzie zgromadziło się ponad 60 tyś. ludzi z całej Polski, w miejscu, gdzie 7 czerwca 1991 r. Jan Paweł II odprawił mszę św., znalazły się konferencje duchowe, świadectwa, a także msza święta pod przewodnictwem biskupa włocławskiego, Wiesława Meringa. Nie zabrakło również modlitwy Różańcem Świętym, Koronką do Miłosierdzia Bożego, drogi krzyżowej i adoracji Najświętszego Sakramentu.Podczas wielogodzinnego skupienia na lotnisku w Kruszynie k. Włocławka wierni z całej Polski proszą Boga o łaskę dla najbliższych, sąsiadów, nieznajomych, dla Polski i całego świata. Modlitwa ma również charakter przebłagalny. Akcję modlitewną "Polska pod Krzyżem" współorganizują Fundacja Solo Dios Basta, inicjator m.in. „Różańca do granic” w 2018 r. i „Wielkiej pokuty” w 2017 r., oraz diecezja włocławska. Wierni zgromadzili się na modlitwie również w wielu innych miejscach Polski, np. w sanktuarium na Górze Świętego Krzyża w diecezji sandomierskiej, w Zakopanem na Równi Krupowej czy sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Będą także w łączności duchowej z Kalwarią i bazyliką Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Wielu Polaków modliło się również w miejscu zamieszkania, m.in. w wielu parafiach dziecezji tarnowskiej, jeno nie w samym Tarnowie... a przecież można było zorganizować modlitewne spotkanie np. pod krzyżem na górze Św. Marcina.

Czytaj więcej...

Kościół kontra Żydzi

czyli kto ma racje w sprawie działki, na której stoi kościoł...

Działając jako pełnomocnicy parafii rzymskokatolickiej p.w. Matki Bożej Szkaplerznej w Tarnowie - Markiewicz i Wspólnicy Kancelaria Adwokacka, w związku z publikacją 16 sierpnia w „Gazecie Wyborczej” tekstu Jarosława Sidorowicza i Pawła Figurskiego pt. „Kościół na działce dawnych żydowskich właścicieli. Spadkobiercy walczą w sądzie o jej zwrot” piszą w specjalnym oświadczeniu publikowanym m.in. na portalu www.tarnow.gosc.pl  i www.rdn.pl , że ukazuje się on w trakcie toczącego się postępowania, prezentuje argumenty tylko jednej ze stron sporu, podaje przy tym informacje nieprawdziwe, które jednak wpływają na opinię publiczną, wypaczając obiektywny ogląd sprawy. Już pierwszy akapit tekstu: „Kościół parafii Matki Boskiej Szkaplerznej w Tarnowie stoi na działce nielegalnie przejętej od spadkobierców żydowskiej rodziny” - jest nieprawdziwy. Nikt nie „przejmował” działki, na której stoi kościół, ale została ona nabyta, czyli kupiona od osoby, która przedstawiała swe uprawnienia właścicielskie.  Autorzy podkreślają kilka wierszy dalej: „…nikt z jej bliskich działki nigdy parafii nie sprzedał”, co oznacza, że działka jednak była sprzedana, faktycznie - nie przez osobę bliską, ale …pełnomocnika”, który został wymieniony z imienia i nazwiska: „Jerzy Poetschke za uratowanie w czasie wojny Blanki Goldman został w połowie lat 90. przyjęty w poczet Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Wnosił o to Henryk Drillich, mąż Blanki.” Nabycie praw przez Jerzego Poetschke zakwestionował sąd już po tym, jak sprzedał on parafii działkę. Wznowione zostało postępowanie, apelację od tej decyzji wniosła parafia i córka zbywcy i apelację tę sąd oddalił. Warto przy tej okazji przypomnieć niezwykłą historię tej rodziny, którą interesująco opisał  kilka lat temu na łamach Gazety Krakowskiej Jerzy Reuter – ceniony tarnowski prozaik i publicysta.

Czytaj więcej...

„Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa”

Takie hasło, nawiązujące do aktualnie trwającego w diecezji V Synodu, towarzyszy tegorocznej 37 Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej, która odbywa się w dniach 17 - 25 sierpień. Na te dziewięciodniowe rekolekcje w drodze (w tym roku kaznodziejską posługę pełni ks. bp. S. Salaterski), podczas których do przejścia jest około 230 kilometrów (od 20 do 37 km. dziennie), wyruszyło około 10 tysięcy pielgrzymów. Tarnowskie pątnictwo swoją historią sięga 1982 roku. Każdego lata z Tarnowa na Jasną Górę dwiema różnymi trasami podąża niezliczona rzesza pielgrzymów. Są oni podzieleni na 25 grup, formowanych przy parafiach Diecezji Tarnowskiej. Od Krynicy i Krościenka, przez Nowy Sącz, Tarnów, po Mielec i Dębicę, wierni ziemi tarnowskiej łączą się w drodze do Matki Częstochowskiej. I choć dla wielu pobudki do wyruszenia na pielgrzymi szlak są różne, cel pozostaje niezmienny. To podjęcie osobistej próby pogłębienia swojej relacji z samym Jezusem poprzez – niejednokrotnie ciężką – wędrówkę przed Tron Matki Najświętszej – Królowej Polski. Tradycyjnie Pielgrzymkę rozpoczyna modlitewne spotkanie na placu przed katedrą (oblężona jest wówczas cała starówka), skąd po Mszy Św. następuje uroczyste rozesłanie grup pielgrzymkowych. W tym roku  Msza św. na pl. Katedralnym rozpoczęła się o 6.30. Przewodniczył jej bp Andrzej Jeż. - To bardzo ważne, żebyśmy uświadomili sobie, iż wędrujemy razem w Kościele, jako wspólnota uczniów, wspólnota wierzących – podkreślił biskup w homilii, którą wygłosił w czasie Mszy św. inaugurującej pielgrzymkę. – Nasza wspólnota jest szczególnym, wymownym obrazem naszej diecezji. Łączy nas trwanie w nauce apostołów, trwanie we wspólnocie Kościoła i trwanie z Chrystusem w łamaniu chleba . Bp. ordynariusz. zwrócił uwagę, że choć pielgrzymów na szlaku jest tak wielu, to nie są oni anonimowi. – Jesteśmy braćmi i siostrami. To bycie razem jest niezwykle istotne w byciu wspólnotą, ludzie bowiem najbardziej boją się wyobcowania, samotności, również wyobcowania w wierze.

Czytaj więcej...