Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Ugłaskanie sekutnicy

Tak dosłownie brzmi angielski tytuł - Taming of the Shrew - znanego w polskim tłumaczeniu "Poskromienia złośnicy", jednego z najbardziej znanych utworów Williama Szekspira. Komedia napisana około 1592, wydana w tzw. Pierwszym Folio (1623) jest jednym z pierwszych dzieł Szekspira. Zbudowana jest z pięciu aktów, akcja rozgrywa się w Padwie. Podobnie jak inne komedie Szekspira kończy się happy endem. Ważniejszych polskich inscenizacji dokonali m.in Zygmunt Hübner i Krzysztof Warlikowski. Ekranizacji tej sztuki dokonał w 1967 włoski reżyser Franco Zeffirelli z Elizabeth Taylor i Richardem Burtonem w rolach głównych. W 1980 BBC zrealizowało w ramach projektu The Complete Dramatic Works of William Shakespeare wersję w konwencji teatru telewizji, w której w rolę Petruchia wcielił się brytyjski aktor komediowy John Cleese. Teraz z tym legendarnym tekstem postanowił zmierzyć się ciągle jeszcze nowy dyrektor artystyczny tarnowskiego teatru Marcin Hycnar, realizując pierwszą z zapowiadanych inscenizacji pod hasłem "kobiety o kobietach". Nic też dziwnego, że reżyserię powierzył koleżance z Teatru Narodowego w Warszawie, z którym jest związany od lat - młodej aktorce i reżyserce (debiutowała w tej roli w ubiegłym roku w Teatrze Nowym w Poznaniu) Annie Gryszkównie. - Szekspirowi potrzebna jest wyraźna konwencja, jeżeli nie używamy typowych form szekspirowskich, czyli kryz, drewnianych szpad, rajtuzów i tego, że w jego teatrze kobiece role grali mężczyźni, musimy użyć wyraźnego obrazu. Takim wyrazem dla mnie jest właśnie włoskie miasteczko lat pięćdziesiątych. Bardzo ważna jest tutaj umowność kostiumów i typów charakterologicznych – opowiada Anna Gryszkówna, reżyser przedstawienia. Współczesne stroje bohaterów i nieoczywista scenografia Katarzyny Szczurowskiej i Anny Skupień wraz z muzyką Andrzeja Perkmana dopełniają tarnowską interpretację przedstawienia. Premiera "Poskromienia złośnicy" już w najbliższą sobotę, 30 grudnia, o godz. 18:00. Poniżej wywiad z Anną Gryszkówną,  przeprowadzony przez Weronikę Siemek i Angelikę Węgrzyn dla „Kulis Solskiego”, który ukaże się w styczniowo-lutowym numerze tego teatralnego periodyku.

Szekspir jest bardzo aktualny, ale czasami trzeba z nim troszeczkę podyskutować

Dyrektor artystyczny tarnowskiego teatru, pan Marcin Hycnar, zapowiedział ten sezon teatralny pod hasłem „Kobiety o kobietach”. Poskromienie złośnicy jest spektaklem inauguracyjnym. Co w takim razie Pani, jako reżyserka, ale także jako kobieta, chce przekazać współczesnemu widzowi, wystawiając tę sztukę?

Zawsze historie, które jako reżyser biorę na warsztat, o których chcę opowiadać, które mnie intrygują, są poniekąd historiami troszeczkę o mnie, gdzieś musi być zawsze nutka osobistego sentymentu, ciekawości, biografii, jakiegoś elementu z życia. Poskromienie złośnicy jest właśnie taką historią. Wydaje mi się, że w ogóle kobiety mogą w postaci Katarzyny, naszej głównej bohaterki, znaleźć cień swojej osobowości, znaleźć coś, co towarzyszy każdej z nich, czyli nutę dzikości, jakiegoś buntu, nieujarzmienia, ciekawości świata, wiary, że wszystko jest możliwe, pewnej niepokorności. Dlatego też chcę opowiedzieć tę historię, aby kobiety mogły się przejrzeć w zwierciadle i zobaczyć, że każda z nas ma szansę na wielką miłość, na ciekawe, pełne przygód życie, ważne jest tylko, żebyśmy umiały po nie sięgać. I pragnę po prostu im przypomnieć, że są totalnie odważne, bohaterskie, dzielne i bardzo, bardzo silne, że mają szansę na najlepsze z możliwych żyć. Stąd Katarzyna, stąd ta historia. Opowiadanie o kobietach, przyglądanie się im jest bardzo interesujące, bo tą są ciekawe dusze, zresztą uważam, że wszystkie babki są megaciekawe.

Czyli sądzi Pani, że to, o czym pisał Szekspir, jest jak najbardziej aktualne także dzisiaj?

Jeśli chodzi o Poskromienie złośnicy, to chyba staram się troszeczkę polemizować z Szekspirem. Jednak od napisania tej sztuki już sporo czasu minęło, a tamto szekspirowskie pojęcie poskramiania, ujarzmiania kobiety, próba wydarcia jej dzikości, stworzenia z niej takiego miłego, ciepłego kotka spotykała się z powszechną aprobatą. Wydaje mi się, że nie tylko czasy się bardzo zmieniły, lecz także stosunek i nastawienie do tego, czym jest „poskramianie”. Dlatego w tym przypadku jest wzięte w cudzysłów, zadajemy sobie pytanie o to, kto tu kogo tak naprawdę poskramia. Czy to Kasia Petruchia, czy Petruchio Kasię? A może rzeczywistość, która ich otacza, próbuje ujarzmić ich, a oni nie chcą się temu poddać? Może to oni ujarzmiają rzeczywistość pełną oczekiwań względem tego, jaka jest funkcja kobiety a jaka mężczyzny? Najważniejsze w tym wszystkim jest dla mnie to, skąd i dlaczego rodzi się bunt i u Kaśki, i u Petruchia, dlaczego oni lgną do siebie jako te dwie niepokorne dusze, które nie chcą sprostać oczekiwaniom w sposób banalny i jednowymiarowy. Myślę więc, że owszem, Szekspir jest bardzo aktualny, ale czasami trzeba z nim troszeczkę podyskutować, przyjrzeć się mu z innej strony.

Czy w takim razie Poskromienie złośnicy jest spektaklem dla każdego, czy być może odbiorcami są przede wszystkim kobiety?

Na pewno jest spektaklem dla każdego. Panowie powinni przyjść, aby zobaczyć, czego kobiety mogą od nich oczekiwać, przekonać się, jaki w tej chwili jest typ casanovy, donżuana, może właśnie wbrew powszechnej opinii wcale nie trzeba być Bóg wie kim. Jest taki piękny cytat z Poskromienia złośnicy, są to słowa Petruchia, który mówi: „Och, wy naiwni! Gdybyście widzieli, jak łatwo nawet tchórzliwy niedojda poskromi choćby najkrnąbrniejszą wiedźmę, gdy ich zostawić z sobą i drzwi zamknąć!". Chodzi o to, że tak naprawdę, jeśli dusze są sobie pisane, to wystarczy zostawić je w spokoju i one się odnajdą. Nie należy im przeszkadzać. Poza tym w spektaklu jest bardzo dużo muzyki, sporo tańca, jasności. Poskromienie złośnicy, tak jak to zapisał Szekspir, jednakowoż jest komedią, więc bardzo bym chciała, aby ludzie się dobrze bawili, żeby widz się cieszył z tego, że może tę historię oglądać, a dodatkowo, jak się przez chwilę zastanowi nad swoimi relacjami w rodzinie, w społeczeństwie, w związku, to będzie bardzo dobrze. Właśnie na tym by mi zależało, na stawianiu sobie pytań, ale jednocześnie na dobrej zabawie.

W spektaklu zagrają gościnni aktorzy. Skąd pomysł na to, aby zaangażować nowe osoby?

W Poskromieniu złośnicy występuje dużo młodych osób, w zespole po prostu brakowało „siły roboczo-twórczej”. Byłam też bardzo ciekawa ludzi, którzy dopiero teraz kończą szkołę, jaki jest ich punkt widzenia na Szekspira, jak się mierzą z wierszem, czy jeszcze mowa wiązana, język poetycki, coś im mówi, czy są w stanie operować dzisiaj tym językiem. Poza tym młodzi ludzie mają sporo świeżej energii, a do tego spektaklu potrzeba jej bardzo dużo, dlatego też wampirycznie się nimi karmię.

Czy zarówno reżyser, jak i aktorzy muszą się zmierzyć z jakimiś trudnościami charakterystycznymi dla tekstów Szekspira?

Nie ukrywam, że mówienie wierszem jest wielką sztuką, a mówienie wierszem, tak żeby ktoś inny to zrozumiał i żeby mu się to podobało to ocean piętrzących się trudności. Pierwsze, co robiliśmy na próbach czytanych, to było przebijanie się przez wiersz, traktowanie go jak mowę potoczną. Uczyliśmy się operować językiem wiersza, aby brzmiał jak normalna, zwykła, uliczna rozmowa w sklepie, na przystanku. I to było naszym hasłem przewodnim, żeby wiersz przestał być czymś odległym, a stał się naszym wspólnym mówieniem, naszym wspólnym komunikowaniem. Mam nadzieję, że to się udało, choć jeszcze niektórzy cały czas mają z tym problem, bo dyscyplina jedenastu sylab, średniówki i klauzuli determinuje. Nie można mówić własnymi słowami, jeśli się zapomni słowa „azaliż” nie da się go zamienić na „tudzież”. Trzeba się do tego mocno przygotować, ćwiczyć i cały czas powtarzać tekst, jednocześnie trzymając rytm, trzymając myśl i nie spadając ze schodów, które są głównym elementem scenograficznym, co też jest dużą trudnością, żeby te schody poskromić, tańczyć na nich i udawać, że w ogóle nie stanowią problemu.

Kostiumy też będą nawiązywały do tamtych czasów, czy będą bardziej współczesne?

Całą historię opowiadam w konwencji lat 60., czyli w nawiązaniu do musicalu Grease, filmu Co się zdarzyło Peggy Sue. Chciałabym, żeby Katarzyna i Petruchio byli takimi postaciami z musicalu Hair, w którym buntownicy, dzieci kwiaty już próbują rozbić skostniały system różowych sukieneczek na krynolinie. Urokliwa scenografia i kostiumy, cudowna muzyka, dowcipna choreografia i historia pewnej miłości w realiach włoskiego miasteczka lat 60. to wszystko na scenie Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie już 29 grudnia.

Gramy:  29 grudnia, pokaz przedpremierowy, godz.18:00, 30 grudnia PREMIERA, godz. 18:00,

31 grudnia, godz. 17:00 i 20:00 pokazy sylwestrowe.

10, 11 lutego, godz. 17:00 oraz 14 lutego, godz. 18:00.

Źródło – Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie (zdjęcia Artur Gawle)

R.Z.