Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

„Koniec świata” w Opolu

To kolejny artystyczny przystanek znanego i docenianego w całej Polsce, jeno nie u siebie w Tarnowie, Teatru Nie Teraz. Graliśmy tam, w auli Wyższego Międzydiecezjalnego Seminarium Duchownego, w niedzielę 27 maja, przy wypełnionej sali i z owacją na stojąco. Podobnie było także 14 czerwca w Świdniku /Lublina i dzień później w Radomiu oraz 18 i 19 czerwca we Wrocławiu, gdzie prezentowaliśmy zbliżającą się do setki odsłon, „Balladę o Wołyniu”. A już we wtorek 3 lipca wyjeżdżamy z tym spektaklem do Konina, Bytomia i Częstochowy. W kończącym się sezonie graliśmy jeszcze nasze spektakle w Tuchowie, Krakowie, Warszawie, Tarnowie, w Wołowie i Lubiążu na Dolnym ŚląskuZaś nowy sezon rozpoczniemy  „Wyklętymi” 26 sierpnia  na zamku w Gołubiu, skąd pojedziemy do Gdańska, gdzie 28 sierpnia zagramy Teatrze Wybrzeże ten jakże ważny spektakl na obchodach 100-lecia odzyskania niepodległości /w rocznicę śmierci Inki/.  Dobrym przykładem udanego sezonu TNT była recenzja „Końca świata” pióra Wacława  Grzybowskiego na opolskim portalu: szkołanawigatorów.pl - „ O wierze, pierwszych krokach i ostatnich ludziach, czyli Tomasza Antoniego Żaka „Koniec świata. Dramat, który nie ma końca" w realizacji Teatru Nie Teraz  z Tarnowa – opowieść doskonała.”

Dokładniej zbliżająca się do doskonałości. I to właśnie jest wielką atrakcją tej sztuki. Ponieważ to zbliżanie się do doskonałości sztuki Tomasza Antoniego Żaka sprawia, że widzowie współtworzą jej interpretację. Ja obejrzałem ją w warunkach nie całkiem odpowiadających zamysłowi autora, w auli opolskiego Seminarium Duchownego, zbyt dużej na taką inscenizację, trudną do całkowitego zaciemnienia i oświetlenia punktowego, które jest potrzebne w niektórych scenach. Mimo to, zespół znakomitych i, co najważniejsze, głęboko zaangażowanych aktorów, doskonale poradził sobie z tymi warunkami.

Współtworzenie sztuki ze strony widzów polega na interpretacji, na tym, że spektakl ten budzi kilka przynajmniej pytań. Mimo że fabuła jest prosta, niemal lapidarna, prawie jak z filmu sensacyjnego. Nie mogę państwu jej zdradzić, żeby nie zepsuć efektu. Mogę tylko przekazać moje wrażenia w formie metaforycznej. A więc wszystko zaczyna się od wstrząsu, który zamienia się w pełne niepokoju wibracje. Potem mamy długą ciszę przed burzą, w której aktorzy przeżywają swoją ucieczką od nieludzkiego świata. Doskonałość tej fabuły zawiera się również w tym, że opowiada o pierwszych krokach sumienia, i pierwszych krokach w wierze ludzi ostatnich, prawie takich jak my, żyjących w czasach, mogłoby się zdawać, znacznie gorszych niż nasze, ale to tylko nam się tak zdaje. Bo czasy „stworzone” przez p. Żaka są tak naprawdę czasami odzwierciedlonymi, są bowiem tuż tuż, „zaraz obok”, na wyciągnięcie ręki, nie w jakiejś przyszłości, ale teraz, tylko jakoby „za ścianą”, „za zakrętem”. Ofiary prześladowań i przestępstw, zwłaszcza przestępstw biurokratycznych, dokonywanych w tzw. „majestacie prawa”, ludzie szukający pomocy u prawników ze Stowarzyszenia Niepokonani'2012 nie mieliby tu żadnych wątpliwości.

Nie będę zdradzał zakończenia nawet w zawoalowanej metaforze, żeby niczego nie zepsuć. Powiem tylko, że choć tytułowy koniec świata nie jest jego fizycznym końcem, to jednak jest on dosłowny. Jest bowiem zaznaczony jako konieczne przejście z zagrożonego radykalnym złem świat stworzonego do świata nadprzyrodzonego, jako przejście zbawienne, jako ratunek przed złem, jako granica, która jest jednocześnie zbawiennym pomostem.

Jeśli widz obejrzy tę sztuką w okresie, gdy doświadcza jakichś burzliwych problemów np. zawodowych, finansowych lub rodzinnych, tak jak piszący te słowa, pozostaje w nim odczucie bliskie wstrząsu, odczucie, że sztuka ta jest właśnie o nim i o jego bliskich. I dlatego jest to opowieść doskonała. Docierająca do swojej doskonałości w takim właśnie odkryciu.

Kilka dni temu p. Jarecki odpowiedzialnością za niesprawność polskiej ekipy piłkarskiej obarczył praktykowanie tzw. kultu cargo, zaś p. Maciejewski przeniósł tę metaforę na polską literaturę, sugerując, że z racji literackiego kultu cargo, czyli magicznego podejścia do pozorów, polska powieść doskonała dziś jest niemal niemożliwa. A jednak Koniec świata ma w sobie taką doskonałość. Zapewne jest czymś znamiennym, że opowieść ta nie zrodziła się jako powieść literacka. Powstała jako scenariusz, który jako swoją integralną część ma pewien krótki fragment objawień fatimskich, i po jednym cytacie z manifestu masońskiego, z Koranu i z Dżumy Alberta Camus. I nie została wydana w formie książkowej. Przynajmniej na razie. Opowieść ta, jak sądzę, powstała w trakcie niemal fizycznego zmagania się z materią czasów ostatnich, na którą wiele światła rzuca fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego zatytułowany „Ostatnia próba Kościoła” (punkty 675-677). Ale nie jestem pewien, czy p. Żak zna ten fragment dokładnie. Nie widzę bowiem w tej sztuce żadnych odniesień do niego.

Zna natomiast ducha tego katechizmowego proroctwa, co dostrzegam w samej sztuce, ale również w odpowiedziach udzielanych przez Tomasza Żaka p. Maciejewskiemu w wywiadzie „Komu służy kultura?” (wydanym w zbiorze esejów p. Żaka pod tym samym tytułem). Pyta się p. Gabriel o znaczenie nazwy tego teatru Nie Teraz, czy pochodzi ona stąd, że Żak wciąż słyszał sztampową biurokratyczną odpowiedź na swoje propozycje: „Nie teraz ...”. P. Tomasz zaprzecza i wyjaśnia, że: „Z czasem, tkwiąca w tej nazwie jakaś moc, musiała znaleźć drogę do realizowanej przez Teatr Nie Teraz metody pracy i jej spektaklowych ekspozycji. Stąd pewnie już od ponad 20 lat, 'teatr' dla nas nie dzieje się wtedy, kiedy publiczność spotyka się z aktorami, czyli podczas spektaklu. Wtedy zdarza się coś, co ja nazywam iluminacją, przepływem energii. Teatr prawdziwy zdarza się przed i po. To 'przed' może trwać długimi miesiącami, kiedy spektakl się buduje, kiedy rośnie w głowach jego twórców i podczas prób.” (Tomasz Antoni Żak, Komu służy kultura?, str. 265-266) A zatem p. Żak jest budowniczym sztuk. On sztuki buduje z konkretnego materiału. I ja mu wierzę. Widziałem to albowiem na własne oczy.

W innym miejscu p. Żak wyraża przekonanie, że przeciętny statystyczny konsument bieżącej tzw. kultury, czyli indoktrynacyjnej papki zakwalifikuje go jako „fundamentalistycznego oszołoma”, bo przecież „świat się zmienił” i nie żyjemy już „w średniowieczu”. „Tymczasem, mówi pan Żak, świat się nie zmienia, tylko gadżety. Człowiek jest natomiast taki sam jak w Średniowieczu, czy w czasach biblijnych i takim samym kuszeniom podlega i tak sama stoi przed nim alternatywa: albo Niebo albo Piekło.” (str. 258) I to jest ów konkret, na którym buduje p. Żak: człowiek, Niebo, piekło. Bóg i człowiek, i gdzieś tuż tuż, wbrew Bogu i człowiekowi, pyszniące się piekło.

Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć ten spektakl, nie marnujcie okazji. To jest wydarzenie niebywałe. Po spektaklu poświęćcie chwilę, żeby pomóc aktorom i p. Żakowi w rozebraniu scenografii i zapytajcie ich, o to, czego nie zrozumiecie. Ja tak zrobiłem. I nie tylko usłyszałem kilka ważnych zdań, ale i zobaczyłem p. Żaka i jego ekipę z bliska, że tak powiem, przy robocie. Nie wiem, czy będziecie mieli te same odczucia, ale ja zobaczyłem konkretnego, żylastego faceta, wzrostu z metr dziewięćdziesiąt, oddanego bez reszty tzw. konkretowi, acz „stąpającego po szczytach”, tzn. szczegóły traktującego odpowiednio do ich znaczenia, faceta, który się nie piórka i wygarnie, co myśli. Od razu. Zresztą pośrednio wyraził mi wdzięczność za „kontakt z publicznością”, a więc zależy mu na nim. Jak mało komu. Zadałem mu bowiem kilka pytań nie tylko moich, ale również od moich przyjaciół, z którymi w ciepły wiosenny wieczór komentowaliśmy sobie to wydarzenie na gorąco bezpośrednio po zakończeniu spektaklu. I to też jest walor tej sztuki, spotkanie z przyjaciółmi, dla których w kieracie roboty niewiele mam czasu.

Wacław Grzybowski - 23 czerwca 2018

Zdjęcia - Artur Gawle