Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Czas próby

Lato za pasem, a co za tym idzie sezon ogórkowy tuż, tuż… A tymczasem prześwietny magistrat ogłasza serię konkursów na kierownicze stanowiska w miejskich placówkach kulturalnych czyli Tarnowskim Centrum Kultury, Galerii Miejskiej BWA, Miejskiej Bibliotece Publicznej oraz w Teatrze Miejskim. Ta ostatnia obsada budzi największe zainteresowanie, bowiem warunki konkursu jednoznacznie eliminują obecnego dyrektora naczelnego teatru Rafała  Balawejdera, który, jak wieść gminna niesie, nie ma dyplomu magistra a jedynie licencjata, a to podstawowy warunek przystąpienia do konkursu. Jak tłumaczy rzecznik prasowy prezydenta Ireneusz Kutrzuba, ogłoszenie konkursu nie oznacza, że są jakieś zastrzeżenia do Rafała Balawejdera. – Do dyrektora teatru nie ma żadnych zastrzeżeń, jest dobrze oceniany, startując w konkursie, przedstawi swoją koncepcję dalszego działania, taka motywacja. W przypadku przeprowadzenia konkursu kandydaci na dyrektorów muszą się koncepcyjnie w bardzo dużym stopniu wykazać. Chodzi m.in. o to aby sprawdzić jak ci ludzi, którzy będą chcieli zając te stanowiska myślą o rozwoju konkretnych instytucji. To rodzaj weryfikacji, której powinni się poddać. Otwartym pozostaje pytanie – dlaczego teraz, skoro kadencje rzeczonej dyrektorskiej czwórki  kończą się w tym lub przyszłym roku. Czyżby to był rodzaj przedwyborczej gry, efekt politycznego dilu przed jesiennymi wyborami… Dopowiedzmy, że do tej pory dyrektor Solskiego mianowany był bez konkursu przez prezydenta za zgodą ministerstwa. No, chyba że kompletnie nie udana, by nie rzec wręcz amatorska, ostatnia premiera bajki o Królu Maciusiu I zmieniła optykę patrzenia na teatr - ale to trzeba raczej między bajki włożyć…

Czytaj więcej...

TANGO

czyli Tarnowski Teatr im. Ludwika Solskiego zaprasza do tańca

Dramat Sławomira Mrożka liczy sobie ponad pół wieku - dywaguje Katarzyna Cetera. Tekst został opublikowany po raz pierwszy w 11. numerze „Dialogu” w roku 1964, a prapremiera odbyła się już rok później w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (reż. Teresy Żukowskiej) – ale zaraz potem spektakl zaprezentowano w Warszawie (Erwin Axer) w Krakowie (Jerzy Jarocki) i w Belgradzie (Miroslav Belović). TANGO było pierwszą sztuką, którą Mrożek napisał po opuszczeniu kraju. Tekst jest już zatem wiekowy – a więc także jego adaptacje sceniczne będą „po przejściach”. Sztukę zdjęto ze scen polskich już w 1968 r. na skutek interwencji cenzury (Mrożek był łaskaw na łamach prasy zagranicznej wypowiedzieć się bowiem przeciwko interwencji zbrojnej wojsk sowieckich w Czechosłowacji), ale – niestety dla cenzorów - jego adaptacje cieszyły się sporą popularnością za granicą: spektakl Erwina Axera grany był w Düsseldorfie ponad dwieście razy, z sukcesem prezentowano TANGO również na Berlińskim Festiwalu Teatralnym i Festiwalu Teatralnym we Florencji. Furorę wywołało także w Nowym Jorku (przedstawienie w reżyserii Heinza Engelsa grano tam przez dwa lata) – nie mówiąc o Helsinkach, Genui, Hajfie i Londynie (Royal Shakespeare Company już w 1966 r). Popularność zagraniczna utrzymywała się również w latach 90. XX wieku; źródła głoszą, że w pierwszej połowie tamtej dekady prawa do wystawienia TANGA udzielono 24 teatrom poza Polską.

Czytaj więcej...

Nareszcie normalność…

czyli Tango po tarnowsku

… Wyszliśmy z założenia, że tekst i tak jest bardzo aktualny bo dotyczy procesów, które zachodzą zawsze. Jeżeli więc Mrożek wziął odpowiedzialność za słowo, to ja mogę wziąć za jego opracowanie. To świetnie napisany tekst. Nie ma sensu pisać go na nowo. – mówił podczas konferencji prasowej poprzedzającej tarnowską premierę „Tanga” jego reżyser Edward Wojtaszek. Napisana ponad pół wieku temu groteskowa tragikomedia "nie chce się zestarzeć" i z przenikliwością oraz poczuciem humoru opisuje także nasze czasy. Wciąż wiele może powiedzieć o współczesnej Polsce i procesach, jakie w niej zachodzą. Zawsze znajdzie się jakiś Artur, który za wszelką cenę próbuje przywrócić porządek zastanego świata i jakiś Edek, który czai się tuż za plecami tego pierwszego. Twórca tarnowskiego „Tanga”  zapewnia, że nie dostosowywał go do współczesnych czasów. – Zawsze da się uwspółcześnić, ale pytanie, czy warto? Już to samo powoduje, że z szacunkiem chylę czoło przed młodą ekipą realizatorów. I dobrze, że Edward Wojtaszek uznany reżyser i profesor Warszawskiej Akademii Teatralnej nie uległ presji teatralnych rewolucjonistów i stworzył dzieło udanie łączące tradycję z nowoczesnością. I chociaż na sobotniej premierze 11 maja nie było owacji na stojąco i pomimo że rzecz trwa ponad dwie godziny w powszechnej opinii jest to sukces, jakiego od dawna  w Solskim nie było. Walnie przyczynili się do tego świetnie dysponowani aktorzy, że wymienię tylko Filipa Kowalczyka – brawurowo kreującego rolę Artura, Tomasza Wiśniewskiego – znakomitego Edka, szczególnie w drugim akcie (42 lata temu rolę tę grał w Solskim Andrzej Grabowski), Mariusza Szaforza – Eugeniusza, który pomimo senioralnego wieku imponuje znakomitą formą. Gorzej z paniami, szczególnie zawodzi Matylda Baczyńska, zupełnie bez pomysłu na siebie. Wszystko rekompensuje finałowe tango w rewelacyjnym wykonaniu panów Szaforza i Wiśniewskiego. Brawo!      

Czytaj więcej...

W teatrze jak na wojnie 2

W Teatrze Polskim we Wrocławiu właśnie słychać dzwonek przed następnym aktem dramatu - diagnozuje tamtejszą sytuację w kolejnym  tekście reżyser Tomasz A. Żak, twórca Teatru Nie Teraz, ceniony publicysta,  odznaczony niedawno przez Prezydenta RP  Srebrnym Krzyżem Zasługi. Tam od lat, niemal modelowo, etos artystycznej służby Ojczyźnie wypala się niczym kwasem. Ludzie lubią historie w odcinkach. Serial to nic nowego w kulturze. Tak przecież powstawało wielkie dzieło Sienkiewicza pisane „ku pokrzepieniu serc” Polaków. Niestety, dzisiaj jest inaczej, o czym świadczy nawet nazewnictwo. Rozłożoną w czasie opowieść określa się słowem przywołującym niezbyt dobre skojarzenia – tasiemiec.  Jest i inne, chyba nawet brzydsze określenie – telenowela. I z taką właśnie „historią” mamy do czynienia we wrocławskim Teatrze Polskim. I bardzo trudno byłoby tam doszukiwać się jakiegoś „pokrzepienia serc”.

Czytaj więcej...