
czyli
SKRZYŻOWANIE.
Wieczór 20 maja 2025 roku w Centrum Sztuki Mościce zapisał się w pamięci tarnowskiej publiczności jako wydarzenie niezwykłe – relacjonuje nasza krakowska korespondentka Katarzyna Cetera. Tego dnia tarnowianie po brzegi zapełnili liczącą sześćset miejsc salę widowiskową. Okazja też była nietuzinkowa – najpierw projekcja filmu SKRZYŻOWANIE w reżyserii Dominiki Montean-Pańków, a potem tarnowska publiczność miała okazję uczestniczyć w półtoragodzinnej rozmowie z Janem Englertem – wybitnym aktorem, reżyserem, nauczycielem, człowiekiem-instytucją. Spotkanie poprowadził Łukasz Maciejewski, tarnowianin, filmoznawca, krytyk i eseista, w ramach swojego autorskiego cyklu „Goście Łukasza Maciejewskiego.

W swoim debiucie fabularnym Dominika Montean-Pańków proponuje widzom kino nastroju, ciszy, pauzy i ciężkiego oddechu. SKRZYŻOWANIE nie udaje filmu wielkich tematów, choć opowiada o sprawach najważniejszych – starzeniu się, relacjach, przemijaniu. Bez patosu, bez tezy, bez łatwego sentymentalizmu.
Oś dramaturgiczna jest prosta: Tadeusz (Jan Englert), emerytowany lekarz, wiedzie spokojne życie u boku żony Heleny (Anna Romantowska). Czerpie z uroków życia i domu z ogrodem, w którym wraz z żoną planują wyprawić wesele ukochanej wnuczki. Sielankę burzy tragiczny wypadek samochodowy, w którym ginie młody motocyklista. To wydarzenie rzuca cień na małżeństwo i odsłania pęknięcia w relacji z synem. W życiu Tadeusza pojawia się również kobieta, pod wpływem której zaczyna podejmować zaskakujące decyzje dotyczące najbliższych… Nie, nie w tym sensie, o którym myślicie.

Film oparty jest na teatralnym szkielecie – to przede wszystkim opowieść o dialogu, o spotkaniu, o obecności. Ale reżyserka nie zatrzymuje się na poziomie słów. W SKRZYŻOWANIU równie ważne jak wypowiedzi są spojrzenia, przerwy, niedopowiedzenia. Dużą rolę gra przestrzeń – niemal ascetyczna, niefotogeniczna, ale właśnie dzięki temu prawdziwa.
Miasto, w którym rozgrywa się akcja, nie zostało nazwane, ale choć jest przecież tak bardzo nasze, to nie sentyment gra tu pierwsze skrzypce. To raczej rodzaj zgody – na to, że przeszłość, jak niewygodne ubranie, już nie pasuje, ale nadal ją trzymamy w szafie.
Obsada to jeden z filarów filmu. Jan Englert gra tu z pokorą człowieka, który wie, że niczego już nie musi udowadniać. Jego Tadeusz nie jest ani bohaterem, ani złoczyńcą – jest człowiekiem, który popełnił błąd i próbuje zrozumieć, ile jeszcze może naprawić. Anna Romantowska z kolei wnosi do swojej postaci czułość i siłę – bez patosu, bez gestów rozpaczy. Ich wspólne sceny to mistrzostwo aktorstwa przez niedopowiedzenie – rozmowa bez słów, dotyk spojrzeniem.

Młodsze pokolenie aktorów – Martyna Byczkowska jako wnuczka Anny i Michał Czernecki jako syn Marka – pokazuje z kolei, jak przeszłość odbija się echem w tych, którzy nie mają z nią bezpośredniego kontaktu. Czernecki gra mężczyznę zbudowanego z przemilczeń, Byczkowska z każdą kolejną rolą dojrzewa w ekspresji – tu również tworzy postać nieoczywistą, z cieniem buntu, ale i z empatią.
Nie jest to film „ładny” – ani w sensie wizualnym, ani dramaturgicznym. Nie podsuwa emocji na tacy, nie proponuje rozwiązań. To raczej film-zagadka. Albo film-modlitwa. O tym, że życie nie toczy się liniowo. Że czasem najważniejsze jest, by zdążyć na spotkanie, które nie zmieni nic – poza naszym spojrzeniem na świat.

SKRZYŻOWANIE to kino powściągliwe, bliskie wrażliwości filmów Urszuli Antoniak czy Małgorzaty Szumowskiej z wczesnego etapu kariery – bez patosu i łatwego sentymentalizmu. Tu – równie ważne jak wypowiedzi – istotne są spojrzenia, przerwy, niedopowiedzenia. Dużą rolę gra także przestrzeń – niemal ascetyczna, niefotogeniczna, ale właśnie dzięki temu prawdziwa. Montean-Pańków rezygnuje z dramatycznych zwrotów akcji. Zamiast tego proponuje coś rzadkiego – uważność.
Ten film nie daje łatwej satysfakcji, ale zostaje w pamięci. Jak rozmowa, której się nie odbyło, ale do której wraca się latami. Jan Englert za rolę w tej produkcji został nagrodzony podczas tegorocznej edycji Konkursu Polskich Filmów Fabularnych za najlepszą rolę męską – jest to jego pierwsza nagroda za rolę w filmie fabularnym.
Łatwo jest zrobić film o starości. Trudniej o dojrzałości. A najtrudniej – o milczeniu, które boli bardziej niż krzyk. Dominika Montean-Pańków wybrała tę najtrudniejszą drogę. I wyszła z niej zwycięsko.

W Centrum Sztuki Mościce, bezpośrednio po projekcji filmu odbyło się spotkanie z Janem Englertem, prowadzone przez Łukasza Maciejewskiego. Aktor, stojąc przed publicznością, podzielił się refleksjami na temat swojego życia i kariery: Stoję przed Wami – mówił – jako człowiek, który przeżył już prawie całe swoje życie, doświadczył naprawdę wiele, zrozumiał może nie tak wiele, ale tym, co zrozumiał, chce się podzielić. Mówił bez pozy, bez dystansu. Nie aktor do publiczności, lecz człowiek do ludzi.
Rozmowa dotyczyła nie tylko filmu SKRZYŻOWANIE, w którym Englert wcielił się w postać Tadeusza Jastera, ale również szeroko pojętej refleksji nad życiem, przemijaniem i sztuką aktorską. Aktor wspominał swoje początki w filmie, m.in. rolę w słynnym KANALE Andrzeja Wajdy, w którym wystąpił jako nastolatek. Opowiadał też o własnych doświadczeniach z czasów powstania warszawskiego, które przeżył jako dziecko.

Już od pierwszych chwil dało się wyczuć szczególną atmosferę – nie podniosłą, lecz czułą. Po seansie widzowie pozostali w nastroju refleksji i Łukasz Maciejewski tego nastroju nie zburzył. Film nie zostawiał oczywiście przestrzeni na prostą ocenę – tak samo, jak nie daje się zamknąć w jednoznacznych ramach jego bohater. I właśnie o tę złożoność, o wielowymiarowość ról i ludzi, pytał Englerta Maciejewski – z właściwą sobie wrażliwością i uważnością.
Rozmowa toczyła się niespiesznie, bez potrzeby puentowania. Englert z dużą szczerością opowiadał o pracy na planie SKRZYŻOWANIA, o współpracy z młodymi aktorami, ale także o tym, jak zmienia się perspektywa, gdy człowiek zbliża się do końca swojej drogi. – Kiedyś sądziłem, że wszystko jest kwestią wyboru. Dziś wiem, że najwięcej uczymy się wtedy, gdy wybiera za nas los – przyznał.

Maciejewski prowadził rozmowę nie tylko jako dziennikarz, ale jako ktoś, kto doskonale zna i rozumie teatr, film i ich ludzi. Nie było w tym spotkaniu fałszywego zachwytu, była uważność i szacunek. Wśród wspomnień Englerta pojawiła się też opowieść o jego pierwszych krokach w filmie – o roli w KANALE Andrzeja Wajdy, o doświadczeniach powstania warszawskiego, które przeżył jako dziecko, a które – jak mówił – ukształtowały jego stosunek do życia i ludzi. Było to jedno z tych wspomnień, po którym zapada cisza – nie dlatego, że nie ma pytań, ale dlatego, że nie wypada ich zadawać.
Publiczność słuchała uważnie. Sala była wypełniona do ostatniego miejsca. I choć spotkanie trwało blisko półtorej godziny, nikt się nie spieszył, nikt nie ziewał. Pytania z sali były powściągliwe, ale poruszające. Jedna z uczestniczek podziękowała aktorowi nie za konkretną rolę, ale za „sposób obecności” – i to chyba najlepiej oddaje ton tego wieczoru.

Spotkanie z Janem Englertem było ostatnią w tym sezonie odsłoną cyklu Goście Łukasza Maciejewskiego. Zakończenie nie mogło być bardziej symboliczne: rozmowa z artystą, który nie potrzebuje już aplauzu, bo zyskał coś cenniejszego – głęboki rodzaj zrozumienia. Dla siebie, dla ludzi, dla sztuki. Wychodząc z sali, trudno było nie pomyśleć o jednym z jego zdań, wypowiedzianych niemal mimochodem: Najważniejsze rzeczy w życiu dzieją się po cichu. Tarnowskie spotkanie z Janem Englertem było jedną z takich chwil.
Dorobek gigantyczny i dorobek giganta: dwieście ról teatralnych, sto pięćdziesiąt filmowych, tyle samo telewizyjnych, stanowiska, uczelnia, dyrekcja Teatru Narodowego, i postawa kogoś, kto się jednak wymyka.

Jan Englert mniej jest oczywisty, bo się nam wymyka. Żaden z niego brat łata, żaden kolega, stwarza dystans i chroni ów dystans. Stara się mówić o rzeczach ważnych i szanować siebie. Popełniał w zawodzie błędy, ma tego świadomość, ale zwycięstw było zdecydowanie więcej. Wczorajsze spotkanie w Tarnowie takim zwycięstwem było na pewno – napisał o tym spotkaniu Łukasz Maciejewski na swoim profilu.
Katarzyna Cetera
Zdjęcia – Przemysław Sroka (CSM)

















