
czyli
NASZ FESTIWAL O NAS /PODSUMOWANIE/.
Organizatorzy festiwalu TARNOWIANIE od początku stawiali na ideę lokalności: ludzi „stąd” – podsumowuje imprezę nasza krakowska korespondentka Katarzyna Cetera, ich historie, ich wątki artystyczne i naukowe, łączące przeszłość z tym, co tu i teraz. Piąta edycja tego wyjątkowego święta zakończyła się niemal miesiąc temu /bieżąco opisywałam ją na łamach tkk trzykrotnie/, przyszedł więc czas na pofestiwalowe refleksje. Ta piąta, jubileuszowa edycja imprezy moim zdaniem potwierdziła, że festiwal stanowi przedsięwzięcie już na trwałe wpisujące się w kalendarz kulturalny miasta — choć wciąż jeszcze aspiruje, a już nie musi.

Jest coś metafizycznego w tym, że festiwal „ludzie stąd”, w istocie przez kilka wrześniowych dni staje się przestrzenią pamięci. Corocznie w Centrum Stuki Mościce przypominamy sobie — czasem z troską i bólem — kim jesteśmy, skąd przyszliśmy i jak chcemy opowiadać nas i nasze miasto dalej. Piąta, jubileuszowa edycja festiwalu wniosła do tego dyskursu akcenty nowe, mocniejsze — nie tylko przez przestrzeń artystyczną, lecz przez intencję, że to wydarzenie ma sens także wtedy, gdy już zgasną światła.
Tegoroczna edycja festiwalu miała charakter jednocześnie celebracyjny i refleksyjny. Mieliśmy święto, ale też moment zadumy nad tym, co znaczy pamięć, spuścizna, lokalne korzenie. W tym duchu festiwal dedykował sporo uwagi dwóm postaciom, tarnowianom, których już z nami nie ma: Marcinowi Wronie i Romanowi Stępniowi.

W programie festiwalu znalazły się – jak zwykle – spektakle, filmy, wystawy, panele dydaktyczne, warsztaty — wydarzenie eksploruje wiele dziedzin, stara się ogarnąć wiele dyscyplin. To dobry znak, świadczy o aspiracjach interdyscyplinarnych i chęci zainteresowania różnych „typów” publiczności.

Trzy wystawy otwarte w ramach festiwalu przyciągały uwagę licznie zgromadzonej w tych dniach w Centrum Sztuki Mościce publiczności. Pierwsza z nich, W KADRZE NIEOBECNOŚCI: MARCIN WRONA – to wystawa fotografii Piotra Litwica – przedstawiła spojrzenie na warsztat, emocje, sylwetkę reżysera. Druga, FORMA OBECNOŚCI – zaprezentowała rzeźby Wincentego Florka, dialog drewnianej materii z wewnętrzną treścią. Tradycyjnie już przy okazji festiwalu TARNOWIANIE odbyła się wystawa wybranych prac młodych artystów z Liceum Sztuk Plastycznych w Tarnowie. Wystawa NAJLEPSZA RACA ROKU okazała się wyborem dzieł — pokazem świeżych perspektyw i lokalnego potencjału artystycznego. Wystawy były dostępne do dziś – był więc również czas na refleksję także po zamknięciu głównego nurtu festiwalu.

Jednym z najbardziej oczekiwanych momentów festiwalu był wieczór wspomnień poświęcony Marcinowi Wronie — reżyserowi, którego dziesiątą, jubileuszową rocznicę śmierci obchodziliśmy podczas festiwalu. W gronie zaproszonych na to upamiętnienie gości znalazły się nazwiska dobrze znane: Paweł Flis, Paweł Maślona, Małgorzata Kożuchowska, Tomasz Schuchardt. Przyjechali ludzie, którzy z Marcinem Wroną pracowali, którzy z nim rozmawiali, którzy go znali, którym to spotkanie z Marcinem Wroną w jakiś sposób uregulowało życie zawodowe. To oni nadawali ton spotkaniu. Rozmowę – jako gospodarz festiwalu – prowadził Łukasz Maciejewski — i to prowadzenie nadało ceremonii prosty, lecz szczery rytm. Po spotkaniu pokazano ostatni obraz tego reżysera, DEMON — film bliski Wronie, dzieło, z którym związane są emocje, kontrowersje, pamięć.

Obok tej części festiwalu szły projekcje filmowe z komentarzami i panelami — np. projekcja UTRATY RÓWNOWAGI z udziałem Tomasza Schuchardta czy TRIUMF SERCA – amerykańska produkcja z udziałem Marcina Kwaśnego. W takich momentach widać ambicję, by kino festiwalowe było miejscem rozmowy, spotkania, nie tylko pokazu. To pozytyw.

Finał festiwalu był równie wyjątkowy – 21 września odbył się koncert WSPOMNIEŃ CZAR — hołd dla Romana Stępnia, złożony przez jego uczniów, współpracowników, syna Rafała Stępnia, i córkę Joannę, którzy zagrali utwory będące echem jego dorobku. Kompozytor zmarł niedawno, a festiwal przyznał mu pośmiertnie statuetkę „Tarnowianina Roku”.

Dyrektor Centrum Sztuki Mościce, Anna Chmura, w swojej wypowiedzi dla RDN zauważyła wagę dorobku Romana Stępnia i jego wpływ na lokalne środowisko muzyczne: Roman Stępień miał duże osiągnięcia… „Przyczynił się do tego, że osoby, które są wspaniałymi muzykami, znanymi w Polsce i nie tylko, pokochały muzykę pod wpływem Romana Stępnia.” To nie jest zwykły wycinek prasowy — to diagnoza roli mentora i inicjatora, której konsekwencją była Gala WSPOMNIEŃ CZAR.
Syn kompozytora, Rafał Stępień, opisał natomiast program koncertu jako przekrojowy: od wczesnych, młodzieńczych kompozycji z lat 70., przez utwory literackie, aż po jazzowe i te pisane dla Zbigniewa Wodeckiego. To spojrzenie syna — współtwórcy programu — nadało gali wyraz pokoleniowego porządku i troski o dźwiękowy kontekst pamięci.
Muzyczną część festiwalu wzbogacił również jubileusz zespołu TOTENTANZ, który obchodzi 20 lat istnienia — obecny w repertuarze festiwalu jako stały punkt lokalnej sceny.

Festiwal nie zapomniał o młodszych odbiorcach: odbyły się warsztaty montażu filmowego, seanse z rozmowami z twórcami, warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, działania w muzeum ziemi tarnowskiej. To istotny element: budowanie widza, budowanie relacji już od najmłodszych lat.
Co się udało? Ten festiwal postawił na lokalność, z pewnością pokazał – po raz piąty zresztą, że „tarnowianie” to nie tylko pojęcie określające mieszkańców naszego regionu, że to konkretne postaci, historie, twórczość. W tej edycji pamięć Wrony i Stępnia spina program, nadaje mu emocjonalny rdzeń.
Atutem imprezy jest też różnorodność programu: widz miał wybór między teatrem, przez wystawy, po kino, muzykę i warsztaty, mógł także zetknąć się bezpośrednio z twórcą po seansie czy spektaklu. To coś, co buduje zaangażowanie i daje głębszy sens festiwalowi niż „zestaw pokazów”.

Festiwal miał też swój punkt kulminacyjny – niezwykle w tym roku wzruszający. Koncert WSPOMNIEŃ CZAR i gala finałowa okazały się nie tylko muzycznym wydarzeniem, lecz momentem symbolicznym: z jednej strony ślad pamięci, z drugiej – afirmacja kultury lokalnej.
Podczas uroczystej gali finałowej przyznano statuetki dla Marka Mielaka – tarnowskiego przedsiębiorcy i filantropa, Ireneusza Pastuszaka – aktora tarnowskiej sceny. Nagrody otrzymał również zespół TOTENTNZ, Wojciech Nowak – działacz sportowy, prezes KU AZS Akademii Tarnowskiej, Marcin Bania – artysta cyfrowy /grafik 3D/, oraz Ryszard Jasicz – legendarny, emerytowany już wychowawca tarnowskich lekkoatletów. Jego podopieczni odnosili liczne sukcesy na poziomie krajowym. Jasicz jest również autorem Tarnowskiego Biegu Leliwitów, który od 1992 roku odbywa się w Tarnowie, przyciągając biegaczy z całej Polski. Wyróżnienie go statuetką podczas V Festiwalu TARNOWIANIE jest wyrazem uznania dla jego wieloletniej pracy na rzecz rozwoju lekkiej atletyki w regionie. Jego zaangażowanie w promowanie aktywności fizycznej i wychowanie młodzieży w duchu sportowym zasługują na szczególne docenienie.

Tarnowianinem Roku został pośmiertnie Roman Stępień. Nie była wygłaszana laudacja, ale koncert finałowy pamięci Romana Stępnia był oddaniem hołdu niezwykłemu i nader skromnemu artyście, który całe swoje życie oddał sztuce dźwięku na najwyższym poziomie.
TARNOWIANIE to więcej niż festiwal: to gest kulturowy. Daje szansę strukturyzowanego dialogu z przeszłością i teraźniejszością, buduje miejscową dumę, przypomina, że mieszkańcy mają „swoich” twórców — takich, którzy przekraczają lokalne granice, ale żyją tym skąd są, albo tu się realizują i tworzą. To też instytucjonalny i społeczny eksperyment: czy w mieście średniej wielkości można zbudować stałą imprezę kulturotwórczą o poziomie, który przyciąga ludzi spoza miasta, buduje rozgłos. Tomasz Schuchardt był gościem tej imprezy bodaj po raz pierwszy i był pod wrażeniem tego, jak potrafimy budować swoją tożsamość – mimo różnic, mimo absolutnie przeciwnych postaw i poglądów.

Dowodem na tę jedność – a jednocześnie moim wielkim osobistym wzruszeniem było spotkanie z Marcinem Kwaśnym, aktorem, którego z widowni oklaskiwał młodszy brat, prezydent naszego miasta Jakub Kwaśny.
Piąta edycja festiwalu udowodniła, że festiwal ma już swój rytm, swoje stałe elementy, ale też – że potrzebuje dalszego wzrostu, ale wzrostu (jak w sztuce) przemyślanego, nie ambicjonalnego „przerostu”.

Kibicuję tarnowianom od dawna, czuję się tarnowianką – choć mieszkałam w naszym mieście zaledwie kilkanaście lat. No i – rzecz jasna – czekam na szóstą edycję festiwalu. Wiele zależy od tego, czy za ambicją pójdzie społeczna baza – publiczność, media lokalne, wsparcie samorządu, budżetowe zaplecze. Miejmy nadzieję, że będzie, że tej machiny nit już nie zatrzyma.
Katarzyna Cetera
Zdjęcia – organizatorzy (Przemysław Sroka – CSM)

















