
… a ja mu tłumaczyłem, że wiersz winien być prosty jak podanie ręki i tajemniczy jak uśmiech Giocondy… Już się nie spotkamy aby popalić… i zaplanować kolejne podpalenie świata. Swój zostawił na antypodach, nad brzegiem oceanu.

Szkoda, że nie udało się zrealizować unikalnego projektu wydania przez teatr tomiku niezwykłych wierszy Irka, utkanych z przeczuć, milczenia i tajemnicy a opatrzonych równie intrygującym malarstwem Matyldy Baczyńskiej, która udanie łączy aktorstwo ze sztuką… Był Ireneusz Pastuszak kolorowym ptakiem tarnowskiej bohemy, wyraźnie rozpoznawalnym milczącym znakiem sprzeciwu wobec osaczającego go świata. Był typem samotnego myśliwego, bytem osobnym, wędrowcem poszukującym swojej Itaki, którą odnalazł w Królestwie Maroko, nad brzegiem oceanu…

Teraz różne media pełne są tzw. notek biograficznych zamieszczanych na zasadach „kopiuj-wklej”, nijakich i w żaden sposób nie oddających prawdy o tym niezwykłym artyście.

Bez wątpienia był wybitnym aktorem aliści to co wypisują „dziennikarscy lokalsi”, by nie rzec lokaje to kompletny upadek tego zawodu! Poniżej jeno dwa przykłady tej „twórczości”:
Tygodnik TEMI: W wieku 65 lat odszedł wybitny geniusz tarnowskiej sceny teatralnej…
Kurier Tarnowski: Tarnów stracił jedną ze swoich największych teatralnych pereł.
Ciekawe, jak owi geniusze podpisali by nekrologi np. Gustawa Holoubka, Jerzego Treli czy choćby naszego Edwarda Żentary...?
I jeszcze córka śp. I. Pastuszaka – Paulina:
Ale jak my Cię Irek z tego Maroka ściągniemy… to ja kurwa nie wiem.
Grunt, że tam Ci się spodobało.

Ale cóż się dziwić, skoro na frontonie Tarnowskiego Teatru – Jego domu jak mawiał, dwa dni po jego odejściu na próżno szukać jakiejkolwiek informacji o Nim, że o zdjęciu i czarnej wstążce nie wspominając. Hańba Panowie Dyrektorzy!!!
Ryszard Zaprzałka
Tytuł artykułu pochodzi z wywiadu Łukasza Winczury z I. Pastuszakiem.

















