
czyli
o kobiecie, żonie i matce oraz biskupach.
Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa św. Piusa X ogłosił właśnie publicznie zamiar dokonania konsekracji biskupich dla Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X w dniu 1 lipca. Zapowiedz ta wywołała doktrynalne napięcia w bardzo i tak już skomplikowanych relacjach Bractwa z Kościołem Rzymskim. Niejako na marginesie tych tradycyjnych sporów o liturgiczne pryncypia warto przypomnieć katolicki porządek rzeczy…

Kościół przez wieki mówił o kobiecie spokojnie i jasno, bez ideologii i bez lęku przed prawdą. Kobieta nie została stworzona ani po to, by rządzić mężczyzną, ani po to, by z nim rywalizować, lecz by być mu pomocą – inną, ale konieczną. Jak pisał św. Augustyn, została dana mężczyźnie „jako pomoc zgodna z naturą”, a nie jako jego odbicie.
Małżeństwo, w rozumieniu katolickim, nigdy nie było umową opartą na uczuciu. Jest sakramentem, a więc rzeczywistością nadprzyrodzoną, w której każdy ma swoje miejsce i swoje obowiązki. Papież Leon XIII przypominał, że małżeństwo nie jest wymysłem ludzi i nie podlega modom ani zmianom epok, bo jego autorem jest sam Bóg. Tam, gdzie o tym zapominano, zaczynał się rozkład rodziny.

Rola żony nie polega na dominacji ani na „samorealizacji” kosztem domu. Polega na wierności, obecności i cichej sile, która podtrzymuje codzienne życie. Św. Jan Chryzostom nazywał chrześcijański dom „małym Kościołem” — ale tylko wtedy, gdy panuje w nim porządek: mąż bierze odpowiedzialność, a żona wspiera go z miłością, nie z przymusu.
Jeszcze wyraźniej Tradycja mówi o macierzyństwie. Matka nie jest dodatkiem do rodziny, lecz jej fundamentem. To ona formuje dusze dzieci, zanim jeszcze ktokolwiek zacznie je „edukować”. Pius XI pisał wprost, że żadne zadanie nie dorównuje godnością kształtowaniu duszy dziecka. To, czego nauczy matka – modlitwy, bojaźni Bożej, szacunku – zostaje na całe życie. Św. Hieronim trafnie zauważał, że to, co dziecko wynosi z kolan matki, nosi w sobie już zawsze.

Kobieta jest też strażniczką domu w sensie głębszym niż tylko porządek czy codzienne obowiązki. Od niej w dużej mierze zależy duch panujący w rodzinie: czy jest w nim pokój, skromność i modlitwa, czy chaos i duch świata.
Leon XIII pisał, że zdrowe społeczeństwo wyrasta ze zdrowych rodzin , a te nie istnieją bez kobiet wiernych swojemu powołaniu. Najdoskonalszym wzorem pozostaje Maryja. Nie przez wyjątkowość oderwaną od życia, lecz przez wierność w rzeczach prostych: posłuszeństwo Bogu, milczenie, gotowość do ofiary. Św. Bernard mówił, że Bóg chciał, aby wszystko przyszło do nas przez Nią, i to mówi więcej o godności kobiety niż tysiące współczesnych haseł.

Tam, gdzie kobiety wracają do tego porządku, rodziny trwają. Tam, gdzie się go porzuca, zaczyna się rozpad, którego nie da się naprawić prawem ani ideologią. Tradycja Kościoła nie obiecuje łatwego życia ,ale obiecuje życie prawdziwe, zakorzenione w porządku, który nie przemija.
Podobnie jak arcybiskup Lefebvre w swoim czasie, Bractwo zawsze troszczy się o to, by nie wyprzedzać Opatrzności, lecz by za nią podążać, pozwalając się prowadzić jej wskazaniom. Tak ważna decyzja nie może być podjęta lekkomyślnie ani w pośpiechu.
W szczególności, ponieważ chodzi o sprawę, która w oczywisty sposób dotyczy najwyższej władzy Kościoła, konieczne było wpierw podjęcie starań u Stolicy Apostolskiej – co uczyniliśmy – oraz wystarczające poczekanie, umożliwiające jej udzielenie odpowiedzi. Nie jest to decyzja, którą moglibyśmy podjąć bez konkretnego okazania naszego uznania władzy Ojca Świętego.

Latem ubiegłego roku napisałem do Ojca Świętego prośbę o audiencję. Nie otrzymawszy odpowiedzi, kilka miesięcy później napisałem do niego drugi list, w prosty i synowski sposób, nie ukrywając niczego z naszych potrzeb. Wspomniałem o naszych rozbieżnościach doktrynalnych, ale także o naszym szczerym pragnieniu nieustannej służby Kościołowi katolickiemu, albowiem jesteśmy sługami Kościoła pomimo naszego nieuznawanego statusu kanonicznego.
Na ten drugi list otrzymaliśmy kilka dni temu odpowiedź z Rzymu, ze strony kardynała Fernándeza. Niestety, nie bierze ona w żadnym stopniu pod uwagę przedstawionej przez nas propozycji i nie zawiera niczego, co odpowiadałoby naszym prośbom.

Propozycja ta, biorąc pod uwagę całkowicie szczególne okoliczności, w jakich znajduje się Bractwo, polega konkretnie na prośbie, aby Stolica Apostolska pozwoliła nam tymczasowo pozostać w naszym nadzwyczajnym położeniu, dla dobra dusz, które się do nas zwracają. Obiecaliśmy Papieżowi poświęcić całą naszą energię na zachowanie Tradycji oraz czynić z naszych wiernych prawdziwych synów Kościoła. Wydaje mi się, że taka propozycja jest zarazem realistyczna i rozsądna, i że jako taka mogłaby uzyskać aprobatę Ojca Świętego.
Wobec dziedzictwa pozostawionego nam przez papieża Franciszka, zasadnicze racje, które już uzasadniały konsekracje z 1988 roku, nadal w pełni zachodzą, a pod wieloma względami ukazują się nawet z nową ostrością. Sobór Watykański II pozostaje bardziej niż kiedykolwiek kompasem, którym kierują się ludzie Kościoła, i trudno przypuszczać, by w niedalekiej przyszłości obrali oni inną drogę. Główne kierunki, które już się zarysowują dla nowego pontyfikatu, zwłaszcza w świetle ostatniego konsystorza, jedynie to potwierdzają: widać w nich wyraźną determinację, by zachować linię Franciszka jako nieodwracalną drogę dla całego Kościoła.

Służymy Kościołowi przede wszystkim służąc duszom. To obiektywny fakt, niezależny od innych względów. Kościół zasadniczo istnieje dla dusz: jego celem jest ich uświęcenie i zbawienie. Wszystkie piękne mowy, rozmaite debaty i wielkie zagadnienia, o których można by dyskutować, nie mają żadnego sensu, jeśli nie służą zbawieniu dusz. Trzeba o tym przypominać, ponieważ Kościołowi grozi dziś niebezpieczeństwo zajmowania się byle czym. Troska o ekologię, na przykład, prawa mniejszości, kobiet czy migrantów – wszystko to może odciągać uwagę od zasadniczej misji Kościoła. Jeśli Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X walczy o zachowanie Tradycji, ze wszystkim, co się z tym wiąże, robi to wyłącznie dlatego, że skarby te są absolutnie niezbędne do zbawienia dusz – i nie dąży ono do niczego innego niż do tego: do dobra dusz i kapłaństwa ukierunkowanego na ich uświęcenie.
Świadomość, że perspektywa konsekracji biskupich może postawić wiernych korzystających z posługi Bractwa przed dylematem: albo wybór Tradycji w całości, ze wszystkimi jej konsekwencjami, albo „pełna” łączność z hierarchią Kościoła?
Ten dylemat w rzeczywistości jest jedynie pozorny. Oczywiste jest, że katolik powinien jednocześnie zachować Tradycję w całości i łączność z hierarchią. Nie może wybierać pomiędzy tymi dobrami, które są oba konieczne.

Konkretny przykład tego, czego Bractwo nie może zaakceptować?
Pierwszy przykład, który przychodzi mi na myśl, sięga roku 2019, kiedy papież Franciszek, z okazji swojej wizyty na Półwyspie Arabskim, podpisał z imamem słynną deklarację z Abu Zabi. Twierdził wraz z przywódcą muzułmańskim, że mnogość religii jako taka była chciana przez Mądrość Bożą.
Oczywiste jest, że jedność, która opierałaby się na przyjęciu takiego stwierdzenia lub która by je zawierała, po prostu nie byłaby katolicka, albowiem obejmowałaby grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu oraz zaprzeczenie pierwszego artykułu wiary. Uważam, że takie twierdzenie jest czymś więcej niż zwykłym błędem. Jest ono po prostu niewyobrażalne. Nie może być fundamentem katolickiej łączności, lecz raczej przyczyną jej rozpadu. Sądzę, że katolik powinien raczej wybrać męczeństwo, niż przyjąć takie twierdzenie.

Uświęcenie duszy zależy oczywiście od autentycznego wyznania wiary, ale to wyznanie musi prowadzić do prawdziwego życia chrześcijańskiego. Potrzebą dusz w niedzielę nie jest przeglądanie portali internetowych – dusze potrzebują kapłana, który je wyspowiada i pouczy, który odprawi dla nich Mszę świętą, który rzeczywiście je uświęci i poprowadzi do Boga. Dusze potrzebują kapłanów. A aby byli kapłani, potrzebni są biskupi. Nie „influencerzy”. Innymi słowy, trzeba powrócić do rzeczywistości – do rzeczywistości dusz i ich konkretnych, obiektywnych potrzeb. Święcenia biskupie nie mają innego celu, jak zapewnić wiernym przywiązanym do Tradycji udzielanie sakramentu bierzmowania, święceń kapłańskich i wszystkiego tego, co z nich wynika.
Jeśli chodzi o Mszę tradycyjną, potrzeba dla dusz jest dziś równie poważna jak w roku 1988. Szczególnie w kontekście znanych perypetii rytu św. Piusa V – jego uwolnieniu przez Benedykta XVI w 2007 r. oraz ograniczeniach nałożonych przez Franciszka w 2021 r.

O ile mi wiadomo, papież Leon XIV zachowuje w tej kwestii dyskrecję, która budzi wielkie oczekiwania w środowiskach konserwatywnych. W ostatnim czasie upubliczniono jednakże tekst kardynała Roche’a o liturgii, pierwotnie przeznaczony dla kardynałów uczestniczących w konsystorzu w zeszłym miesiącu. Nie ma powodu by wątpić, że w głównych zarysach odpowiada on orientacji wyznaczonej przez Papieża. Jest to tekst bardzo jasny, a przede wszystkim logiczny i spójny. Niestety, opiera się on na fałszywym założeniu.
Bractwo będzie więc nadal, najlepiej jak potrafi, działać w wierności Tradycji katolickiej oraz pokornie służyć Kościołowi, odpowiadając na potrzeby dusz. I będzie nadal synowsko modlić się za Papieża, jak zawsze to czyniło, w oczekiwaniu na dzień, w którym zostanie uwolnione od ewentualnych niesprawiedliwych sankcji, jak to miało miejsce w 2009 r. Jesteśmy pewni, że kiedyś władze rzymskie z wdzięcznością uznają, iż te konsekracje biskupie opatrznościowo przyczyniły się do zachowania wiary – na większą chwałę Bożą i dla zbawienia dusz.

Źródło: Wywiad udzielony przez ks. Dawida Pagliaraniego, przełożonego Bractwa św. Piusa X w Flavigny-sur-Ozerain dnia 2 lutego 2026 r. w święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny.
R.Z.

















