
A więc zaczynam… Witam wszystkich moich czytelników w Nowym Roku i od razu spieszę wytłumaczy dlaczego tak długo zwlekałam z rozpoczęciem drugiej części mojej książki pt. „Batuta – pasją nie utajona”. Równo pół roku temu zakończyłam pierwszą część mojego pisania. Było tego sporo, poza tym trochę wydarzeń w moim życiu, w tym najważniejsze – ślub mojej wnuczki Lilianny więc energie, ma się rozumieć, były nakierowane na to wydarzenie. Wakacje postanowiłam przeznaczyć na odpoczynek, i odpocząć od pisania po emocjach związanych ze ślubem.

Jednakowoż nadarzyła się okazja do sprawdzenia moich umiejętności literackich w innej nuż biografia formie pisania, a mianowicie zaczęłam pisać recenzje i opinie muzyczne z koncertów, których wysyp w czasie wakacji się nasilił i niejako” wpisywał się pod pióro”. Pierwsze recenzje cieszyły się dużym zainteresowaniem, więc zaciekawiła mnie ta forma i skupiłam się na relacjonowaniu tego co zarejestrowało moje ucho podczas poszczególnych koncertów. Oczywiście miałam wyrzuty sumienia, że na parę miesięcy zamknęłam mój fioletowy zeszyt zapisany fioletowym atramentem na stronach którego pojawiała się matryca powstawania ruchu muzycznego i chóru ” HARMONIA” w dawnych czasach.

Prace nad książką zdominował XIX Konkurs Szopenowski który zaczął się 1 X 2025 r. Konkurs pochłonął mnie całkowicie na 3 tygodnie od rana do nocy. Naturalnie tak że względów słuchowo- wizualnych, z perfekcją transmitowany przez znakomity telewizor PHILIPS, który specjalnie nabyłam na tę okoliczność. Chcąc mieć tzw.”odbiór przestrzenny” podłączyłam go do kina domowego, dzięki czemu uzyskałam świetny efekt kwadro, poprzez odpowiednie ustawienie kolumn głośników. Dodając do tego zmieniające się kolory ogromnego ekranu mogłam poczuć pełen komfort sali koncertowej Filharmonii Warszawskiej, siedząc wygodnie w fotelu i dzierżąc w dłoni mojego niezawodnego ” Pelikana”,spod którego zaczęły w szybkim tempie spływać relacje z tego co zobaczyłam i usłyszałam z ekranu telewizora.

Oczywistym się wydaje fakt, iż pochłonięta konkursem odłożyłam pisanie książki na czas późniejszy. Relacjonowałam poszczególne etapy, wyrażając swoje opinie i uwagi. W międzyczasie zaraz na początku października odszedł nieodżałowany prof. Roman Zubek, napisałam więc wspomnienie o nim. Ta relacja spotkała się z dużym zainteresowaniem jako, że uczniowie i członkowie Dziecięcej Orkiestry Młodzieżowej prowadzonej lata temu przez dyr. Zubka są rozrzuceni po całym świecie. Jakiś czas jeszcze grały w moim uchu dźwięki Szopenowskiego Konkursu ,a echa tych relacji rezonowały przez długie tygodnie w pr. II polskiego radia. Unoszona na falach romantycznego Szopena „odleciałam” z kart mojej biografii Muzycznej…

Potem jeszcze szereg niezbyt korzystnych zdarzeń również nie sprzyjał pisaniu, no i wspomniane wcześniej recenzje z koncertów, które pochłaniały całkowicie mój czas…. Tak więc- jako postanowienie noworoczne- kontynuuje pisanie książki. U mnie tak jest – muszę mieć motor do popchnięcia bicykla pisania a wtedy – jak już zasiądę przy biurku, to już będę pisać i pisać…
„Z batutą urodzona ” – to motto ,które towarzyszy mi od początku biografii muzycznej, sunącej wytrwale po pięciolinii mojego życia. Będzie nadal kontynuacją w drugiej części książki przygody z chórem „HARMONIA”. To najbardziej twórczy okres mojej pracy dyrygenckiej; doskonalenie warsztatu, jakim jest batutą prowadzona wprawną ręką dyrygenta. Bardzo szybkie tempo mojej pracy,którym charakteryzowało się zamiłowanie do tego zawodu, przez ponad 40 lat prowadzenie chórów ,zespołów i solistów, dało efekt podnoszenia poprzeczki sobie o śpiewakom amatorom, sięgając po ” laury chóralne ” aż do momentu,dokąd było mi możliwe ukazywanie mojej fizys na forum publicznym.

Poświęcając pracy i temu zawodowi,którego nie zamieniłabym na żaden inny całą moją pasję, miłość,dom ,życie i cały swój czas wolny. Bo nawet we wakacje pracowałam, poświęcając czas należny na odpoczynek, tworzeniu coraz to nowych form doskonalenia chóralnego. Wynikiem tego było zaangażowanie całej rodziny, mającej przygotowanie muzyczne – ale- niestety tylko w stopniu podstawowym. Wnuczka Liliana ukończyła w Tarnowskiej Szkole Muzycznej klasę skrzypiec. Syn Ireneusz ,klasę wiolonczeli, kontynuował naukę jakiś czas w II stopniu Szkoły Muzycznej, a brat Ryszard – również w podstawowym stopniu na skrzypcach – na jakiś czas ” zahaczył ” o struny kontrabasu, by wreszcie ” osiąść na „mieliźnie ” gitary basowej i muzyce rozrywkowej,którą kultywuje z wielką miłością do czasów obecnych prowadząc swoje grupy instrumentalne.

Bratanek Sławomir zapowiadał się na dobrego multiinstrumentalistę, obdarzony rodzinnymi koneksjami muzycznymi oraz wielką muzykalnością i świetnym słuchem – jednak los zdarzył inaczej…
Niestety Sławek w wieku szkolnym wyjechał do Stanów Zjednoczonych gdzie przez jakiś czas kontynuował grę ba perkusji, gitarze i klawiszach, miał nawet swoją grupę rockową. Nie mam z nim kontaktu od wielu lat, z tego jednak co wiem, zarzucił muzykę zupełnie, nie kontynuował nauki zajmując się całkiem prozaicznym acz dochodowym zajęciem, nie mającym nic wspólnego ze sztuką, zaprzepaszczając rozwój osobowości artystycznej, jaką niewątpliwie posiadał.. Teraz to już zupełnie inny człowiek Niestety…

Przez jakiś czas moja rodzina: Irek i Liliana byli zaangażowani w pracę ze mną, biorąc udział w moich widowiskach i koncertach – jako instrumentaliści i wokaliści. Również brat Ryszard krotko śpiewał w chórze „HARMONIA „(u Ojca najdłużej) a także gościnnie występował w zespole ” TERCJUM”, o którym, obiecuję, napiszę w III części mojej książki.
To wspólne muzykowanie i pasja, którą – niestety – nie udało mi się do końca zaszczepić mojej „trójce”, Irkowi, Lilianie i Ryśkowi, spinał jak klamrą swoją kamerą mój mąż Jurek…

A więc z muzykalnej rodzinki z dziada-pradziada, gruntownie wykształcenie muzyczne zdobyłam tylko ja, pomnażając ofiarowane mi przez Stwórcę talenty wielokrotnie, bacznie uważając, by któregoś „nie zakopać”…. Irek był jednak ze mną do końca na „wyżynach belcanta” śpiewając ze mną w mojej ostatniej, rozpaczliwiej próbie utrzymania się na ” więdnącej batucie” w chórze „POLIHYMNIA” w parafii św Maksymiliana Kolbe w Tarnowie… z jakże żałosnym zejściem „półtonami w dół” do muzycznego Hadesu…”
c.d.n
Bożena Kwiatkowska – dyrygent, pianistka i pedagog.
28 styczeń 2026

















