
czyli
Edward Żentara – in memoriam.
W poniedziałek 25 maja minęła piętnasta rocznica tragicznej śmierci Edwarda Żentary – dyrektora Tarnowskiego Teatru i wybitnego aktora. Ta okrągła rocznica to moment, który niezmiennie przynosi ze sobą głęboki smutek, ale i przestrzeń na refleksję o człowieku, poza prostymi definicjami. Był dobrym, wrażliwym człowiekiem – znałem go osobiście i takim pozostał w mojej pamięci.

Kiedy wygrał konkurs na to stanowisko dyrektora tarnowskiego teatru zapowiadał zauważalne w Polsce premiery i wypełnienie teatru publicznością, oraz ograniczenie występów impresaryjnych… .

Jego dyrekcja przypadła na trudny czas generalnego remontu teatru i właściwie dopiero po jego zakończeniu mógłby w pełni zrealizować swoją wizję „teatru ogromnego” . Ale nie zdążył… schorowany i zaszczuty głównie przez aktorów „związkowców”), osamotniony i w jakimś sensie przegrany w Tarnowie… odszedł za wcześnie, w pełni sił twórczych.

Edward Żentara samobójstwo popełnił w mieszkaniu służbowym, w którym mieszkał przy ul. Lwowskiej. Tam przeciął sobie żyły podudzi. Mimo to udało mu się wstać i przejść do łazienki. Aktor został znaleziony w wannie niczym Marat ze słynnego obrazu Davida.

Znajomi i współpracownicy z ostatniego okresu życia Żentary dość zgodnie twierdzą, że tych przyczyn było kilka, choć najważniejszą z nich był toksyczny związek z młodą aktorką, dla której zostawił rodzinę.
Zapamiętaliśmy go, piszą na stronach Teatru, go jako osobę o głębokiej potrzebie rozumienia bliskich, pełną empatii, której symbolem stało się jego przenikliwe, niebieskie spojrzenie. W tym wzroku kryło się wszystko: od dziecięcej ciekawości świata po dojrzały, egzystencjalny niepokój.

W swoim życiu i sztuce Edward Żentara nieustannie szukał wolności twórczej. Nie stronił od ciężkiej pracy, a ryzyko artystyczne było dla niego naturalnym środowiskiem.
Cena za głębokie odczuwanie świata okazała się jednak ogromna. Edwardowi trudno było czasem zrozumieć i udźwignąć ciężar skomplikowanych relacji międzyludzkich.

Człowiek o takiej konstrukcji psychicznej źle znosił napięcia i konflikty w zespole, a artystyczne frustracje z czasem przeradzały się w potrzebę ucieczki. Walka z tym „drugim ja” – mroczniejszym, zmęczonym i szukającym ukojenia – przybierała z czasem niebezpieczny kierunek.
Wszystkie dobre chwile, wielkie sukcesy i momenty pięknych, ludzkich spotkań zamknął ostatecznie jeden, ciemny dzień…

Edward Żentara urodził się 18 marca 1956 roku w Sianowie pod Koszalinem i tam też został pochowany. Ukończył wydział aktorski łódzkiej szkoły filmowej. Debiutował w koszalińskim Teatrze Propozycji „Dialog”, a następnie występował na deskach Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie, Teatru Polskiego w Warszawie, Teatru Starego w Krakowie, Teatru Polskiego w Szczecinie, Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie oraz Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie, którym kierował od 2008 roku.

W tym okresie rozpoczęła się przebudowa siedziby tarnowskiego teatru, a aktorzy nie mając własnej sceny przez pewien czas korzystali z gościny Pałacu Młodzieży w Tarnowie. Na dużym ekranie Edward Żentara debiutował u Feliksa Falka w filmie „Był jazz”.

Z kolei jego pierwsza główna rola od razu przyniosła mu nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego. Dostał ją za kreację Piotra R. restauratora kościelnych malowideł i karateki, w filmie Wojciecha Wójcika „Karate po polsku”. Szeroki rozgłos dał Edwardowi Żentarze występ w filmie, nakręconym trzy lata później, „Siekierezada” (reż. Witold Leszczyński), którego scenariusz powstał na kanwie prozy Edwarda Stachury. Zagrał tam Janka Praderę i tę rolę zaliczał do swoich najważniejszych osiągnięć. Występował również w serialach („M jak miłość” i „Fala zbrodni”).

PAMIĘTAMY!
Ryszard Zaprzałka

















